poniedziałek, 19 grudnia 2011

Richard Paul Evans: "Obiecja mi"

Autor: Beata Szy dnia 16:48:00


Autor:
Richard Paul Evans
Tytuł: "Obiecaj mi"
Wydawnictwo: Znak
Stron: 296




„W zamkniętych na klucz i ukrytych w szafie szkatułkach przechowuję dwa naszyjniki. Są podarunkami od dwóch mężczyzn. Oba naszyjniki są piękne i oba są cenne, nie noszę jednak żadnego z nich – jednego z powodu złamanej obietnicy, drugiego z powodu obietnicy dotrzymanej. Chcę, abyście czytając moją opowieść, pamiętali o jednej rzeczy. Że pomimo całego bólu – przeszłego, obecnego oraz tego, który jeszcze nadejdzie – postąpiłabym dokładnie tak samo. Oraz o tym, że czasu, który spędziłam z tym mężczyzną, nie oddałabym za nic – z wyjątkiem tego, za co, ostatecznie, go oddałam.”

Oj, chciałam przeczytać książkę R.P. Evansa odkąd tylko ujrzałam jej elektryzującą okładkę – a moje pragnienie podsycały tylko kolejne recenzje i konkursy związane z tym tytułem. Miałam szczęście – do mojej biblioteki przyszła akurat dostawa nowości i od razu wypatrzyłam wśród nich „Obiecaj mi”. Tak oto weszła w moje posiadanie.

Główną bohaterką powieści, a zarazem narratorką, jest Beth. Poznajemy ją w bardzo trudnym dla niej czasie: kobieta dowiaduje się, że jej mąż ją zdradzał, jej córka zaczyna chorować i nikt nie potrafi skojarzyć jej symptomów z właściwą chorobą, co więcej – mąż Beth wkrótce też podupada na zdrowiu – wykryto u niego raka w ostatnim stadium. Jej życie wali się w gruzy – dochodzą do tego jeszcze niezapłacone rachunki i inne finansowe zaległości. Praca w pralni nie przynosi dostatecznych dochodów. Gdy wydaje się, że nic dobrego już nie może jej spotkać, w życiu Beth pojawia się Matthew – przystojny i szarmancki mężczyzna, który zdaje się mieć receptę na każdy jej problem. Skrywa on jednak pewien sekret…

Największym plusem powieści Evansa jest to, że pochłania się ją bardzo szybko, a lektura stanowi dobrą rozrywkę. Gorzej w warstwie tekstowej – choć pomysł jest oryginalny i momentami zaskakujący, nie do końca przekonał mnie, a czasem wręcz trącił banałem. Czego nie lubię – gdy w książkę, odbieraną na pierwszy rzut oka jako obyczajówkę, wkradają się elementy fantastyczne. Takie pomieszanie z poplątaniem, które wyrasta nagle i wydaje się absurdalne. Jednak jeśli ktoś lubi takie połączenia, książka może przypaść mu do gustu. Szkoda tylko, że czytelnik szybciej niż główna bohaterka potrafi się zorientować w sytuacji i sam dociec co skrywa Matthew. Bardzo nie lubię sytuacji, w których tokiem myślenia wyprzedzam bohaterów – odnosi się wtedy wrażenie, że coś z ich możliwościami poznawczymi jest nie tak. I jeśli jestem już przy negatywach – zakończenie także mnie nie urzekło, a więc zdenerwowało. Trudno mi tu o nim pisać, by nie zdradzić za dużo, jednak ostateczne rozwiązanie jest jak dla mnie po prostu pomyłką.

Jednak żeby nie zniechęcać Was tak bardzo, oczywiście muszę także pochwalić dzieło pana Evansa. Przyznam, że bardzo podobał mi się jego styl, sposób obrazowania i wiarygodne oddanie uczuć głównej bohaterki, jej rozterek, lęku, żalu, a także spełnienia. To powieść o miłości skomplikowanej, o budowaniu zaufania i składaniu obietnic, z których powinno się wywiązać. Dodatkowo krótkie notatki z pamiętnika Beth przy każdym z rozdziałów nadają książce poetyckiego nastroju.

Wiem, że książka „Obiecaj mi” ma wielu zwolenników, ale ja zaliczyłabym ją raczej do lektur średnich, które co prawda można przeczytać, jednak nie wyróżniają się jakoś szczególnie spośród innych.

