wtorek, 18 października 2011

Marcel Pagnol: "Chwała mojego ojca. Zamek mojej matki"

Autor: Beata Szy dnia 10:43:00
Autor: Marcel Pagnol
Tytuł: "Chwała mojego ojca. Zamek mojej matki"
Wydawnictwo: Esprit
Stron: 416

Niektóre książki są jakby stworzone po to, by trzymać je w dłoniach, przewracać kartki, śledzić druk. „Chwała mojego ojca. Zamek mojej matki” Marcela Pagnola należy właśnie do takich dzieł. Trudno stwierdzić, czy to za sprawą niezwykle starannego, dobrego wydania książki, czy może z powodu sielankowego czaru, jaki kryje się na kartach tej autobiografii słynnego Francuza, a może jeszcze przez coś innego. Jedno jest pewne – ta książka przykuwa uwagę już od pierwszych storn i powoduje pozytywne wrażenia, nie można się od niej oderwać.

Marcel Pagnol (1895-1974) to francuski dramaturg, prozaik, reżyser filmowy („Żona piekarza”) i teatralny. Bardzo ceniony i lubiany w kraju. Pod koniec swojego życia Pagnol zaczął spisywać swoje wspomnienia z lat dziecięcych, niezwykle humorystyczne i barwne opowieści, zebrane w cykl „Wspomnienia z dzieciństwa”. „Chwała mojego ojca. Zamek mojej matki” to właśnie pierwsza część tego zbioru, sięgająca do lat najmłodszych twórcy, a nawet wybiegająca trochę dalej w przeszłość, do korzeni jego ojca i dziadka.

Rodzinna Prowansja, kraina egzotycznych roślin takich jak migdałowce i figowce, świat ciepły, pogodny, oferujący mnóstwo przygód, to miejsce, które przybliża nam w swoich książkach Pagnol. Opisuje siebie jako małego chłopca, rozkoszującego się wakacjami na wsi, gdzie czas umilają mu zabawy z bratem Pawełkiem w Indian albo obserwacja owadów, a później polowania z ojcem i wujem. To historia niezwykle silnych więzi rodzinnych, miłości, rodzenia się pierwszej przyjaźni, badania otoczenia i kształtowania osobowości, a także codziennych trudów. Podróż ku przeszłości, cudowna i fascynująca.

Pagnol z niezwykłą drobiazgowością oddaje koloryt tamtych dni, opisuje kolejne wydarzenia. Jego opowieść pełna jest humoru, zabawy, ale także i nostalgii. Autor ma bardzo lekkie pióro, pisze w sposób plastyczny, wciągający, barwny.

W krótkiej przedmowie pisarz zdradza czytelnikowi, co skłoniło go do zapisania swoich wspomnień, stawia też czytelnika w roli przyjaciela, któremu opowiada swoje dzieje:

„Czytelnik – to znaczy: prawdziwy czytelnik – jest prawie zawsze przyjacielem. Poszedł wybrać książkę, wziął ją do rąk, zaprosił do siebie. Będzie ją czytał w ciszy, siedząc w ulubionym kącie, w swoim domowym otoczeniu. Będzie ją czytał sam i nie zniesie, żeby ktoś inny wtedy podczytywał, zaglądając mu przez ramię. Na pewno jest w domowym stroju albo w piżamie, w ręku trzyma fajkę. Ma do ciebie całkowite zaufanie”.

Książka podzielona jest na dwie części: pierwsza jest swoistym wyrazem hołdu dla ojca, druga żywszym wspomnieniem matki. Obie części mają różnych tłumaczy: Pawła Prokopa i Małgorzatę Paszkę i początkowo ukazywały się oddzielnie, ale stanowią nierozerwalną całość – druga kontynuuje wydarzenia, zapoczątkowane w pierwszej. W polskiej wersji zadbano o liczne przypisy, które tłumaczą oczywiste dla Francuzów odniesienia, obchody świąt, wydarzenia historyczne, nam niekoniecznie znane.



