poniedziałek, 3 października 2011

Alexandra Potter: "Kim jest ta dziewczyna?"

Autor: Beata Szy dnia 11:41:00
Dzisiejszy dzień zaczynam od bardzo miłej dla mnie wiadomości :) Czekałam z publikacją recenzji książki "Kim jest ta dziewczyna?", ponieważ brała ona udział w konkursie i otrzymałam dziś info, że zajęłam w nim I miejsce. Link do recenzji: klik.

Na blogu zamieszczam jej rozbudowaną wersję, gdyż niestety wymogi konkursu sprawiły, że skracałam tekst chyba z 5 razy :P



„Wyobraź sobie, że spotykasz młodszą wersję samej siebie…”. To prowokacyjne hasło, umieszczone na okładce powieści Alexandry Potter: „Kim jest ta dziewczyna?”, elektryzuje i od razu zwraca uwagę czytelnika. To nie jedyne, co przyciąga wzrok. Utrzymana w jasnych barwach okładka opatrzona jest zdjęciem ładnej, młodej dziewczyny. Na nasze usta ciśnie się od razu pytanie, które jest zarówno tytułem książki, podkreślonym przez mieniące się, wypukłe litery – ta kompatybilność dodaje całości jeszcze lepszego wyrazu. Następnie wzrok czytelnika kieruje się na skrzydełka okładki – możemy dzięki nim, z jednej strony, poznać zarys fabuły książki, z drugiej – zapoznać się z sylwetką autorki. Pierwsza ocena wypada korzystnie, więc czytelnik powinien z zainteresowaniem zagłębić się w lekturę.

Charlotte ma 31 lat, wiedzie stateczne, ustabilizowane życie – prowadzi małą, ale coraz lepiej prosperującą agencję PR, ma bystrego, wyrozumiałego mężczyznę u boku, pilną współpracowniczkę, a także oddaną przyjaciółkę. Ma życie, o jakim zawsze marzyła, a przynajmniej tak jej się wydaje. I nagle pewnego dnia wszystko się zmienia – za sprawą tajemniczego zawirowania czasoprzestrzeni Charlotte przenosi się w czasie o dziesięć lat i spotyka młodszą wersję siebie. Jest przerażona: dziewczyna, którą była, to jej całkowite przeciwieństwo. Bez grosza, żyjąca z dnia na dzień, kochająca balangi i jednonocne przygody z podejrzanymi typami, mieszkająca w obskurnej klitce i przede wszystkim nieodpowiedzialna – Charlotte jest zrozpaczona widząc ten jaskrawy obrazek… Postanawia jednak wykorzystać szansę, którą daje jej los i udzielić swojemu pierwowzorowi kilku cennych rad, by ustrzec ją przed popełnieniem całej serii feralnych błędów. Okazuje się jednak, że role szybko się odwrócą, a ów niecodzienny kontakt przyniesie obustronne korzyści.

Początkowo książka wydaje się trudna do przebrnięcia, mimo zachęcającej szaty graficznej i zalążka fabuły. Narracja pierwszoosobowa, będąca zapisem z punktu widzenia Charlotte, może irytować, gdyż główna bohaterka nie należy do najsympatyczniejszych. Trudno utożsamić się, a tym samym zaprzyjaźnić, z tą hipochondryczką, która żyje tylko pracą, zawsze pod telefonem, nie ma czasu dla rodziców i przyjaciół, myśli wyłącznie o karierze, nie czuje nic do swojego partnera, ale okłamuje się, że jest inaczej (zresztą nie tylko w tej kwestii), cierpi na tysiące urojonych alergii, a kontakt z młodszą wersję siebie bierze początkowo za symptomy raka mózgu. Denerwujący był dla mnie zwłaszcza styl jej wypowiedzi, rodem z powieści Meg Cabot (m.in. popularna seria „Pamiętnik księżniczki”), który o ile sprawdza się w przypadku powieści młodzieżowych, brzmi komicznie w przypadku historii 31-letniej, dojrzałej kobiety. Styl autorki co prawda jest błyskotliwy, ale pewne figury są nadmiernie eksploatowane, przez co brak im polotu (m.in. liczne zaprzeczenia, naprostowania: „Trzymam tam zapas batoników zbożowych, ot tak, na wszelki wypadek. No dobrze – nie są tylko na wszelki wypadek (…). Batoniki smakują jak ciasteczka owsiane i są pyszne. Właściwie nie takie znów pyszne. Prawdę mówiąc, przypominają mi sucharki (…)”.