Ocena: 4/6

17 komentarze:

giffin on 19 grudnia 2011 16:54 pisze...

No szkoda, widzę że książka jest całkiem niezła, ale mogłaby być lepsza... Tak czy inaczej przeczytam ją, bo czeka już w domu na swoją kolejkę. Pozdrawiam :)

Gabrielle_ on 19 grudnia 2011 17:11 pisze...

Na książkę mam ogromną ochotę i mimo że tobie podobała się średnio to chętnie sprawdzę jakie wrażenie wywrze na mnie ;)

cyrysia on 19 grudnia 2011 17:31 pisze...

Ja już sobie zakupiłam tę książkę i będę w święta czytać, więc ciekawa jestem czy moje odczucia pokryją się z twoimi.

Miravelle on 19 grudnia 2011 17:32 pisze...

Ostatnio bardzo popularna,i ja muszę ją przeczytać;)

anek7 on 19 grudnia 2011 17:51 pisze...

Czytałam parę tygodni temu i nawet mi się podobała - ale to książka wpisująca się w klimat świąteczny i wydaje mi się, że w innym terminie (np. wakacje) niestety ocena byłaby zdecydowanie niższa...

Natula on 19 grudnia 2011 17:57 pisze...

Bardzo mi się książka podobała, jest taka magiczna, a to że bardzo szybko odgadłam kim jest Matthew w ogóle mi nie przeszkadzało. Książka trafiła w swój czas :)

Querida (Sammie) on 19 grudnia 2011 19:13 pisze...

Po tę książkę chętnie sięgnę; już od dłuższego czasu mam ochotę zapoznać się z twórczością Evansa. :)

Kadzia on 19 grudnia 2011 22:04 pisze...

Mój komentarz nie będzie obiektywny, bo nie ważne jakbyś zjechała tą książkę i tak ją kupię i tak. :D Okładka + opis + recenzje = Muszę ją kurna mieć! :D
Nie podoba mi się połączenie fantastyki z obyczajówką, ale jakoś to zniosę. :)

milla on 19 grudnia 2011 22:35 pisze...

Mam straszną ochotę na przeczytanie tej książki. Połączenie fantastyki i powieści obyczajowej brzmi ciekawie. Chciałabym się przekonać czy wyszło ono naturalnie, czy może jak piszesz, jest to raczej poplątanie z pomieszaniem. Jeśli tylko trafi się mi okazja z pewnością przeczytam tę powieść.

Dusia on 19 grudnia 2011 23:18 pisze...

Dla mnie było to niesamowicie przyjemne czytadło, łączące obyczajówkę z magią. Na pewno nie idealne, ale przyjemne - a o tą przyjemność często chodzi w książkach :)

tetiisheri on 20 grudnia 2011 07:11 pisze...

Zamierzam niedługo przeczytać tą książkę, bo przyznam, że okładka też bardzo mnie przyciągnęła, z resztą opis również. Ciekawa jestem swoich odczuć. Pozdrawiam.

Irytacja on 20 grudnia 2011 17:08 pisze...

Jestem ciekawa tej książki i mam nadzieję, że przeczytam ją w najbliższym czasie.

Catalina on 20 grudnia 2011 18:17 pisze...

Nie czytałam jeszcze nic tego autora, ale chętnie to zmienię ;)

Jarka on 20 grudnia 2011 18:34 pisze...

MI się bardzo podobała :) nie czytałam innych pozycji tego autora więc nie wiem czy jest to jego jedna z lepszych książek czy nie, mimo to moim zdaniem ma coś w sobie ;))

giffin on 21 grudnia 2011 15:24 pisze...

Jestem właśnie w trakcie lektury - niby czyta się szybko i całkiem nieźle, ale coś mi w niej nie pasuje... w każdym razie jeszcze się nie uprzedzam, przecież jestem dopiero na 100 stronie ;)

Bujaczek on 22 grudnia 2011 08:27 pisze...

Już nie mogę się doczekać aą ją będę miała, uwielbiam Evansa! ;)

Magda on 29 grudnia 2011 17:54 pisze...

widzę, że ostatnio ten autor zbiera same plusy :) muszę przeczytać jakąś jego książkę :)

Prześlij komentarz

 

Po drugiej stronie... Copyright © 2014 Dostosowanie szablonu Salomon