Nie sposób też nie wspomnieć o wydaniu „Chwały mojego ojca…”. Autorem ilustracji jest Jean-Jacques Sempé, ilustrator książeczek o przygodach Mikołajka. Rysunek poprzedza każdą z części, a dodatkowo czasem sylwetki bohaterów pojawiają się w rogach stron. Sprawia to naprawdę miłe, przyjemne wrażenie i wspiera lekturę.

Książka, którą mogę polecić każdemu. Pełna humoru, czaru i magii, optymistyczna, choć zakończenie wyraźnie odcina się na tym tle. Lektura i dla tych małych, w wieku małego Marcela, i dla dużo starszych, którzy pod wpływem książki mogą przypomnieć sobie historie własnego dzieciństwa. Polecam.

Ocena 5/6

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Esprit


11 komentarze:

cyrysia on 18 października 2011 11:21 pisze...

Sam tytuł już jest niezwykle interesujący i budzi ciepłe wspomnienia związane z rodzicami, przynajmniej w moim przypadku. Twa recenzja zaciekawiła mnie i muszę przyznać iż początkowo miałam opory aby kupić tę książkę, tak teraz zmieniłam zdanie.

Piter Murphy on 18 października 2011 13:53 pisze...

Zapowiada się kolejna lektura, o którą warto zabiegać :-)

giffin on 18 października 2011 14:54 pisze...

Esprit to moje ulubione wydawnictwo i wcale nie dziwi mnie fakt, że książka przypadła Ci do gustu ;) Chętnie ją przeczytam, jeśli będę miała okazję, okładka i tytuł nieszczególnie zwróciły moją uwagę, ale opis już bardziej :)

bsz on 18 października 2011 15:00 pisze...

cyrysia => miałam podobne sceptyczne odczucia na początku, gdy dostałam książkę. myślałam, że będzie wiało nudą, ale tak nie jest. mi się podobało ;)

Piter Murphy => dokładnie, pewnie jeszcze ciekawsza dla mężczyzn ;)

giffin => okładka wypada blado tu na zdjęciu, w rzeczywistości jest ładniejsza :) i prezentuje jedno z opisanych w książce wydarzeń. Cieszę się, że Cię przekonałam :)

Natula on 18 października 2011 18:07 pisze...

Prowansja, magiczna, pachnąca do tego opowieść ciepła i pełna humoru to przepis na lekturę obowiązkową :)

Gabrielle_ on 18 października 2011 18:30 pisze...

Brzmi ciekawie. Tytuł, jak i przepiękna oprawa graficzna biją ciepłem, także tym bardziej chce sięgnąć po tą pozycję ;)

bsz on 18 października 2011 18:45 pisze...

Natula => masz rację :) kolejna dobra powieść na smutną, szarą jesień.

Gabrielle_ => mi się też bardzo podoba grafika - niby oszczędna, a jednak ma to "coś" :)

Dusia on 18 października 2011 22:45 pisze...

Sięgnęłabym bez wahania, ale jakoś nie lubię biografii czy autobiografii

bsz on 19 października 2011 11:57 pisze...

Dusia => Pagnol opisuje tu tylko dzieciństwo, więc nie jest to typowa autobiografia. Bardzo łatwo wyobrazić sobie, że to po prostu książka przygodowa. Ja też nie przepadam za autobiografiami, ale wcale się tego nie czuje :)

ronja on 19 października 2011 19:31 pisze...

Witam !
Z dużą przyjemnością przeczytałam tę recenzję.( Napisać interesującą recenzję nie jest wcale łatwo i prowadzić bloga, też nie - ostatnio wiem coś o tym .) A książkę przeczytałabym bardzo chętnie - mam słabość do tego typu opowieści. Cieszę się,że znalazłam tego bloga, dzięki recenzji zamieszczonej na czytanieszkodzi.pl. I już zapowiadam, że będę wpadać " w gości".
ronja

bsz on 20 października 2011 11:06 pisze...

ronja => dziękuję za odwiedziny i również dodaję Cię do obserwowanych, też będę wpadać :)

Prześlij komentarz

 

Po drugiej stronie... Copyright © 2014 Dostosowanie szablonu Salomon