piątek, 17 stycznia 2020

William Kamkwamba, Bryan Mealer: O chłopcu, który ujarzmił wiatr

Autor: Po drugiej stronie... dnia stycznia 17, 2020 0 komentarze


Maleńka wioska w afrykańskim Malawi. Zupełnie inny świat, niż ten który mamy na co dzień. Zupełnie inne problemy, wyzwania i przeszkody. A jednak podobne marzenia i wiara w cud. Bohaterem książki "O chłopcu, który ujarzmił wiatr" jest William Kamkwamba, chłopak który nie poddał się w obliczu klęski głodowej i ocalił życie wielu ludzi. Jest to połączenie biografii i powieści przygodowej, a główny bohater jest zarazem współautorem książki – dzięki czemu dostajemy przekonujący i emocjonujący obraz, który porusza do głębi. 

William nie miał łatwego dzieciństwa. Uważał, że jest przeklęty i ciąży nad nim klątwa – a to wszystko za sprawą wybryku, który miał miejsce w jego dzieciństwie. Był inteligentnym, pełnym pasji chłopcem, który musiał jednak porzucić szkołę, gdy jego miasteczko nawiedził głód. Chłopiec dokonał czegoś niemożliwego – skonstruował wiatrak, z części znalezionych na złomowisku i w ten sposób doprowadził prąd do wielu domów. Nastolatek został bohaterem, wykazując się naprawdę dużą wrażliwością i wiedzą. Wierzył, w to co robi i nie poddawał się, nawet gdy jego dziwne próby budowania wiatraka były wyszydzane przez mieszkańców. Dodatkowo, mimo wielkich czynów, pozostał sobą. To fascynujące poznawać bliżej tę niezwykłą postać i widzieć, jak szalenie sympatyczny i szczery jest to chłopak. 

Na Netflixie można znaleźć film pod tym samym tytułem, i zamierzam niedługo po niego sięgnąć. A Wy, oglądaliście już może? Co sądzicie o tej ekranizacji? 

Książkę oczywiście polecam. Czyta się ją szybko. Napisana jest sprawnym, prostym językiem, pełna zabawnych opisów, nie pozbawiona jednak też tych cięższych momentów. Jest to opowieść o wielkich marzeniach i nieskończonej wierze w to, że się uda. Historia małego chłopca, który dokonał wielkich rzeczy. Spodoba się młodszym czytelnikom, w wieku Williama, jak i starszym. Wartościowa i godna uwagi pozycja z pogranicza literatury faktu i powieści przygodowej  :)

środa, 8 stycznia 2020

za późno.

Autor: Po drugiej stronie... dnia stycznia 08, 2020 0 komentarze

Byłaś dzielna, musiałaś to zrobić.
Świt nie miał koloru, nie grzałaś się w jego cieple.
Teraz dzień jest znów nauką, jak możesz znów żyć sama, jak tylko za siebie odpowiadać.
Nie chcesz, a właśnie to dostajesz.
Milczysz, jakby nikt nie mógł się zorientować. Nie wytrzymasz, nie możesz kolejny raz tego tłumaczyć.
Nowy Rok, nowy start, zawsze u Ciebie jest zmierzchem. Musisz wejść z czystym rachunkiem. Nie zaznasz spokoju. Nie obudzisz się bez urywanego oddechu. Wciąż coś Cię gniecie.
On miał być, ale to tylko Ty znów chciałaś więcej, niż mogłaś. Zapomniałaś się.
Leczysz się w tempie ekspresowym. Blizny rysują się na poprzednich - nie zdążyłaś poczuć, jak to jest żyć bez nich, nie czujesz więc tak znów silnie, że są czymś nowym.
Nie wiesz, co dla Ciebie byłoby ratunkiem. Jak ktoś musiałby słuchać, by można było wierzyć.
Czasem drżysz.
To i tak nic nie zmieni.
Jest ich tylu, wokół Ciebie. Nie ma nikogo.
 

wtorek, 31 grudnia 2019

Na podsumowanie.

