środa, 28 grudnia 2011

Kelly Creagh: "Nevermore"

Autor: Beata Szy dnia 17:25:00

Autor: Kelly Creagh
Tytuł: "Nevermore"
Wydawnictwo: Jaguar
Stron: 456




"Naucz się budzić w swoich snach, Isobel! Inaczej wszyscy będziemy zgubieni".



Powiem tak: ostatni raz ulegam opinii otoczenia i sięgam po książkę z tak wielkimi nadziejami widząc, że wszyscy wokół wychwalają ją pod niebiosa. Właśnie z powodu takiego odbioru jak i – nie da się ukryć – oszałamiającej kampanii reklamowej nastawiłam się na to, że „Nevermore” K. Creagh będzie odkryciem tego roku i zwali mnie z nóg. Niestety, nie pierwszy już raz, srogo się zawiodłam.

Isobel i Varena różni wszystko. Ona jest popularną czidliderką, czyli zgodnie ze stereotypem – blondynką machającą różowymi pomponami w trakcie rozgrywek meczów futbolowych, w których grywa jej przystojny i napakowany chłopak. Isobel należy do ekskluzywnej paczki, czas po szkole spędza na imprezach i nie wie, na jakie studia chciałaby składać papiery. Varen z kolei jest antyspołecznym odludkiem o mrocznym wyglądzie – jak na gota przystało ubiera się tylko na czarno, twarz zasłania mu ciemna grzywka w stylu emo, wargę zdobi kolczyk, a palce pierścienie. Chłopak trzyma się na uboczu, ale kiedy tych dwoje połączy szkolny projekt, Isobel będzie miała okazję bliżej go poznać i zrozumieć, że skrywa on więcej sekretów, niż zdołałaby ogarnąć umysłem. Nieodłączny notatnik Varena pełen jest zapisków wykonanych charakterystycznym fioletowym tuszem, a on sam zafascynowany osobą Edgara Allana Poego – pisarza, o którym ta dwójka tworzy prezentację – uchyla drzwi do innego, niebezpiecznego świata.

Na plus tej powieści mogę przede wszystkim wysunąć kreację Varena – choć pisarce nie udało się uniknąć momentami schematycznego przedstawienia bohatera, to jednak Varen ma w sobie potencjał. Jego sarkastyczne uwagi, poczucie humoru i enigmatyczność, która otacza jego postać sprawiają, że niejednej nastolatce może szybciej zabić serce. To chłopak, którego chciałoby się poznać – chociaż jest nieszczęśliwy i może sprawiać wrażenie odpychającego, przy bliższym poznaniu zyskuje, ma w sobie to „coś”. Między bohaterami wyraźnie widać oddziaływanie chemii i to podobało mi się najbardziej – nie rzucają w swoją stronę pustych, czułych słówek, ale po prostu przekomarzają się i droczą – w ten sposób między tą dwójką po prostu iskrzy i miło na to popatrzeć. Do plusów zaliczam też wydanie tej książki – jest przepiękne i wielkie brawa dla grafika. Kruk z okładki po prostu ma coś w sobie i nie można oderwać od niego wzroku.

Dalej będzie troszkę gorzej….

Książka niestety jest nierówna i niespójna. Początkowo uwiódł mnie styl autorki – jej język, w porównaniu do większości powieści z gatunku paranormali, jest dopracowany i barwny, ale w pewnym momencie jej powtarzające się przegadane porównania i próba upoetyzowania języka zaczynają nużyć. Dialogi – to jakiś koszmar. Oczywiście jest wiele zabawnych, inteligentnych rozmów, ale przede wszystkim dialogów jest tutaj za mało. Odnosi się wrażenie, jakby bohaterowie nie mieli czasu ze sobą rozmawiać. I paradoksalnie dochodzi do sytuacji, gdy Isobel i Varen umawiają się po szkole, by porozmawiać, a ostatecznie dziewczyna zostaje np. tylko odwieziona do domu i szybko ucieka. Tak samo w scenie, gdy chłopak zakradł się specjalnie na dach jej domu, by dostać się do pokoju Isobel przez okno, a gdy wreszcie mogą spokojnie pogadać – Varen musi już iść. Takich scen jest dużo, dużo więcej i nie mogłam zrozumieć ich funkcji. Isobel nie może porozmawiać z Varenem o nadprzyrodzonych zjawiskach, którym ulega, bo chłopak zawsze ją zbywa słowem „później”. Tak samo dzieje się, gdy do akcji wkracza tajemniczy Reynolds – mężczyzna, będący łącznikiem między dwoma światami, również nigdy nie ma czasu wytłumaczyć Isobel co się dzieje wokół niej. W rezultacie książka jest jednym wielkim nieporozumieniem – niewiadome się mnożą, a nikt nie potrafi ich rozjaśnić. Pewne wydarzenia wydają się też nielogiczne, wyrwane z kontekstu, oderwane od całości. W dodatku bohaterowie od połowy książki są rozdzieleni, więc nawet jeśli zapowiadał się nam świetny romans, to szybko możemy pozbyć się złudzeń.

