wtorek, 14 czerwca 2016

Angela Marsons: "Niemy krzyk"

Autor: Beata Szy dnia 22:01:00




Angela Marsons: "Niemy krzyk"
Wydawnictwo Burda
416 str.



O ile bardzo lubię seriale kryminalne, o tyle książki z tego gatunku czytam raczej rzadko – chyba zbyt mocno działają na wyobraźnię, a ja należę do ludzi, którzy nie lubią się bać. Ale od czasu do czasu robię wyjątek od reguły i doświadczam tego fantastycznego uczucia, gdy pytanie „Kto jest mordercą?” staje się najbardziej palącym, a chęć rozwiązania zagadki sprawia, że kolejne strony połyka się w zastraszającym tempie. Takie właśnie odczucia miałam czytając książkę „Niemy krzyk” Angeli Marsons.

W tej opowieści wydarzenia z przeszłości przeplatają się z wydarzeniami aktualnymi, zbrodnie sprzed lat łączą się z morderstwami, które właśnie się dokonują. Dzielna detektyw Kim zaczyna gromadzić fakty. Zbrodnie prowadzą ją do profesora, któremu ktoś próbuje pokrzyżowac szyki. Ktoś próbuje udaremnić wykopaliska w pobliżu dawnego ośrodka wychowawczego. Okazuje się, że jest ku temu powód – pod osłoną nocy Kim zakrada się na zamknięty teren i nakazuje swoim ludziom kopać. Znajdują ludzkie szczątki. Zbrodnia przyprawia o dreszcze, gdy na jaw wychodzą jej kulisy. Okazuje się, że ofiar może być więcej, a wszystkimi są młode wychowanki sierocińca. Ktoś zabił je w bestialski sposób. Równolegle zaczynają ginąć dawni pracownicy domu dziecka, osoby które mogły coś wiedzieć. Kim zaczyna wyścig z mordercą w nadziei, że uda jej się odkryć prawdę.

Początkowo miałam nienajlepsza opinię o tej książce, ponieważ składa się ona niemal z samych dialogów. Autorka szczędzi nam opisów, stawiając na tempo i akcję. Portrety bohaterów są przez to również rozmazane i trudno nawiązać z nimi więź, zaangażować się w lekturę. Jednak z każdym kolejnym rozdziałem historia nabiera takiego tempa, że jednak nie sposób odłożyć książki na bok. Bardzo wiele się tu dzieje, książka trzyma w napięciu, jak na dobry kryminał przystało. Kolejne fakty odsłaniane są powoli, a mnogość zbrodni sprawia, że trudno odgadnąć zakończenie.

Główna bohaterka, inspektor Kim, wzorowana jest na skandynawskich detektywach. Zamknięta w sobie, bez empatii, raczej nie jest lubiana przez współpracowników. Praca wydaje się jej jedynym motorem napędowym. Dopiero z biegiem czasu bohaterka pozwala odkryć swoją drugą naturę – identyfikację z ofiarami za sprawą tragicznego dzieciństwa, które odcisnęło na niej wyraźne piętno. Jest to dobry materiał na bohaterkę, ale autorka nie przywiązuje dużej wagi do psychologii postaci. Jak już wspomniałam, stawia raczej na akcję i dialog. Ten gatunek wymaga jednak jeszcze czegoś więcej. Mimo więc tego, że fabuła czymś mnie ujęła, nie mogę dać tej książce zbyt wysokiej oceny. Warsztat pisarki Marsons pozostawia jeszcze wiele do życzenia. Zwłaszcza, że „Niemy krzyk” jest zapowiedzią całego cyklu poświęconego detektyw Kim.

Oprawa graficzna książki również mnie nie ujęła. Mam wrażenie, że czcionka jest ciut za duża, ponadto styl czcionki rozdziałów nie współgra z czcionką tekstu. To takie małe detale, ale zwracam uwagę na takie rzeczy, bo mimo wszystko wpływają na jakość czytania. Okładka za to przykuwa wzrok i "krzyczy" wielkimi literami, jak na kryminał przystało.


Przeczytane w ramach:

2 komentarze:

Taki jest świat on 16 czerwca 2016 18:34 pisze...

Sprawdzę na własnej skórze ;)

Alicja P. on 3 lipca 2016 17:54 pisze...

Lubię kryminały, więc dam szansę tej książce.

Prześlij komentarz

 

Po drugiej stronie... Copyright © 2014 Dostosowanie szablonu Salomon