Ale gdy już chciałam spisać tę powieść na straty, będąc nią po prostu rozczarowana, coś zaczęło się wreszcie dziać. Akcja nabiera tempa dopiero wtedy, gdy bohaterka odnajduje swoje wcielenie i zaprzyjaźnia się z nim, wywiązuje się wtedy jeszcze kilka pobocznych wątków, które idealnie spajają całą historię. Pojawiają się nowe postacie, a i nasza bohaterka zaczyna przeżywać istną metamorfozę, działającą oczywiście na jej korzyść. Powieść staje się zdecydowanie lepsza, a rozwiązanie fabuły i zakończenie oceniam na plus.

Czytając książkę czytelnik wielokrotnie stawia się w pozycji Charlotte i zastanawia się: co sam zrobiłby na jej miejscu? Jak pokierowałby swoją młodszą wersją siebie? Dopiero po chwili namysłu zdajemy sobie sprawę, że czasem porażki i potknięcia są konieczne, by później móc docenić to, co daje los. Dla Charlotte spotkanie z samą sobą to najlepsza lekcja, dzięki której może porównać swoje dawne plany i marzenia z obecnymi i wyciągnąć dla siebie ważne wnioski. Na to, kim jesteśmy, składa się suma naszych przeżyć. To one nas kształtują i prowadzą. To prawda oczywista, do której jednak najtrudniej dojść samemu.

Książkę A. Potter polecam wszystkim tym, którzy w natłoku obowiązków zapomnieli już, jak wyglądało ich życie, gdy mieli naście lat. Lektura o kobietach, a więc dla kobiet, w każdym wieku, ale nie tylko - sądzę, że panowie też mogą się z niej wiele dowiedzieć: mowa tu przecież także o miłości, o szukaniu partnera idealnego, o planowaniu wspólnej przyszłości, a także o roli przeznaczenia w naszym życiu. Dla tych młodszych czytelników książka jest dobra radą, by nigdy nie rezygnowali ze swoich marzeń, nawet tych na pierwszy rzut oka niewykonalnych. Powieść skłania do refleksji - potrafi odmienić, prócz życia głównej bohaterki, także i nasze, a to jej największy atut. Serdecznie polecam!

Ocena: 4/6

10 komentarze:

Ewa on 3 października 2011 11:55 pisze...

Myślę, że to jeszcze nie jest czas u mnie na tę lekturę...:)

Jarken on 3 października 2011 12:35 pisze...

Gratuluję wygranej w konkursie ;) Książka wydaje się ciekawa, jednak chyba mimo wszystko się nie skusze, bo widzę, że ma więcej negatywnych stron niż pozytywnych :)

giffin on 3 października 2011 12:50 pisze...

Młodsza wersja samej siebie? To rzeczywiście interesujące hasło. Mam ogromną ochotę ją przeczytać.. :) Oczywiście gratuluję - jak najbardziej zasłużonej - wygranej w konkursie!

Madlen on 3 października 2011 15:02 pisze...

Kusisz, lubię gdy książka zmusza do myślenia i zastanawiania się nad samym sobą, bardzo chętnie ją przeczytam.

Taki jest świat on 3 października 2011 18:05 pisze...

Gratulacje :)

Gabrielle_ on 4 października 2011 18:05 pisze...

Gratuluję wygranej! A co do książki to myślę że by mi się spodobała. Poszukam ;)

cyrysia on 4 października 2011 18:15 pisze...

Mnie osobiście bardzo zaciekawiła historia tej książki i myślę, że było by to całkiem ciekawe doświadczenia poznać młodszą wersje siebie :-)Ale tak na poważnie z chęcią przeczytam tę książkę, gdyż intryguje mnie taka fabuła.

bsz on 4 października 2011 18:55 pisze...

Dziękuję wszystkim :)

finkaa on 4 października 2011 19:10 pisze...

Przede wszystkim gratuluję wygranej, a co do książki to wydaje mi się wciągająca. Sama kiedyś natrafiłam na pozycję o podróżach w czasie i absolutnie mnie ona oczarowała. Chodzi mi tu o "Zaklęci w czasie". Jestem dobrze nastawiona do tej tematyki i chętnie sięgnę po coś jeszcze...

Dusia on 4 października 2011 22:39 pisze...

Koncepcja całkiem ciekawa, ale czytam, że wykonanie takie średnie... Zastanowię się jeszcze

Prześlij komentarz

 

Po drugiej stronie... Copyright © 2014 Dostosowanie szablonu Salomon