wtorek, 24 kwietnia 2012

Maggie Stiefvater: "Ukojenie"

Autor: Beata Szy dnia 15:59:00





Autor: Maggie Stiefvater
Tytuł: "Ukojenie"
Wydawnictwo: Wilga
Stron: 520


"Prosiłaś, bym cię obudził, ale ja też spałem - głęboko jak kamień... Jednak teraz jestem na granicy przebudzenia, widzę już blask wschodzącego słońca."

No i stało się: ostatni tom trylogii z Mercy Falls, miasta, którego – notabene – nie można znaleźć na mapie, właśnie ukazał się nakładem wydawnictwa Wilga. Tym samym opowieść o ludziach zaklętych w wilki, wrażliwych na każdy podmuch zimna, dobiega końca. Grace i Sama, głównych bohaterów tej historii, poznałam w „Drżeniu”, gdzie ich miłość się narodziła. To Sam walczył wtedy o to, by odzyskać ludzką skórę i móc dzielić dni ze swoją wybranką. W „Niepokoju” nareszcie są razem, jednak to pozorne szczęście nie mogło trwać wiecznie – los kolejny raz z nich kpi, skazując na rozłąkę. Para wraca w „Ukojeniu” – zbliża się wiosna, a wraz z nią wilki przeistaczają się na powrót w ludzi. Tym razem czyha jednak na nie jeszcze jedno niebezpieczeństwo – po kolejnym śmiertelnym ataku wilków na ludzi (jak się wydaje mieszkańcom) zapada decyzja o odstrzale zwierząt. Czy ktoś uratuje wilki…?

Przede wszystkim niezwykłe jest to, że choć minęło parę miesięcy odkąd miałam w rękach poprzednią część trylogii, odnalazłam tamten klimat już po przeczytaniu pierwszych stron „Ukojenia”.
Nasi bohaterowie pozostali tacy sami, wiarygodni i bliscy, jakby zawsze tam byli – czekali na kartach książki, aż znowu ich odnajdziemy. Znów poznajemy ich myśli – Sama, Grace, Cole’a i Isabel – naprzemiennie stają się oni narratorami, by móc pokazać nam toczącą się akcję ze swojego punktu obserwacyjnego. Miłość Sama i Grace jest delikatna i zarazem absolutna – nikt nie ma wątpliwości (no może poza rodzicami Grace), że są dla siebie stworzeni. Jednocześnie mimo młodego wieku zdają się bardzo poważni i pewni w tym, co robią i co ich łączy. Zupełnie inaczej rzecz ma się z Isabel i Cole’m – niewątpliwie iskrzy między tą parą wybuchowych charakterów, ale trudno tu mówić o partnerstwie. Dziewczyna i chłopak działają na siebie jak płachta na byka – kochają się i nienawidzą. Czy mają więc szansę na szczęście?

Cole jest taką postacią, która w końcu wnosi do książki trochę świeżości. W trzecim tomie jego postać nareszcie się rozwija, możemy się o nim więcej dowiedzieć. Jego charyzmatyczna osobowość i cięty język bardzo dobrze robią fabule – wprowadzają naprawdę ciekawe kombinacje i przyprawiają o uśmiech. Cieszę się, że autorka stworzyła taką postać, która jest przeciwwagą dla poważnego i rozsądnego Sama.

Natomiast karykaturalnie zostali przedstawieni rodzice Grace, co można było zauważyć już w pierwszym tomie. Tutaj jednak wydaje mi się ten wątek trochę przerysowany, jednak nie od dziś wiadomo, że nastolatki wyolbrzymiają, a to przecież im oddano głos. Sztuczne też wydają mi się niektóre zachowania naszych bohaterów – w tej części kilka postaci ginie, ale reakcje na wieść o tym wydają mi się nietrafione, pozbawione emocji. Jakby z czyjąś stratą od razu przechodziło się do porządku dziennego.

Tym razem żegnamy się już ostatecznie… Choć autorka zostawia znów otwarte zakończenie, pozostawiając jednego z bohaterów z życiowym dylematem. Jeśli mam spojrzeć na trylogię jako na całość, to mimo wszystko najbardziej podobała mi się pierwsza część. Jak dla mnie była domknięta, skończyła się w idealnym momencie i nie potrzebowała dopowiedzeń. Pojawiła się jednak część druga, która zweryfikowała przysłowiowe „i żyli długo i szczęśliwie”. Druga i trzecia część, choć oparte na spójnych i logicznych przesłankach, tak właściwie momentami wydają się jednak pisane dla samego pisania. Brak im już tej energii, konceptu, rozwiązań. Idąc tą drogą bez problemu można by tworzyć kolejne tomy, gdyż autorka dała do tego pretekst. A że wcześniej na podobnych sygnalizowanych wcześniej aluzjach budowała kolejne tomy, dlaczego nie znowu? Decyzja jednak wydaje się nieodwołalna, ale na pocieszenie wydawnictwo zapowiedziało już publikację zupełnie nowej, magicznej powieści Stiefvater.

