poniedziałek, 10 października 2011

Juliette Fay: "Weranda pełna słońca"

Autor: Beata Szy dnia 13:47:00



Juliette Fay napisała powieść o dramacie młodej wdowy, której śmierć męża odebrała nie tylko towarzysza życia, ojca dwójki małych dzieci, ale także największego przyjaciela. Janie musi poukładać swój świat na nowo – minęło zaledwie kilka miesięcy od tragicznego wypadku, raz na zawsze zmieniającego jej życie. Kobieta zostaje sama, ale zamiast pogrążać się w głębokiej żałobie, musi zadbać o byt: swój i swoich dzieci. Zadanie niełatwe, ale wkrótce okazuje się, jak wiele życzliwości otrzyma od bliskich: sąsiadów, raczących ją domowymi wypiekami, krewnych, gwarantujących pomoc w opiece nad dziećmi, proboszcza, regularnie wspierającego ją duchowo i wielu, wielu innych. Jednak największy prezent, kolejny raz wywracający do góry nogami jej życie, Jamie otrzyma pośmiertnie od swojego męża…

„Weranda pełna słońca”, mimo brzemiennego, trudnego tematu, jest niezwykle ciepła i urokliwa. Główną bohaterkę opowieści poznajemy lepiej dzięki pojawiającym się gdzieniegdzie wpisom z pamiętnika – są one komentarzem do toczących się wydarzeń, stanowiącym miłe uzupełnienie. Oprócz Jamie mamy tu paletę innych postaci: dwójkę jej dzieci, zwariowaną sąsiadkę Shelly, kuzyna Cormaca z dziewczyną, ciotkę, matkę, brata, księdza Jake’a, budowlańca Tuga, Heidi z dziekciem i wiele, wiele innych osób. Dzięki temu powieść jest wielowątkowa, i choć koncentruje się na doświadczeniach Jamie, mamy tu wiele innych, przeplatających się z nią historii. Wszystko to sprawia, że książka jest pełniejsza, ciekawsza, a zakończenie nie jest jednoznaczne – w trakcie lektury pojawia się kilka możliwych scenariuszy przebiegu akcji.

Jest to bardzo mądra, wzruszająca powieść. Dzięki niej zbliżamy się do dramatu, który przecież może dotknąć każdego i obserwujemy jak można sobie z nim radzić – nie tylko jak sytuacja wygląda ze strony osób dotkniętych śmiercią bliskiego, ale także tych, którzy chcą pomóc. Jamie jest bardzo zamknięta w sobie, sfrustrowana, łatwo wpada w złość – wszystko dlatego, że musi maskować swoją słabość, nie może załamać się przed dziećmi. Ale ta skorupa czasem pęka, pokazując jej prawdziwe oblicze i to, jak bardzo tęskni za mężem. Życie jednak toczy się dalej i Jamie musi zmierzyć się z codziennością, z płaceniem rachunków, z posyłaniem syna do przedszkola, opieką nad kilkumiesięczną córką, z przygotowywaniem dla nich posiłków i zapewnianiem rozrywek. Musi zastąpić ich nieobecnego ojca, ale przede wszystkim musi wyprostować też własne życie, odnaleźć pocieszenie i szczęście. Bardzo szybko czytelnik wtapia się w świat Jamie, kibicuje jej zmaganiu się z trudnościami, pragnie, by odnalazła swoją drogę.

Z minusów: czasem bohaterka w swoim pamiętniku niepotrzebnie powtarza wydarzenia, które zostały już wcześniej opisane w narracji trzecioosobowej. W fabułę wpleciono też kilka scen, wątków, które nie przypadły mi do gustu, wydawało mi się, że są zbędne i tylko sztucznie wspierają opowieść.

I jeszcze gratka dla smakoszy - autorka zadbała o spis przepisów ciast, pojawiających się w książce. Dzięki temu możemy jeszcze bardziej zbliżyć się do Jamie, kosztując słodkości, którymi ona albo jej kuzyn, cukiernik, raczyli swoje podniebienia. Oprócz zwyczajowych podziękowań z tyłu książki pojawia się też opis przygody, jaka spotkała maszynopis. W tym miejscu kolejny raz naszła mnie refleksja ile trudu i wysiłku kosztuje autora praca nad powieścią, którą my połykamy potem w kilka chwil. Ale również przekonanie, że warto, że to jest potrzebne.

