niedziela, 15 stycznia 2012

"Dziewczyna z tatuażem" - film

Autor: Beata Szy dnia 10:41:00


"Dziewczyna z tatuażem” to amerykańska wersja pierwszego tomu cyklu „Millenium” S. Larssona („Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”). Film zawitał do naszych kin w piątek i muszę przyznać, że z niecierpliwością czekałam na tę premierę. Opłacało się, bowiem obraz Davida Finchera jest po prostu genialny i znakomicie odzwierciedla popularną powieść.

W role przenikliwego duetu, dziennikarza Mikaela Blomkvista i hakerki Lisbeth Salander, wcielili się Daniel Craig ( „James Bond”) i obiecująca Rooney Mara. Choć to Mikael jest głównym bohaterem zarówno powieści, jak i w filmie, sam Craig przyznaje, że to Mara ukradła mu ten film. I jest w jego słowach wiele prawdy. Kreacja, jaką stworzyła ta młoda aktorka, olśniewa. Przede wszystkim Roonej jest idealnym ucieleśnieniem wizerunku Lisbeth, jaki pojawiał się w mojej głowie w trakcie lektury książki. To bardzo trudne powtórzyć sukces tak, by czytelnicy byli zadowoleni z filmu, ale tym razem się udało. Film naprawdę dobrze się ogląda i będą nim zachwyceni fani Larssona a również ci, którzy wybierają się do kina nie znając trylogii.

Lisbeth to postać bardzo złożona: wydaje się chłodna, niezrównoważona, pod maską obojętności i sarkastycznych uwag skrywa jednak prawdę o ogromnym cierpieniu. Młoda dziewczyna o wyzywającym wyglądzie jest przeciwieństwem tego, co serwowały nam dotychczas filmy akcji. Lisbeth nie jest pięknością o wysmakowanych kształtach. To przeraźliwie chuda, wykolczykowana dziewczyna z tatuażami na ciele i krótką fryzurą. Jej wygląd jest wyrazem antyspołecznych zachowań: Lisbeth nie potrafi utrzymywać przyjaźni z ludźmi i nikomu nie ufa. Jest przy tym obdarzona nieprzeciętną inteligencją i fotograficzną pamięcią. Mara znakomicie wczuła się w psychikę fikcyjnej bohaterki, sprawiając, że Lisbeth dzięki niej ożyła i nabrała kształtów. Kiedy dziewczyna ma po raz pierwszy pojawić się na ekranie czujemy dreszcze, czy sprosta naszym wymaganiom, ale bez obaw – wszystko jest na swoim miejscu. Kreacja Lisbeth jest idealna. Jej zdolności bardzo przydadzą się Mikaelowi, prowadzącemu śledztwo dotyczące zbrodni sprzed czterdziestu lat. Zresztą – nie mam zamiaru kolejny raz rysować fabuły, którą każdy z Was raczej już zna, przynajmniej ze słyszenia.

Jeżeli chodzi o film, to choć się jeszcze w tym nie orientowałam, sądzę, że ma jakieś ograniczenia wiekowe. Dużo w nim scen brutalnych i erotycznych. Sceny gwałtu są przedstawione tak wiarygodnie, że aż ciężko na nie patrzeć, szokują. Dla równowagi pojawia się też dużo scen erotycznych, które mają złagodzić wydźwięk tamtych. Mara rozbiera się często, nie kryjąc się ze swoim ciałem. A poza tym dużo tu też humoru - niektóre uwagi i zachowanie Lisbeth po prostu rozbrajają.

Film trwa ok. 160 minut, ale prawdę mówiąc ja tego jakoś nie odczułam. Jest dynamiczny, trzyma w napięciu i wciąga od pierwszej klatki. Zapomniałabym – kolejnym zachwytem napawa czołówka. Tutaj link do tej elektryzującej muzyki: klik

Próbowałam wczoraj obejrzeć szwedzką wersję, która powstała dwa lata temu, ale jakoś nie przemówiła do mnie i wyłączyłam film po godzinie. Może dlatego, że wciąż miałam w głowie genialne kreacje amerykańskie i rodzimi aktorzy pisarza nie przemówili do mnie, a może po prostu muszę trochę odczekać, by znów na nowo zatopić się w tej historii. W każdym razie chciałabym jak najszybciej przeczytać pozostałe tomy, bo jak na razie mam za sobą tylko pierwszy.

I jeszcze na koniec: oczywiście w filmie zostaje pominiętych kilka wątków, a kilka scen (łącznie z zakończeniem) zostaje trochę przetworzonych. Niemożliwym byłoby przeniesienie na ekran wszystkiego w pierwotnej postaci, bo wtedy film byłby wydłużony o co najmniej kolejną godzinę. Mimo wszystko nie czuję żadnego niedosytu, jestem zadowolona i mogę gorąco polecić. A może już widzieliście „Dziewczynę…?”

