środa, 20 czerwca 2018

"Wakacyjny przewodnik po Układzie Słonecznym"

Autor: Beata Szy dnia 09:55:00 0 komentarze



Kiedyś, jako wielka fanka konkursów wszelkich, na pytanie o wymarzone wakacje odpowiedziałam opisując podróż po planetach Układu Słonecznego. Niemożliwe? Co z tego, skoro mowa o marzeniach :) Ku mojemu zdziwieniu czytam więc teraz tę książkę, która doskonale odwzorowuje moje nastroje. "Wakacyjny przewodnik po Układzie Słonecznym" wydawnictwa Bellona to pozycja z przymrużeniem oka, która w oryginalny sposób - bo pretekstem są tu przygotowania na wakacyjny wyjazd - opowiada o wszechświecie, jego tajemnicach i urokach. Pozycja bogata w ilustracje, rysunki i ciekawostki.

Lubię w tej książce wszystko - od wspaniałych grafik wewnątrz, ciekawostek, rzetelnych informacji o wszechświecie, aż po ten zwariowany pomysł zamienienia książki w międzyplanetarny przewodnik. Ja się na takie wakacje piszę! Książka zawiera omówienie każdej z planet naszego Układu oraz rozdział o Księżycu. Oczywiście, temat jest potraktowny z przymrużeniem oka, ale właśnie dlatego ta pozycja jest taka zabawna, a przy tym dostarcza wiedzy. Wstęp, w którym autorki tłumaczą jak się przygotować do takiej wyprawy jest uroczy. Urzekła mnie, i może kiedyś faktycznie na półce w marsjańskiej bibliotece kolejne pokolenia odnajdą tę książkę. Świat zmienia się tak szybko :) 

Plusy:

- przekazuje wiedzę w przystępny, oryginalny sposób
- piekne wydanie
- piękne grafiki i zdjęcia
- zwariowany pomysł na przewodnik, który kupuje mnie w stu procentach
- ciekawa, oryginalna, świeża

Minusy ? Brak!




poniedziałek, 18 czerwca 2018

"Błękit" Maja Lunde

Autor: Beata Szy dnia 09:59:00 0 komentarze
"Błękit" M. Lunde - nastawiłam się na świetną lekturę, mimo że nie czytałam wcześniejszej "Historii pszczół". Dawniej nie interesowały mnie tematy ekologiczne, teraz to się zmieniło całkowicie.

Historia w tej książce dzieje się dwutorowo, w dwóch strefach czasowych można by rzecz - współcześnie i w przyszłości. Jedną z bohaterek jest Signe, starsza wiekiem kobieta, która walczy zarówno z duchami przeszłości, jak i z technologią - chodzi tutaj o niszczenie lodowców. Drugim bohaterem jest David, który ze swoją córeczką trafia do obozu uchodźców - tu akcja dzieje się w świecie pozbawionym wody, świecie suszy i pożarów. Wydarzenia pokazane w pierwszej historii mają katastrofalny skutek, jeśli chodzi o środowisko, w drugiej.

Co do mojej opinii - książka raczej mnie zawiodła. Pokochałam ją za okładkę, a później przyszło rozczarowanie. Bohaterowie są słabo zarysowani, żadna z postaci nie skradła mojego serca, są dla mnie kompletnie obojętni i niezrozumiali. Brakowało mi też akcji, przełomowych wydarzeń, bardziej spektakularnego połączenia obu historii. Było trochę mdło. Rzeczywiście, temat ważny i aktualny, natomiast potraktowany trochę stereotypowo i bez głębi. Mam nadzieję, że kolejne książki tej pisarki dorównają wcześniejszej :)

Plusy:

- tematyka ekologiczna, ochrona środowiska, zwrócenie uwagi na zagrożenia
- dwie odrębne historie, które splatają się pod koniec opowieści
- postapokaliptyczny klimat
- piękna kładka

Minusy:

-szablonowi, bardzo prości bohaterowie, ich psychologia jest zarysowana bardzo pobiżenie
- brak akcji, brak przełomowych wydarzeń
- błahe motywacje bohaterów, których nie da się polubić
- styl autorki, dziwne konstrukcje zdań
- monotonia, nuda, wielu zdarzeń można się od razu domyślić
- brak głebi omawianego problemu

Mimo mojej opinii, wiem że wiele osób odebrało tę powieść bardzo pozytywnie, więc najlepiej, jeśli przekonacie się sami. A nuż opowieść porwie Was i zachwyci ;)





środa, 9 maja 2018

O książce "Sześć Cztery" Hideo Yokoyamy

Autor: Beata Szy dnia 09:44:00 0 komentarze
Wspominałam już o książce „Sześć Cztery”, gdy zaczynałam ją czytać, i dziś mogę ją już z czystym sumieniem polecić, gdyż jestem już po lekturze tego prawie 800-stronnicowego thrillera. 

