
Piotr Rogucki
Album: "95-2003"
Nie byłabym sobą, gdybym nie podbiegła do salonu muzycznego w dniu premiery drugiej solowej płyty Piotra Roguckiego, wokalisty Comy. Album „95-2003” szumnie zapowiadany na fanpage muzyka był wyczekiwany z wielką niecierpliwością, ale też i obawami, przez wszystkich oddanych fanów. Płyta zawiera utwory dobrze już znane – powstałe w ośmioletnim okresie, gdy artysta rozpoczynał swoją sceniczną drogę, występując na festiwalach piosenki autorskiej czy poezji śpiewanej. „Piosenka pisana nocą”, „Wrony” czy „Chimery” to utwory cieszące się niesłabnącą popularnością na kanałach Youtube, nigdy jednak nie doczekały wydania na oficjalnym albumie. Aż do teraz. To miły gest w stronę fanów, coś o czym wielu marzyło.
Od początku wiadomo było, że na fanów czekają nowe aranżacje kilkuletnich przebojów. Budziło to pewien niepokój, ale też dawało nadzieję. Na kilka dni przed premierą mieliśmy możliwość wysłuchania „Piosenki pisanej nocą” w nowej odsłonie w trakcie transmisji listy NRD w Esce Rock. Po odsłuchaniu zareagowałam podobnie jak większość fanów: byłam zdezorientowana. Mając wciąż w pamięci pierwotne wykonanie, nagle usłyszałam coś zupełnie innego: nowa, eksperymentalna aranżacja, zaskakujące instrumenty i brzmienia. Pierwszą moją myślą było: to nie to, czegoś tu brakuje, to nie miało być tak. Ale po kilkakrotnym przesłuchaniu kawałka nagle odkryłam, że byłam w błędzie. Utwór spodobał mi się, dał poczucie świeżości, a jednocześnie wzbudzał nostalgię. Z niecierpliwością czekałam na całość.
Przy tworzeniu „95-2003”, podobnie jak w przypadku debiutanckiej płyty „Loki –Wizja dźwięku”, Rogucki pracował z Marianem Wróblewskim, który jest odpowiedzialny za aranżacje. Krążek, zawierający jedenaście utworów powstałych na przestrzeni kilku lat, na pierwszy rzut oka może wydawać się przypadkowy i niespójny, jednak tak naprawdę jest zwartą kompozycją, podsumowującą wczesno solową działalność artysty. Postanowiłam nie przypominać sobie wszystkich utworów przed przesłuchaniem płyty, nie chciałam skazić pierwszego odbioru. Jak się spodziewałam: kawałki, które znałam bardzo dobrze szybciej wpadały mi w ucho, ale też budziły rozbieżne oceny, natomiast pozostałe, bardziej zapomniane, od razu przypadły mi do gustu. Teraz, z wielką przyjemnością słucham już wszystkich piosenek: przekonałam się do nowych wersji i naprawdę mi się podobają. Myślę, że pokazują artystyczny rozwój Roguckiego na przestrzeni ostatnich lat. Wokalista interpretuje swoje kawałki na nowo, sprawiając, że znów się w nich zakochujemy. Do moich ulubionych zaliczam przede wszystkim nastrojowe „A my”, „Wrony” czy „Kota”, ale ujęły mnie też pełne folkloru utwory takie jak „Legenda o próżności” i „Zosia”. Cała płyta jest godna polecenia. Rogucki w każdym utworze przybiera inną formę, wciela się w aktora, przedstawia całą gamę odczuć i stanów. Słucha się tego wybornie.
Jeżeli chodzi o szatę graficzną, to utrzymana jest w surowym, oszczędnym stylu – co widać już po okładce. Do płyty dołączona jest wkładka, jednak nie znajdziemy w niej tekstów piosenek, ale graficzne przedstawienie każdego utworu. Teksty, utrzymane w podobnej stylistyce, dostępne są za to na stronie internetowej Piotra Roguckiego. Ta również zmieniła barwy – polecam :)
Ocena: 5/6