środa, 14 listopada 2018

Demakijaż z Nivea

Autor: Beata Szy dnia 15:59:00 0 komentarze


Dziś będzie trochę o demakijażu, a dokładniej o kosmetykach do tego przeznaczonych :)
No to czas start ;)




Płyn micelarny od NIVEA Polska to pierwszy kosmetyk z serii Urban Skin jaki udało mi się testować, i jestem bardzo zadowolona z jego działania. Dobrze zmywa makijaż, szybko i skutecznie. Nie podrażnia, nie powoduje uczucia ściągnięcia skóry. Usuwa ze skóry codzienne zanieczyszczenia i matuje skórę. Podoba mi się też buteleczka, wygodna i dosyć duża, bardzo wydajna. Po prostu fajny kosmetyk :) 

Kolejny kosmetyk, który chciałam Wam pokazać, otrzymałam miesiąc później również w ramach testowania Przyjaciółki Nivea. Tym razem mowa  o kosmetyku 2w1, a dokładnie micelarnym mleczku i toniku z wodą różaną. W porównaniu z poprzednim kosmetykiem, ta buteleczka jest delikatniejsza, bardziej kobieca, delikatna. I takie właśnie jest mleczko - kremowe, delikatne i o przyjemnym,lekkim zapachu róż. Dotychczas stawiałam raczej na płyny, ale po użyciu nowości od Nivea wybór jest już tylko jeden - pokochałam to mleczko do demakijażu i szczerze je polecam. Produkt skutecznie usuwa nawet wodoodporny makijaż, a przy tym łagodnie oczyszcza skórę i tonizuje. Nie zostawia na skórze tłustego filmu, dzięki czemu skóra może oddychać. Opakowanie ma pojemność 200 ml, myślę że spokojnie starczy na dłuższy czas.




#przyjaciółkinicea #mojanivea #niveapolska @urbanskindetox #urbandetox #micellair   


wtorek, 4 września 2018

Testowanie z NIVEA POLSKA

Autor: Beata Szy dnia 09:44:00 1 komentarze
Czas na jeszcze jedną fajną paczkę od NIVEA POLSKA, ostatnio bardzo dużo u mnie produktów tej marki, ale lubię :) My #przyjaciółkinivea testujemy teraz najnowszą serię kosmetyków do włosów Hairmilk w różowych opakowaniach.



Szampon i odżywka z proteinami mleka i jedwabiu są przeznaczone szczególnie do włosów matowych i zmęczonych. Po kilku użyciach mogę stwierdzić, że włosy stają się miękkie i łatwiej się rozczesują po umyciu. Kosmetyki mają przyjemny, delikatny zapach, a aplikacja jest bardzo wygodna. Zarówno szampon, jak i odżywkę, łatwo się spłukuje. Nie obciążają włosów. Produkty na plus :)



#mojanivea #niveapolska #przyjaciółkinivea

wtorek, 24 lipca 2018

#PrzyjaciółkiNivea, czyli testowanie nowości od Nivea

Autor: Beata Szy dnia 15:29:00 2 komentarze

Nie wiecie nawet jak bardzo się cieszę, że dołączyłam do grona #PrzyjaciółkiNivea i zaczynam swoje pierwsze testowanie w ramach tej akcji, a już jest w drodze do mnie suchy szampon. Dziękuję @nivea_pl za zaufanie :) .

Dziś przychodzę do Was z recenzją nowości, olejkiem w balsamie Kwiat pomarańczy i awokado. Nivea ma świetny design, jeśli chodzi o buteleczki - moja ulubiona kolorystyka, prostota i wygoda, i tak jest i tym razem. Pierwszym, na co zwracamy uwagę podczas aplikacji balsamu jest egzotyczny, intensywny zapach pomarańczy i za to po prostu pokochałam ten kosmetyk. Łatwo się go rozprowadza i rzeczywiście balsam szybko się wchłania, co lubię, bo tłusta warstwa kosmetyku na skórze zawsze mnie denerwuje. Dobrze nawilża i rozświetla skórę, ja używam go głównie na nogi i naprawdę widzę poprawę w kondycji mojej skóry :) Idealny na lato.  