Książka tchnie nadzieją, tak samo jak jej słoneczna, piękna okładka. Czyta się ją szybko, płynnie, z niesłabnącą przyjemnością i ciekawością. Mimo traumatycznych zdarzeń, wokół których kręci się akcja, jest to powieść z optymistycznym przesłaniem. Podsumowując: książkę polecam jako lekturę na deszczowe, jesienne popołudnia, nadciągające już do nas dużymi krokami, bo można odnaleźć w tej pozycji trochę upragnionego słońca.

Ocena: 4,5/6

12 komentarze:

cyrysia on 10 października 2011 14:03 pisze...

Cieszę się że tak pozytywnie odebrałaś tę książkę, gdyż mam ją na swej półce bibliotecznej i zamierzam w wolnej chwili przeczytać. Mam nadzieję, że moje odczucia będą podobne do twoich. Czas jednak pokaże.

Natula on 10 października 2011 14:41 pisze...

Narobiłaś mi smaka na tę lekturę. Temat ciężki, ale wydaje się, że autorka poradziła sobie z nim, koniecznie muszę zdobyć egzemplarz tej powieści :)

giffin on 10 października 2011 15:24 pisze...

Spodziewałam się raczej dramatycznych opisów wprawiających w depresyjny nastrój niż optymistycznej opowieści, ale ta tematyka jest chyba lepsza ;) Podobają mi się książki wydane przez to wydawnictwo, widziałam już kilka tytułów o podobnie zaprojektowanych okładkach, wszystkie bardzo ładne ;)

Taki jest świat on 10 października 2011 18:16 pisze...

Recenzja kusząca, szczególnie przy obecnej pogodzie :)

Gabrielle_ on 10 października 2011 18:17 pisze...

Książkę mam w planach. Fabuła wydaje mi się ciekawa, a twoja recenzja jeszcze bardziej utwierdziła mnie w przekonaniu, że muszę tą książkę przeczytać ;)

bsz on 10 października 2011 20:21 pisze...

cyrysia => ja też mam taką nadzieję i nie pozostaje nic innego, jak życzyć Ci równie przyjemnej lektury.

Natula => mam nadzieję, że Ci się uda ją "dorwać" :)

giffin => ja też się bałam takiego dramatyzowania i użalania, ale nic z tych rzeczy, choć czasem bohaterka oczywiście przeżywa kryzysy.

Taki jest świat => masz rację, niestety dni są coraz zimniejsze :( nic tylko pod kocyk z książką ;)

Gabrielle_ => w takim razie równie miłej, szybkiej lektury życzę :)

Piter Murphy on 10 października 2011 20:21 pisze...

Myślę, że się skuszę, ale nie teraz. Jestem zawalony książkami

Jarken on 10 października 2011 21:54 pisze...

Brzmi optymistycznie i jakoś tak... jak literatura dla kobiet ;) Więc jak na nią natrafię to się zdecyduję :)

Dusia on 10 października 2011 22:35 pisze...

Wydaje mi się, że sobie odpuszczę. Chyba że zastosuję tę książkę jako lek na jesienną chandrę (która mnie pewnie dołapie za jakiś czas:/)

bsz on 11 października 2011 15:30 pisze...

Piter Murphy => mogę poprosić o adres do Twojego bloga, jeśli posiadasz?

Jarken => Jak najbardziej dla kobiet ;)

Dusia => jako lek na pewno, sama musiałabym coś stosować codziennie.

tetis on 11 października 2011 15:53 pisze...

Słyszałam już o tej ksiązce wiele dobrych rzeczy. Pewnie warto byłoby ja przeczytać, choć na razie nie zanosi się, żebym mogła ją zdobyć. Może kiedyś:)

Magda on 14 października 2011 22:41 pisze...

dla mnie długie jesienne wieczory właśnie się pojawiły i chętnie przeczytałabym właśnie coś takiego :)

Prześlij komentarz

 

Po drugiej stronie... Copyright © 2014 Dostosowanie szablonu Salomon