Ale co zirytowało mnie najbardziej? Zakończenie. Gdybym wiedziała, że książka urywa się po prostu w połowie, będąc pretekstem do napisania kolejnej części, nigdy bym po nią nie sięgnęła. Ja widzę powieść tak – ma początek, rozwinięcie i widoczne zakończenie. Ta książka nie ma dla mnie żadnego sensu, ponieważ tylko mnoży znaki zapytania i urywa się w najgorszym momencie. Oczywiście, będzie kontynuacja, ale moim zdaniem jeśli autorka chciała podzielić tak opowieść o Isobel i Varenie, powinna wydać obie części jako oddzielne tomy, ale jednego wydania. Jeżeli coś czytam, chcę się czuć usatysfakcjonowana z lektury. W tym wypadku odnoszę wrażenie, że poświęciłam czas pustej lekturze.

Kelly Creagh przy pisaniu „Nevermore” inspirowała się twórczością wybitnego amerykańskiego romantyka, Edgara Allana Poe, i pisząc o książce nie można pominąć jego osoby. W Polsce Poe jest mniej znany, nie "przerabia" się go w szkołach, jednak w amerykańskiej świadomości jest kimś w rodzaju naszego Mickiewicza. Niezwykły życiorys pisarza, fantastyczne dzieła i spekulacje dotyczące okoliczności śmierci są dla Creagh punktem wyjścia do stworzenia swojej historii. Mam mieszane uczucia co do tego zabiegu… Nie da się ukryć, że Creagh wplata w „Nevermore” wiele utworów Poego, przytaczając je we fragmentach, a nawet w całości. Co więcej, buduje na jednym z opowiadań oniryczną rzeczywistość Varena – nie chcę powiedzieć brzydko, że „zżyna” z Poego, ale na pewno nie tworzy nic oryginalnego. Wykorzystuje także inne wycinki z jego biografii – w ten sposób narodziła się osoba Reynoldsa. Rozumiem, że pisarka, sama zafascynowana Poem, chciała stworzyć powieść, w której przedstawiła swoją wizję ostatnich dni pisarza, jednak był to zabieg ryzykowny i nie wszystkim może się spodobać. Należę raczej do tych, którzy uznają „Nevermore” za pewnego rodzaju zbezczeszczenie dorobku wielkiego pisarza i będą raczej skonfundowani niż zachwyceni. Ale cóż… Może to jedyny sposób, by przyciągnąć młodzież do sięgnięcia po literaturę piękną?

Wiem, że większość z Was i tak sięgnie po „Nevermore” lub już ją przeczytało, ale to dobrze, dzięki temu będziecie mogli na własnej skórze zbadać jej strukturę. Zdaję sobie sprawę, że nie pierwszy raz krytykuję coś, co większości się podoba, ale miałam też już okazję zauważyć, że nie jestem w tej opinii odosobniona. Będę się więc jej trzymać, choć można się ze mną nie zgodzić. A może po prostu taka fantastyka jednak nie jest dla mnie. Nie wiem, mogę tylko powiedzieć, że naprawdę wiele sobie obiecywałam po tej pozycji i znów nie dostałam tego, na co miałam nadzieję.

Ocena 3/6

23 komentarze:

Taki jest świat on 28 grudnia 2011 19:50 pisze...

Książka dopiero przede mną, skonfrontuję swoje odczucia po lekturze z wrażeniami innych ;)

Deline on 28 grudnia 2011 19:56 pisze...

