
Tom pierwszy to historia Agaty, zwanej Gacią, która spędza wakacje u wujostwa na wsi. Nie jest z tego powodu zadowolona, zwłaszcza że irytuje ją syn krewnych, łobuz Grzesiek. Oboje dają sobie nieźle popalić, nie stroniąc od wyzwisk i knowań. Dziewczynka jednak szybko aklimatyzuje się w nowym miejscu i poznaje nowych przyjaciół Zosię-Amatę i Piotrka. Spędzając deszczowe dni na strychu opuszczonego domostwa, dzieci stają się świadkiem niesamowitych zdarzeń… Okazuje się, że wedle przepowiedni Agata ma wyzwolić ciemiężony lud Korolaków, magicznych stworków, zasiedlających Krainę Kolorów. Aby to uczynić, musi najpierw odzyskać pewną Księgę, a potem razem z nią udać się do nieznanej krainy i położyć ją w wyznaczonym miejscu. Oczywiście przyjaciele, a także wredny Grzesiek, wybierają się tam razem z nią, by wspólnie stawić czoło niebezpieczeństwu, a także zobaczyć ten malowniczy, czarodziejski zakątek.
Drugi tom to wydarzenia poprzedzające, które doprowadziły do nieszczęsnej sytuacji Korolaków. Ukazują rządy poprzedniej królowej, a także dochodzenie do władzy kolejnej, zgubnej władczyni. W tym tomie poznajemy wiele nowych szczegółów związanych z krainą i jej mieszkańcami, a także losy innych Szaraków (Zachariasza i Janki), którzy przed Agatą i jej bandą również dostąpili zaszczytu odwiedzenia tego miejsca.
Pamiętałam te książki z dzieciństwa i kojarzyłam, że bardzo mi się podobały, dlatego chciałam skontrastować swoją opinię i przeczytać je jeszcze raz, ku swojemu zaskoczeniu jednak… nie udało mi się. Dobrnęłam do sto dwudziestej strony pierwszego tomu i porzuciłam czytanie. Nie wiem czy jestem już za stara na takie książki, czy po prostu świat, moda, a z nią i literatura, tak bardzo się zmieniły przez te dziesięć lat. Biorąc pod uwagę, że moja młodsza siostra odłożyła lekturę po kilkunastu stronach, skłaniam się ku tej drugiej opcji.
Zatem, dlaczego?

Trudno mówić mi cokolwiek więcej, nie zapoznając się z resztą, a mając w pamięci tylko ogólny zarys fabuły. Pamiętam, że część druga wydawała mi się zawsze lepsza, i może jej styl bardziej skupiał czytelnika na akcji. Zastanawiam się jakie odczucia po tej lekturze miałoby dzisiejsze pokolenie dzieciaków w przedziale 10-14, bo to chyba głównie dla nich skierowana jest ta seria. Myślę, że takie bestsellery jak „Zmierzch” i mu pokrewne, skutecznie zmieniły dzisiejszą literaturę młodzieżową. „Kraina Kolorów” jest określana jako powieść fantasy, ale w zestawieniu z najnowszą fantastyką, wypada ona blado. Motywy bohaterów, ich zachowanie, oraz cała konstrukcja świata przedstawionego wydają mi się nieprzemyślane, niespójne i trochę infantylne. Dialogi między Korolakami o tym czy to już czas, czy jeszcze nie, co mówił Kamień, a czego nie, były drętwe i nic nie wnoszące. Czegoś tym książkom ewidentnie zabrakło (oryginalności, polotu, humoru?) i może dlatego do dziś nie powstał zaplanowany trzeci tom.
5 komentarze:
Chyba jestem za stara na taki książki. Ale polecę młodszej siostrze gdy nauczy się czytać ;)
Buziaczki :*
Dodaje do obserwowanych :)
ja też jestem za stara, ciekawe czy siostrze by się spodobało :)
A ja pamiętam te książki z dzieciństwa i bardzo dobrze je wspominam. Umiliły mi kiedyś pewne deszczowe wakacje :)
Miałam to samo, teraz gdy do nich wróciłam, trochę się rozczarowałam. Ciekawe jak byłoby u Ciebie.
Właśnie czytam pierwszy tom mojej ośmioletniej córce. Mi sie czyta źle. Ze,względu i na fabułę i na język. Ale córce się podoba mimo, że jest też po lekturze Magicznego drzewa, Harrego Pottera, czyta drugi tom Animal Spirits czyli literaturę jak dla mnie ciekawszą, bardziej aktualną.
Prześlij komentarz