Ocena: 6/6

18 komentarze:

Irytacja on 15 stycznia 2012 11:01 pisze...

Film mam w planach od kiedy po raz pierwszy o nim usłyszałam. : )

Taki jest świat on 15 stycznia 2012 11:26 pisze...

Film przede mną, a raczej amerykańska wersja :) Porównam wcześniejszą wersję i książkę ;)

Edyta on 15 stycznia 2012 11:37 pisze...

Czytałam wywiad z aktorką, grającą główną rolę. To jak musiała schudnąć i porobić sobie kolczyki gdzie się dało, wzbudziło we mnie dreszcze.
Czy obejrzę nie wiem, tym bardziej, że nie czytałam książki. Ale zarzekać się, że nie, nie będę. Może okazja nadarzy się sama.

Gabrielle_ on 15 stycznia 2012 11:59 pisze...

Muszę, po prostu muszę iść na ten film. Trylogią byłam oczarowana, teraz czas na ekranizację :)

kasandra_85 on 15 stycznia 2012 12:15 pisze...

Muszę i ja obejrzeć ten film...
Pozdrawiam:)

Karolka on 15 stycznia 2012 12:18 pisze...

Czytałam całą trylogię Larsena, widziałam też szwedzką adaptację pierwszej części. W tamtej też Lisbeth była idealnie dobrana. Ciekawa jestem tego filmu bardzo i na pewno go obejrzę.

Karolka on 15 stycznia 2012 12:21 pisze...

Świetna muzyka z czołówki! też jestem nią zachwycona:)

cyrysia on 15 stycznia 2012 12:40 pisze...

Cieszę się z recenzji tego filmu, ponieważ miałam ochotę go obejrzeć, ale z natury bardzo sceptycznie podchodzę do nowych produkcji. Widzę jednak, że nie potrzebnie się martwię, bo zapowiada się dobre 160 minut emocji.

tetiisheri on 15 stycznia 2012 12:45 pisze...

Jestem ciekawa tego filmu. Najpierw jednak dokończę czytać serię :)

Ichigol on 15 stycznia 2012 13:15 pisze...

Film mam od dawna w planach, jeżeli jest tak świetny jak mówisz, grzechem by było go nie obejrzeć.:)

Deline on 15 stycznia 2012 13:26 pisze...

Niestety, nie miałam jeszcze okazji przeczytać książki (czego żałuję). Filmu również nie oglądałam, ale po lekturze chętnie go obejrzę :)

Agata Adelajda on 15 stycznia 2012 17:27 pisze...

Książkę czytam właściwie niezależnie od filmu, bo krążyła po ciotkach/kuzynkach i wreszcie dotarła do mnie. Nawet się zdziwiłam, że w czasie oglądania zapowiedzi natrafiłam na znajome wątki.
Słyszałam i czytałam o filmie dość dużo, przede wszystkim, że Lisbeth Salander staje się jedną z najbardziej rozpoznawalnych ikon popkultury.
Idziemy we środę, już nie mogę się doczekać:)

jasmina on 16 stycznia 2012 08:36 pisze...

Bardzo mnie zaciekawiłaś soją recenzją, bardzo:)

Aneta on 16 stycznia 2012 12:06 pisze...

Czytałam trylogię Larssona, baaardzo mi się podobała i strasznie żałuję, że autor nie napisze nic więcej. Planuję wyjście do kina, bo rzeczywiście pozytywne recenzje zbiera, a Craig David jest dobrym aktorem.

Dominika Anna on 16 stycznia 2012 14:02 pisze...

A mnie się właśnie szwedzka wersja podobała i nie ciągnie mnie jakoś do tej nowej amerykańskiej.

Dusia on 16 stycznia 2012 23:18 pisze...

Jeszcze nie widziałam filmu, książki z resztą też nie czytałam, ale wybieram się do kina (od dwóch lat) - może tym razem skuteczniej xD

Mina-chan on 10 maja 2012 07:56 pisze...

Jeszcze nie miałam ochoty przeczytać książki, ale mam nadzieje, że niedługo to się zmieni :)

Anonimowy pisze...

Wow, incredible blog layout! How long have you been blogging for?
you made blogging look easy. The overall look of your web site is great, let alone the
content!

My weblog :: same day payday loan
my page: define cash advance

Prześlij komentarz

 

Po drugiej stronie... Copyright © 2014 Dostosowanie szablonu Salomon