Autor: Po drugiej stronie... dnia grudnia 31, 2019 0 komentarze

2019, odebrałeś mi wszystko.
Wszystko, co do tamtej pory zbudowałam.
Mówią, że jaki Sylwester, taki cały rok, i wtedy na samą tę myśl czułam, jak grunt osuwa mi się spod nóg.
I dziś, odmiennie, znów patrzę z nadzieją w przyszłość. 

Nie wierzyłam, że to moje życie. Że może być tak złe.
Nie wierzę dziś, że jest prawdziwe. Że może być tak piękne.

Byłam żoną, a potem nie było już nic.
Kiedy to się kończy: gdy on przestaje cię kochać, gdy się wyprowadzasz, czy gdy ogłasza to sąd? A może wtedy, gdy ściągasz obrączkę i wiesz, że nigdy więcej jej nie założysz.? Masz prawo zadecydować sama, czy zawsze już będziesz musiała czekać?

Mieć wszystko, i wszystko stracić.
Nie mówisz nikomu. A później już każdemu.

2019, dałeś mi szkołę życia.
Wydarzyło się wszystko, czego kiedykolwiek się bałam. I wciąż byłam - żywa jak nigdy, do szpiku odczuwająca tę swoją żywotność. Każdym nerwem.

2019, przyprowadziłeś do mnie wielu dobrych ludzi, bez których rozpadłabym się całkiem. Ale przywiodłeś w moje życie też wielu złych. Czy jedni musieli być karą, by nagrodzić innymi? Czy wszystko musi być zawsze na zasadzie coś za coś? Nie upraszczałeś mi.

2019, byłeś żałobą po kimś, kto dalej żył. Tylko już nie dla mnie.
Nie mogłam przez to przejść. A jednak dałeś mi siłę, by słabość przekuć w odwagę. 
Zmieniłeś mnie. 

2019, u swego schyłku postawiłeś Kogoś na mojej drodze. 
Potem znów zabrałeś.

Może nigdy nie jest tak, że całkowicie przestaje się pamiętać, ale...
Serce może być tak pojemne, cierpliwe i, mimo wszystko, dzielne.
Można znów unosić się ponad ziemią. Ze szczęścia.
Może jeszcze.


2020, bądź lepszy. 
Bądź...

niedziela, 22 grudnia 2019

Mieliśmy koniec.

Autor: Po drugiej stronie... dnia grudnia 22, 2019 0 komentarze
Chciałaś, by po prostu był. Zwyczajny – także z rysami, bo to one nadają charakteru, uczłowieczają, budują wrażliwość, której potrzebowałaś. Nie musiał przykuwać wzroku wszystkich, jego oczy miały paraliżować tylko ciebie. Na niego mogłabyś patrzeć niezmiennie z zachwytem – od pierwszych chwil po przebudzeniu, gdy sam by jeszcze spokojnie oddychał, odległy, nieobudzony, przez pierwsze chwile nowego dnia, aż po jego koniec. Nie bałabyś się żadnej sytuacji – ktoś taki jak on zawsze by w ciebie wierzył, zawsze byłby wsparciem, nigdy by nie zranił. Chciałaś by rozumiał twoje lęki, twoją nie-codzienność, twoje wycofane ruchy – nie musiałby czytać ci w myślach, nie musiałby kończyć za ciebie zdań, wcale. Po prostu słuchałby. Uczyłby się twoich zalet i wad.

Chciałaś mieć w nim cały świat. Nie umiałaś o nim nie myśleć, nie umiałaś w każdej chwili dnia nie zastanawiać się, co może robić, gdzie być i z kim. To nie było blokujące – nie przytłaczałaś go sobą, nie sprawdzałaś.. Sama myśl, bez żadnych działań, dawała ci spokój. Wiedziałaś, że jest, gdzieś tam. Wystarczało ci, że był. Marzyłaś, by odczuwał to tak samo.

Był taki czas, że mieliśmy to.
Pamiętasz? Mieliśmy siebie.

Był taki czas, że kochałeś mnie najbardziej na świecie. Mówiłeś mi to leżąc obok, całując moje nagie ramię przed snem. I ton twojego głosu był tym jedynym, który miał ze mną pozostać.
Był taki czas, że wierzyliśmy w swoje uczucia tak bardzo, że byliśmy jak jedno. Przyszłość była nasza. Nie wątpiłam w to ani przez moment.
Był taki czas, gdy wierzyłam, że zesłał mi cię los. I nigdy już nie będę się bała.

