Co się więc działo w listopadzie i grudniu?
Przede wszystkim szampon Serboradin oraz łykanie kapsułek z żelazem Chela-Ferr ograniczyły troszkę wypadanie włosów. Wciąż lecą, ale - co obserwuję zwłaszcza przy myciu - jest to zdecydowanie mniejsza ilość. Mimo wszystko ciągle mam wrażenie, że włosów wypada za dużo i muszę pomyśleć nad innymi sposobami poradzenia sobie z tym problemem.
Moje włosy w zdjęciach z tej notki to przekrój przez ostatnie 3 miesiące. Nie widzę większej różnicy. Taka dziwna zależność - mam wrażenie, że na fotkach prezentują się lepiej niż w rzeczywistości. W realu wciąż zmagam się z puszeniem, nie potrafię dociążyć włosów. Zdjęcia przedstawiają stan zaraz po umyciu i wysuszeniu suszarką. Stąd jeszcze lekko wilgotne końce ;) W okresie jesienno-zimowym włosy szybciej się przetłuszczają, myłam je co 2-3 dni. Końce zaczynają się wywijać i falować, ale nie przeszkadza mi to. Prostownicy wciąż używam tylko do wygładzenia pasm z przodu, tuż przy twarzy, inaczej nie daję rady :P Włosy chyba troszkę urosły, ale nie jakoś oszałamiająco :) Zmieniam miejsce zamieszkania, a warszawska twarda woda niestety im nie służy, będę musiała coś wymyślić. Mogłabym się pewnie pobawić i postylizować je trochę, zakręcić, ale póki co nie mam do tego w ogóle głowy. Może polecicie jakieś produkty?
(Powyżej na zdj. - stan włosów na chwilę obecną).
5 komentarze:
A mnie się Twoje włosy bardzo podobają ;)
Może faktycznie poświęć troszkę czasu na wydobycie skrętu - może akurat wyjdzie z tego coś ciekawego ;)
pannaM => dziękuję :) no tak, tylko trzeba się zmobilizować :)
A próbowałaś stylizować żelem lnianym? Może akurat się sprawdzi? ;]
Onyxia => mam to w planach :)
Naprawdę bardzo fajnie napisano. Jestem pod wrażeniem.
Prześlij komentarz