Testowałam też nowość, suchy szampon dla brunetek. Kosmetyk występuje w 3 wariantach: blondynki, szatynki i brunetki, ja mam ten ostatni. Podoba mi się, że trafiła mi się akurat niebieska wersja, uwielbiam ten kokor i uważam, że wygląd opakowania jest obłędny :) Suchy szampon aplikujemy na włosy, zwłaszcza u nasady, by je odświeżyć, podnieść, albo w podróży, gdy nie zawsze jest możliwość ich umycia. Co fajne, to proszek w mojej wersji ma brązowawy kolor, także można zapomnieć o efekcie siwych włosów czy łupieżu :) Łatwo się wyczesuje i dobrze spełnia swoje zadanie. Przydatny produkt, który warto mieć w łazience. A ibzapomniałabym -pachnie! Mąż myślał, że popsikałam się perfumami :p 


 

środa, 20 czerwca 2018

"Wakacyjny przewodnik po Układzie Słonecznym"

Autor: Beata Szy dnia 09:55:00 0 komentarze



Kiedyś, jako wielka fanka konkursów wszelkich, na pytanie o wymarzone wakacje odpowiedziałam opisując podróż po planetach Układu Słonecznego. Niemożliwe? Co z tego, skoro mowa o marzeniach :) Ku mojemu zdziwieniu czytam więc teraz tę książkę, która doskonale odwzorowuje moje nastroje. "Wakacyjny przewodnik po Układzie Słonecznym" wydawnictwa Bellona to pozycja z przymrużeniem oka, która w oryginalny sposób - bo pretekstem są tu przygotowania na wakacyjny wyjazd - opowiada o wszechświecie, jego tajemnicach i urokach. Pozycja bogata w ilustracje, rysunki i ciekawostki.

Lubię w tej książce wszystko - od wspaniałych grafik wewnątrz, ciekawostek, rzetelnych informacji o wszechświecie, aż po ten zwariowany pomysł zamienienia książki w międzyplanetarny przewodnik. Ja się na takie wakacje piszę! Książka zawiera omówienie każdej z planet naszego Układu oraz rozdział o Księżycu. Oczywiście, temat jest potraktowny z przymrużeniem oka, ale właśnie dlatego ta pozycja jest taka zabawna, a przy tym dostarcza wiedzy. Wstęp, w którym autorki tłumaczą jak się przygotować do takiej wyprawy jest uroczy. Urzekła mnie, i może kiedyś faktycznie na półce w marsjańskiej bibliotece kolejne pokolenia odnajdą tę książkę. Świat zmienia się tak szybko :) 

Plusy:

- przekazuje wiedzę w przystępny, oryginalny sposób
- piekne wydanie
- piękne grafiki i zdjęcia
- zwariowany pomysł na przewodnik, który kupuje mnie w stu procentach
- ciekawa, oryginalna, świeża

Minusy ? Brak!




poniedziałek, 18 czerwca 2018

"Błękit" Maja Lunde

Autor: Beata Szy dnia 09:59:00 1 komentarze
"Błękit" M. Lunde - nastawiłam się na świetną lekturę, mimo że nie czytałam wcześniejszej "Historii pszczół". Dawniej nie interesowały mnie tematy ekologiczne, teraz to się zmieniło całkowicie.

Historia w tej książce dzieje się dwutorowo, w dwóch strefach czasowych można by rzecz - współcześnie i w przyszłości. Jedną z bohaterek jest Signe, starsza wiekiem kobieta, która walczy zarówno z duchami przeszłości, jak i z technologią - chodzi tutaj o niszczenie lodowców. Drugim bohaterem jest David, który ze swoją córeczką trafia do obozu uchodźców - tu akcja dzieje się w świecie pozbawionym wody, świecie suszy i pożarów. Wydarzenia pokazane w pierwszej historii mają katastrofalny skutek, jeśli chodzi o środowisko, w drugiej.