Potem – ziemia się zapadła. A my znów byliśmy oddzielni, jak w te dni zanim się poznaliśmy.
Nie umiem w głowie zamknąć tego roku.
Chociaż to już tuż, tuż.
Ostatni rok, gdy jeszcze byłam przez ciebie całowana. Przytulona. I cała twoja. Ostatni rok, gdy nie patrzyłeś na mnie z pustką. Gdy byłeś w stanie być miły. Gdy czuliśmy żar.
Dawno już. I nieprawda. Wiele miesięcy temu. Okruch czasu, gdy staraliśmy się jeszcze przez to przejść i długo, długo nic.

Boję się zamknięcia tego roku.
A potem robię to.
Zamykam.

wtorek, 17 grudnia 2019

Clive Thompson: Koderzy. Opowieść o ludziach, którzy zmienili nasz świat

Autor: Po drugiej stronie... dnia grudnia 17, 2019 0 komentarze


Nie wiem jak Was, ale mnie zawsze intrygował świat programistów – ludzi, którzy przy zupełnie nieczytelnym dla mnie kodzie potrafią tkwić godzinami i magicznym sposobem, tworząc kolejne linijki tekstu, kreują to wszystko, z czego korzystamy na co dzień. Nie zastanawiamy się nad tym często – jak działają media społecznościowe, jak to możliwe że wyszukiwarka Google podpowie nam wszystko, o ile prostsze jest wszystko gdy mamy pod ręką smartfona. Ale tam, po drugiej stronie, siedzą rzesze ludzi, którzy nad tym pracują, którzy godzinami wyłapują nieznośne bugi i starają się, by wszystko działało bez zarzutu. Jak żmudna, czasem monotonna, raczej tylko dla cierpliwych jest to praca – o tym właśnie między innymi jest książka "Koderzy. Opowieść o ludziach, którzy zmienili nasz świat".

Zaznaczę to na wstępie – można być zupełnym informatycznym laikiem i naprawdę dobrze spędzić czas przy tej lekturze. Bo chociaż nie wiemy j a k to działa, bardzo dobrze zdajemy sobie sprawę, że działa. Korzystamy z tych wszystkich funkcjonalności na co dzień, są nam bliskie i naprawdę warto poznać te mechanizmy od środka, poznać historię ich powstawania, odkryć sylwetki ich twórców. To zupełnie zmienia perspektywę, uwierzcie.

Moje ulubione fragmenty książki to te poświęcone narodzinom programowania. Aż trudno uwierzyć, że kiedyś programowaniem określało się podawanie ogromnej maszynie kartek z nadziurkowanymi znakami, które imitowały dzisiejszy kod. Wtedy, u początków, to kobiety wiodły prym w tej dziedzinie. Nikt nie spodziewał się, że kodowanie rozwinie się tak bardzo, że zupełnie zdominuje rynek. Ale w momencie, gdy komputery stały się powszechne, ludzie zaczęli sami się uczyć: w domach, z podręczników, bazując na ogólnodostępnych kodach innych twórców. To wszystko przyczyniło się do ogromnego postępu – dziś biali, młodzi mężczyźni całkowicie zdominowali środowisko programistów. Trudno się tam przebić. Dlaczego tak jest – autor całkiem sensownie odpowiada na to pytanie.

Jacy są typowi programiści, jakie cechy ułatwiają pracę w tym zawodzie, czy każdy może nauczyć się programowania i jak to zrobić? Zapraszam do lektury, znajdziecie tu odpowiedzi między innymi na takie pytania.

Niesamowita była też dla mnie wycieczka do czasów powstania Facebooka, Instagrama, PayPala, Twittera i innych platform tego typu. Czasem zupełny przypadek przesądzał o istnieniu aplikacji w takiej formie, jak znamy je dotychczas. Dlaczego jedne pomysły chwytają, a inne zupełnie nie? Czy istnieje przepis na sukces?