Nakreślając tak na szybko fabułę, bohaterem powieści jest Mikami, szef Biura Prasowego, pracujący niegdyś w dochodzeniówce, który musi zmierzyć się zarówno z osobistym dramatem – jego córka zaginęła i nie daje znaku życia, jak i zawodowymi trudnościami – po latach wraca sprawa porwania i morderstwa dziewczynki, nad którą też niegdyś pracował, na jak wychodzą nowe fakty, a narastający konflikt z prasą wcale nie ułatwia mu prywatnego śledztwa w tej kwestii.



W książce bardzo da się wyczuć japoński, niespieszny klimat i trochę inne podejście do życia niż nasze. Mało jest tu o emocjach i uczuciach, raczej stawia się na suche fakty i działanie.  Dużo jest opisów prostych czynności, niby mało się dziele, a chwilę później uderza do nas sens wcześniejszych scen. Porównania z „Millenium” Larssona nie są przypadkowe, i tutaj również trzeba nastawić się na przydługie opisy - nie są one jednak wcale niepotrzebne, są częścią tej historii, określają ją. Książka nie jest typowym kryminałem śledczym, z mnóstwem niuansów detektywistycznej pracy. Bardziej skupia się na relacjach prasa-policja, na samym systemie japońskiej policji, na zależnościach i próbach wypracowania metod pracy, które wszystkim przynosiłyby zyski. W ciekawy sposób jesteśmy wciągnięci zarówno w tragiczną sprawę sprzed lat, jak i przyglądamy się nowemu porwaniu, i łączących je szczegółach. Mikami to człowiek, którego od razu można polubić, doceniając jego trud wkładany w pracę, pasję i oddanie, próbę wypracowania kompromisów. Przez długi czas wydaje się, że to jedyny człowiek, któremu zależy na dotarciu do prawdy i odnalezieniu winnych. Przy okazji wychodzi na jaw, że policja wcale nie ma czystych rąk.

Podobała mi się ta książka, na pewno długo będę o niej pamiętać. Może początkowo wydaje się trochę nudna, ale w miarę rozwoju fabuły, gdy wiele wątków zaczyna się ze sobą łączyć i wyjaśniać, doceniamy zmysł autora. Wzruszyły mnie końcowe sceny, a wiele pytań pozostało bez odpowiedzi, więc zastanawiam się – czy Mikami powróci? Oby tak!


piątek, 4 maja 2018

Kampania ambasadorska z Le Petit Marseillais

Autor: Beata Szy dnia 12:28:00 1 komentarze



Kolejna kampania ambasadorska z Le Petit Marseillais w roli głównej :) Bardzo lubię testować ich produkty, ze względu na mocne, długo pozostające na skórze zapachy :)

Paczka ambasadorska zawierała tym razem dwa żele pod prysznic, damski dla mnie i męski dla mojej drugiej połówki. Jeśli chodzi o zapachy – dominował zapach szafranu, czerwonej pomarańczy oraz granatu. I naprawdę kosmetyki pachną obłędnie, tak owocowo, że człowiek od razu lepiej się czuje i myśli o wakacyjnych wojażach.









Jeśli chodzi o działanie, kosmetyki są bardzo delikatne, nawilżają skórę, łatwo się pienią, a ich aplikacja jest bardzo prosta. Jeżeli chodzi o składy to też na plus, zawierają naturalne ekstrakty.


Co warto jeszcze dodać, produkty w ramach kampanii LPM zawsze są cudownie zapakowane, tak że człowiek czuje, jakby dostał wspaniały prezent od bliskiej osoby :)



#zmysłowyduet #ambasadorkalpm


Wkrótce rusza kolejna pachnąca kampania, więc warto zarejestrować się w portalu, bo szanse sa naprawdę duże, a testowanie bardzo fajne :)


#rozświetlającyrytuał #ambasadorkalpm


sobota, 17 marca 2018

Co tam u mnie... Marzyciel.