Co do mojej opinii - książka raczej mnie zawiodła. Pokochałam ją za okładkę, a później przyszło rozczarowanie. Bohaterowie są słabo zarysowani, żadna z postaci nie skradła mojego serca, są dla mnie kompletnie obojętni i niezrozumiali. Brakowało mi też akcji, przełomowych wydarzeń, bardziej spektakularnego połączenia obu historii. Było trochę mdło. Rzeczywiście, temat ważny i aktualny, natomiast potraktowany trochę stereotypowo i bez głębi. Mam nadzieję, że kolejne książki tej pisarki dorównają wcześniejszej :)

Plusy:

- tematyka ekologiczna, ochrona środowiska, zwrócenie uwagi na zagrożenia
- dwie odrębne historie, które splatają się pod koniec opowieści
- postapokaliptyczny klimat
- piękna okładka

Minusy:

-szablonowi, bardzo prości bohaterowie, ich psychologia jest zarysowana bardzo pobieżnie
- brak akcji, brak przełomowych wydarzeń
- błahe motywacje bohaterów, których nie da się polubić
- styl autorki, dziwne konstrukcje zdań
- monotonia, nuda, wielu zdarzeń można się od razu domyślić
- brak głębi omawianego problemu

Mimo mojej opinii, wiem że wiele osób odebrało tę powieść bardzo pozytywnie, więc najlepiej, jeśli przekonacie się sami. A nuż opowieść porwie Was i zachwyci ;)





środa, 9 maja 2018

O książce "Sześć Cztery" Hideo Yokoyamy

Autor: Beata Szy dnia 09:44:00 0 komentarze
Wspominałam już o książce „Sześć Cztery”, gdy zaczynałam ją czytać, i dziś mogę ją już z czystym sumieniem polecić, gdyż jestem już po lekturze tego prawie 800-stronnicowego thrillera. 

Nakreślając tak na szybko fabułę, bohaterem powieści jest Mikami, szef Biura Prasowego, pracujący niegdyś w dochodzeniówce, który musi zmierzyć się zarówno z osobistym dramatem – jego córka zaginęła i nie daje znaku życia, jak i zawodowymi trudnościami – po latach wraca sprawa porwania i morderstwa dziewczynki, nad którą też niegdyś pracował, na jak wychodzą nowe fakty, a narastający konflikt z prasą wcale nie ułatwia mu prywatnego śledztwa w tej kwestii.



W książce bardzo da się wyczuć japoński, niespieszny klimat i trochę inne podejście do życia niż nasze. Mało jest tu o emocjach i uczuciach, raczej stawia się na suche fakty i działanie.  Dużo jest opisów prostych czynności, niby mało się dziele, a chwilę później uderza do nas sens wcześniejszych scen. Porównania z „Millenium” Larssona nie są przypadkowe, i tutaj również trzeba nastawić się na przydługie opisy - nie są one jednak wcale niepotrzebne, są częścią tej historii, określają ją. Książka nie jest typowym kryminałem śledczym, z mnóstwem niuansów detektywistycznej pracy. Bardziej skupia się na relacjach prasa-policja, na samym systemie japońskiej policji, na zależnościach i próbach wypracowania metod pracy, które wszystkim przynosiłyby zyski. W ciekawy sposób jesteśmy wciągnięci zarówno w tragiczną sprawę sprzed lat, jak i przyglądamy się nowemu porwaniu, i łączących je szczegółach. Mikami to człowiek, którego od razu można polubić, doceniając jego trud wkładany w pracę, pasję i oddanie, próbę wypracowania kompromisów. Przez długi czas wydaje się, że to jedyny człowiek, któremu zależy na dotarciu do prawdy i odnalezieniu winnych. Przy okazji wychodzi na jaw, że policja wcale nie ma czystych rąk.

Podobała mi się ta książka, na pewno długo będę o niej pamiętać. Może początkowo wydaje się trochę nudna, ale w miarę rozwoju fabuły, gdy wiele wątków zaczyna się ze sobą łączyć i wyjaśniać, doceniamy zmysł autora. Wzruszyły mnie końcowe sceny, a wiele pytań pozostało bez odpowiedzi, więc zastanawiam się – czy Mikami powróci? Oby tak!


 

Po drugiej stronie... Copyright © 2014 Dostosowanie szablonu Salomon