Autor sporo pisze też o sztucznej inteligencji i próbuje zmierzyć się z pytaniem, czy AI może zdominować świat i zgładzić ludzkość. W trakcie pisania książki Clive Thompson rozmawiał z wieloma cenionymi programistami, pojawia się tu wiele głośnych nazwisk. Książka ponadto napisana jest tak przejrzyście i ciekawie, że jej czytanie jest czystą przyjemnością. Naprawdę warto – bez względu na to, czy macie w najbliższym otoczeniu takich introwertycznych maniaków kodu, czy nie ;)


piątek, 6 grudnia 2019

Jenny Han: Zawsze i na zawsze. Tom 3

Autor: Po drugiej stronie... dnia grudnia 06, 2019 4 komentarze

"Zawsze i na zawsze" to już trzeci, ostatni tom historii Lary Jean, uroczej nastolatki, zakochanej w szkolnym przystojniaku. Historii w której przypadkowo wysłany list miłosny uruchomił całą lawinę wydarzeń ze szczęśliwym zakończeniem, choć pierwotnie nic tego nie zwiastowało. I oto są – przeszli pierwszy związkowy kryzys, i nawet gdy na horyzoncie pojawił się „ten trzeci”, uczucie przetrwało. Choć z pozoru Lara i Peter wydają się być jak ogień i woda, jak dwoje ludzi z zupełnie innych światów, to jednak w tym przypadku sprawdza się powiedzenie, że przeciwieństwa się przyciągają. I to bardzo!

Jeśli zamierzacie sięgnąć po „Zawsze i na zawsze” na pewno znacie już tę historię – czy to z poprzednich książek, czy z uroczego filmu na Netflixie. W trzecim tomie autorka utrzymała ten sam „słodki” styl snucia opowieści, powracamy więc do tego, co już dobrze znamy. No i dużo tu pieczenia słodkości, a jakże :) To świat dorastających młodych ludzi, pełen emocji, sprzeczek, dylematów związanych z wchodzeniem w dorosłość, z wyborem studiów, z poszukiwaniem własnej drogi. Lara Jean i Peter Kavinsky kończą liceum. Chłopak ma już zapewnione miejsce na studiach dzięki sportowemu stypendium, zaś dziewczyna marzy o dostaniu się na tą samą uczelnię. Dzięki temu mogliby razem wejść w kolejny etap, być blisko i mieć pewność, że ich uczucie przetrwa. Ale oczekiwanie na wyniki jest coraz trudniejsze, a w życiu nie zawsze wszystko układa się tak, jakbyśmy tego chcieli.

Ponieważ Lara Jean i Peter są razem, akcja nie musi się skupiać już tlyko i wyłącznie na tych bohaterach, autorka oddaje głos kolejnym postaciom – w tym tomie śledzimy losy nowego związku ojca dziewczyny, dowiadujemy się też jak radzi sobie jej starsza siostra, pojawiają się nowe wątki. Wszystko to przygotowuje nas powoli na pożegnanie z bohaterami, na wielki finał. Powoli pisane są zakończenia do każdej z tych historii. Wszystko zostaje podsumowane. Dostajemy odpowiedzi.

Czy trzeci tom był potrzebny? Sama autorka w podziękowaniach wspomina, że nie spodziewała się, że powróci raz jeszcze do swoich bohaterów, ale w końcu to zrobiła dla swoich fanów. Trochę jest to zauważalne podczas lektury – książka jest swoistym podsumowaniem, ale też miejscami ma się wrażenie, że została doklejona do całej opowieści, że jest taką kropką wieńczącą dzieło, która równie dobrze mogła pozostać wielokropkiem. Wnosi nowe informacje, dopełnia tę historię, daje nam kolejną okazję do powrotu do tego uroczego świata, ale tak naprawdę – jak dla mnie – drugi tom sam w sobie był już wystarczającym zakończeniem.

Niemniej, każdy fan tej serii książek dla młodzieży będzie zadowolony. To lekka książka do przeczytania w dwa wieczory, w sam raz na ten mroźny czas! 
 

Po drugiej stronie... Copyright © 2014 Dostosowanie szablonu Salomon