Często jest tak, że otoczenie ma jakieś zdanie na temat danej książki, a kiedy my, zafascynowani, sięgamy po nią, wyrabiamy sobie całkiem inne. Muszę przyznać, że to jest jednak wspaniałe w książkach - każdy może patrzeć na dane dzieło inaczej. Tak samo jest ze sztuką - obraz podoba się milionom, a Tobie ani trochę - i dobrze, wcale nie musi! To działa także na odwrót : ) Myślę, że dużo zależy od charakteru człowieka, jego oczekiwań, marzeń i wyobraźni. Ale takie podzielone zdania są bardzo dobrym zjawiskiem. Powiedzmy szczerze - czy nie byłoby nudno, gdyby każdy myślał o wszystkich książkach tak samo? Na co wtedy byłyby recenzje? : ) Osobiście nie czytałam tego dzieła i nie wiem, czy po nie sięgnę. Mam sentyment do jednego wiersza Poego (tak, tego o kruku :>) i nie wiem, czy chcę sobie dopisać inne wspomnienia do tego dzieła. Może kiedyś, z ciekawości :)

Pozdrawiam serdecznie!

Querida (Sammie) on 28 grudnia 2011 20:21 pisze...

A ja z drugiej strony byłam tą książką zachwycona i nie mogę doczekać się kontynuacji. :) Szkoda, że "Nevermore" niezbyt przypadło Ci do gustu.

Mery on 28 grudnia 2011 21:30 pisze...

To jest chyba najgorsze, komercja, nagłośnienie i wielkie wymagania. Jestem pewna, że gdybyś nic nie wiedząc o tej książce znalazła ją od tak i przeczytała Twoja ocena byłaby wyższa.(Nie mówię najwyższa)
Ja zazwyczaj staram się czekać aż ten cały szum wokół danej książki ucichnie i sama próbuje ją ocenić nie wymagając od niej nic nadzwyczajnego. Inaczej chyba cały czas trzeba by przeżywać rozczarowania.

Gabrielle_ on 28 grudnia 2011 21:40 pisze...

Popieram Mery, gdyby nie ten wielki szum, wiele osób by nawet o niej nie wiedziało a i wymagania byłyby niższe. Osobiście za tą tematyką nie przepadam, ale gdyby kiedyś (podkreślam kiedyś bo w najbliższym czasie nie planuję) wpadła mi w ręce to myślę że bym ją przeczytała ;)

Jarka on 28 grudnia 2011 22:07 pisze...

Oooo ja się jeszcze nie skusiłam na te ksiażke i bylo mi przykro z tego powodu poniewaz ogrom ludzi ją zachwalał. Dzięki tobie z czystym sumieniem jeszcze trochę się z nią wstrzymam bo nie lubię niedopracowanych książek oraz Cliffhanger'ów ;/

Dusia on 28 grudnia 2011 23:22 pisze...

To pierwsza AŻ tak negatywna opinia o tej książce, z jaką się spotykam. Osobiście również nie rozumiem tych wszystkich zachwytów nad tą pozycją, ale aż tak źle jej nie wspominam... Zakończenie typowe dla większości serii: ni przypiął, ni przyłatał, byle zmusić czytelnika do kupienia tomu drugiego

Cassiel on 29 grudnia 2011 00:09 pisze...

Ja tak jak Dusia, nie widziałam wcześniej recenzji która nie wychwalałaby książki pod niebiosa. :) Ja lubię takie książki, i nawet jeśli język jest dziwny, a pomysł jest ciekawy to książkę oceniam na dobrą. Jak potrafi wciągnąć . ;-) W każdym bądź razie, przeczytam ;)

cyrysia on 29 grudnia 2011 10:48 pisze...

Czytałam w większości same ochy i achy o tej książce, ale cieszę się, że ktoś przedstawił całkowicie jej całkowicie inny punkt widzenia.Na razie nie wiem, czy będę usilnie szukać "Nevermore", pewnie nie, ale jak ją spotkam, t przeczytam.

Madlen on 29 grudnia 2011 11:32 pisze...

Miałam ochotę na tę książkę, ale po Twojej recenzji dwa razy się zastanowię zanim po nią sięgnę. Irytują mnie książki "na siłę", tom serii z którego nic nie wynika napisany tylko po to, aby zarobić na kolejnych częściach. Pozdrawiam:)

Cassin on 29 grudnia 2011 14:33 pisze...