Autor: Beata Szy dnia 16:36:00 1 komentarze
Hej :)

Nie mogę porzucić blogowania, mimo że teraz takim moim mini-blogiem jest po prostu Instagram, gdyż komunikacja jest tam łatwiejsza i przyjemniejsza - mogę wrzucić zdjęcie, napisać kilka zdań o tym co myślę na temat danego produktu czy książki i od razu widzieć reakcję innych.

Zapraszam na mój profil tak przy okazji: >>tutaj<<

Robienie zdjęć, wymyślanie kompozycji i szukanie najlepszego ujęcia - to wszystko sprawia mi coraz więcej przyjemności, aczkolwiek jestem amatorem, któremu za sprzęt służy telefon komórkowy. Mimo to jestem z siebie zadowolona, a gdzieś tam w dalszej perspektywie mam w planach kurs fotografii, chociaż wyłącznie dla siebie, zawodowo nigdy nie chciałam i nie chcę się tym zajmować.

Czytam "Strange the Dreamet. Tom 1. Marzyciel", Taylor Laini, zresztą... kto teraz tego nie czyta? Mam wrażenie, że to ostatnimi czasy jedna z popularniejszych książek i naprawdę warto. Poza magiczną okładką, zawartość też jest niczego sobie.



Niedawno uporałam się z książka "Shantaram" (G. Roberts), która była przecudowna, niesamowita, wywarła na mnie wielkie wrażenie, ale przy tym była dosyć obszerna i przy moim ciągłym braku czasu czytanie zajęło mi chyba dwa miesiące. Szok. Brakuje mi bohaterów, przede wszystkim narratora - australijskiego zbiega, szukającego szczęścia wśród slumsów, indyskiego kolorytu, dreszczyku emocji i niebezpieczeństwa i uśmiechu Prabakera, który sprawiał wrażenie najbardziej dobrego człowieka na świecie.



I o jeszcze jednej lekturze słów kilka - wspomnienia byłego agenta FBI "Mindhunter. Tajemnice elitarnej jednostki FBI". Może John Douglas wszystkich tajemnic nie zdradza, bo nie może, ale odkrywa bardzo wiele zza kulis. Przede wszystkim skupia się na swojej pracy profilera, pokazuje jaką ewolucję przeszła ta nauka i jak właściwie się narodziła. To niesamowite z jaką dokładnością profiler jest w stanie określić sprawcę, posiłkując się wyłącznie dowodami z miejsca zbrodni - może odgadnąć nawet kolor jego samochodu, choroby przechodzne w dzieciństwie, o cechach charakteru i wyglądu nie wspominając. Pozycja dla fanów seriali kryminalnych, które ja osobiście pochłaniam :)

A wszystkich ciekawych nowinek ksometycznych odsyłam na IG :)

niedziela, 25 lutego 2018

Streetcom - kampania Jack Daniel's

Autor: Beata Szy dnia 13:58:00 1 komentarze
Hej!

Dzisiaj chciałam Wam opowiedzieć o kampanii, w której biorę udział i która powoli się już kończy. W ramach akcji Streetcomu, a o tym serwisie już wspominałam, udało mi się ottrzymać świetny zestaw whisky Jacka Danielsa w nowej wersji smakowej - Tennessee Fire z nutą cynamonu. Najbardziej ucieszył się oczywiście mój mąż, który jest smakoszem tego rodzaju trunków i to głównie dla niego starałam się załapać na kampanię i otrzymać przesyłkę. Udało się! Oto, jak prezentował się zestaw ambasadora, można pwoiedzieć że na wypasie :)




Nowy Jack najlepiej smakuje, zdaniem producenta, w zmrożonych shotach, ale można też go pić tradycyjnie bądź jako drink, np. z colą. Rzeczywiście, to zupełnie inny smak w porównaniu do oryginalnej wersji tego trunku. Nieco słodki, z wyraźną nutą cynamonu i pozostawiający wyraźny, ostry smak w ustach tuż po wypiciu. 


Kampania dobiega końca, więc czas na podsumowanie. Klasyczny jack zawsze pozostanie nr 1 i nie da się go zastąpić, ale nowa wersja cynamonowa jest ciekawą wersją, która doskonale wpisuje się w rytm imprez. Cieszę się, że mogłam wziąć udział w tej ognistej kampanii i sprawić radość mężowi i naszym gościom, bo imprezy z Jackiem są zawsze na 5 :)


#JackDaniels #JackFire #OgnistyJack




 

Po drugiej stronie... Copyright © 2014 Dostosowanie szablonu Salomon