I na koniec jeszcze plusik za szatę graficzną, korespondującą z poprzednimi wydaniami oraz za tytuły wszystkich trzech części – „Drżenie”, „Niepokój” i „Ukojenie” – świetnie się komponują i tworzą spójną całość.

A Wy, co sądzicie o tej serii?

Ocena 4/6


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Wilga






PS Nowy wygląd edycji bloggera jest straszny - czy Wy też nie potraficie się w tym wszystkim połapać, czy tylko u mnie to tak świruje?

PS 2 Zapraszam wciąż do mojej rozdawajki - info po kliknięciu w banner w lewym górnym rogu strony :)

15 komentarze:

Miłośniczka Książek on 24 kwietnia 2012 16:21 pisze...

z całą serią bym się chętnie zapoznała

a co do bloggera, to jakoś nie sprawia mi żadnego problemu

pozdrawiam

GumcioBook on 24 kwietnia 2012 16:44 pisze...

Mam w planach całą serię, ale jeszcze sobie trochę poczekam na nią, bo w bibiotece nie ma a na razie jestem bankrutem :)

Julie Stranger on 24 kwietnia 2012 16:48 pisze...

Czytałam dwie pierwsze części, a tą mam już w planach. Poprzednie bardzo mi się podobały, jestem ciekawa swoich wrażeń po ostatnim tomie.;D

kasandra_85 on 24 kwietnia 2012 17:32 pisze...

I ja już po lekturze. Pochłonęłam ją w zawrotnym tempie i teraz miło wspominam:))

Ichigol on 24 kwietnia 2012 19:04 pisze...

Ja cały czas trwam przy starym interfejsie i nie zamierzam na razie zmieniać. Nowy jakoś mi się nie podoba.

Tej książki pewnie tak szybko nie przeczytam, musiałbym zacząć od początku serii.

Rosemary on 24 kwietnia 2012 19:28 pisze...

A mi się najbardziej podobała właśnie ta część. Wkrótce dodam u siebie moją opinię. I uwielbiam Cole'a!!

bsz on 24 kwietnia 2012 21:10 pisze...

Ichigol => ale ja nic nie zmieniałam, zupełnie samo się to stało - wchodzę wczoraj w bloggera i zonk :P zupełnie jak z facebookiem i osią czasu :P nie cierpię takcih zmian :/ nie wiem gdzie i czy w ogóle się da powrócić do starego widoku, tu jest taki misz masz, że nie umiem się odnaleźć :>

Larysa on 25 kwietnia 2012 10:08 pisze...

Muszę się wreszcie zabrać za tę trylogię:)

marichetti on 25 kwietnia 2012 13:33 pisze...

Nie czytałam i nie wiem czy zamierzam... ;)
Pozdrawiam!

Wakacyjna on 25 kwietnia 2012 18:32 pisze...

Czytałam tylko pierwszą część i jakoś nie spieszy mi się z czytaniem kolejnych ;)

Jarka on 25 kwietnia 2012 20:20 pisze...

Przeczytałam tom I i się zakochałam. Mam drugą część i chyba na niej poprzestanę, bo się boję lekkiego rozczarowania.

Interfejs troszkę trudniejszy, ale jak się zagłębisz to jest do opanowania :))) Trzymam kciuki!

Miqa on 25 kwietnia 2012 22:04 pisze...

Zazdroszczę Ci tej książki :) Mam całą trylogię przed sobą.

Fuzja on 27 kwietnia 2012 09:36 pisze...

Ja jestem dopiero po pierwszym tomie, i nie powinnam czytać Twojej recenzji ale się skusiłam :) dobrze, ze zbyt wiele nie odkryłaś :P

Rzeczywiscie masz rację, ze pierwszy tom skończył się w idealnym momencie. No zobaczymy niedługo biorę się za drugi :)
Pozdrawiam!

Nati on 27 kwietnia 2012 18:53 pisze...

Zupełnie nie moje klimaty. I mimo wielu dobrych recenzji jakoś nie jestem przekonana, więc spasuję tym razem. Pozdrawiam. :)

Irena A. Bujak (Bujaczek) on 28 kwietnia 2012 11:43 pisze...

A ja sobie ustawiłam stary wygląd bloggera i śmigam ^^

Trylogię mam w planach tylko jeszcze tej mi brakuje. Nauczona doświadczeniem postanowiłam zebrać całą serię i wtedy przeczytać :D

Prześlij komentarz

 

Po drugiej stronie... Copyright © 2014 Dostosowanie szablonu Salomon