Książka porusza tematykę snu (nie za wiele obecnie wydawanych powieści to czyni) dlatego cenię ją sobie. Nawiązania do E.A.Poe też działają tutaj na plus. Większość książek - serii - zostaje urwanych w takich właśnie momentach. Także cenię sobie wtedy jednotomówki - to sztuka w jednym tomie zawrzeć całość historii.
Mimo wszystko Nevermore miło wspominam :)
Pozdrawiam

Miravelle on 29 grudnia 2011 15:14 pisze...

Wszyscy tak wychwalają,to pierwsza negatywna recenzja,jaką spotkałam. Chociaż szczerze mówiąc sama spodziewałam się właśnie czegoś takiego po tej książce. Mimo to,chcę ją kiedyś przeczytać i się z nią zapoznać;)

finkaa on 29 grudnia 2011 19:10 pisze...

Ja "Nevermore" nie czytałam i po Twojej recenzji na pewno nie przeczytam. :)

giffin on 29 grudnia 2011 20:00 pisze...

Szczerze mówiąc jesteś chyba pierwszą osobą, która nie zachwyca się tą książką. Coś czuję, że mi też nie przypadnie tak bardzo do gustu i chyba odłożę trochę w czasie jej lekturę. Pozdrawiam :)

Fuzja on 30 grudnia 2011 10:24 pisze...

Poe'go znam ale nie zagłębiałam się nigdy jakoś wybitnie w jego twórczości, natomiast jeśli sięgnę po tę powieść to i tak poczekam na kontynuację bo dla mnie jak dla Ciebie nie ma sensu czytać coś co nie daje satysfakcji bo nie jest rozwiązane... :/ dziwny pomysł

Flora on 30 grudnia 2011 13:12 pisze...

Wiem, o co Ci chodzi. Zaznaczyłaś cechy książki, na które i ja podczas czytania zwróciłam uwagę. Tylko, że dla mnie nie były to minusy, ale plusy ;-) Moim zdaniem wszystko jest jak należy, autorka trzymała się swojego planu. Jest dużo niedopowiedzeń, tajemnic, dziewczynie faktycznie trudno dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodzi. Varen zachowuje się czasem absurdalnie - i tak ma być. Ma być dziwaczny, bardzo tajemniczy, nieuchwytny. Książka jest tak charakterystyczna- jak poezja Pana Poe- sytuacje, zakończenie, niedopowiedzenia, obłęd- wiele Jego opowiadań jest właśnie takich- nie do końca rozwiązanych, nie do końca jasnych (dla tego nie wszyscy je lubią- tak samo- jak i "Nevermore" ;-)). Ja wyczułam tu poezję i lekkie szaleństwo, nastrój podobny do Jego wierszy- co mi osobiście bardzo się spodobało. Dlatego moim zdaniem książka jest świetna i bardzo intrygująca ;-)

Pozdrawiam i dodaję do mojej listy blogów ;-)

Catalina on 30 grudnia 2011 15:53 pisze...

Jestem trochę zaskoczona, ponieważ widziałam bardzo wiele pozytywnych recenzji tej książki. Cóż, pozostaje mi się przekonać na własnej skórze ;)

Tristezza on 30 grudnia 2011 23:16 pisze...

mnie tam ksiazka się podobała, ale to oczywiste, że każdy odbiera ja inaczej, na swój sposób :D

Larysa on 31 grudnia 2011 11:47 pisze...

Oj spodziewałam się lepszej oceny, ale każdy ma inny gust:)

Agata Adelajda on 31 grudnia 2011 12:21 pisze...

Wszystkiego najlepszego w nowym roku:)

Bujaczek on 1 stycznia 2012 21:48 pisze...

Się jednak na nią skusiłam ;)

Blair on 9 stycznia 2012 22:22 pisze...

Przeczytałam tyle świetnych recenzji na temat tej książki, że po prostu nie mogłam uwierzyć, iż moja intuicja zawodzi! Ona wprost krzyczała: Kolejna tandeta... Teraz przeczytałam Twoją recenzję i trochę się uspokoiłam. Być może nie jest ze mną tak źle, ale i tak, żeby do końca być pewną, sama muszę przeczytać tą książkę :-)

Ps Obserwuję ^^

Estijana on 16 stycznia 2012 20:11 pisze...

Muszę przyznać, że masz ciekawy blog i ciekawe recenzje;)


Pozdrawiam!
PS Zapraszam do mnie;)

Prześlij komentarz

 

Po drugiej stronie... Copyright © 2014 Dostosowanie szablonu Salomon