środa, 6 kwietnia 2016

Maggie Stiefvater: "Wiedźma z lustra"

Autor: Po drugiej stronie... dnia kwietnia 06, 2016 0 komentarze


Maggie Stiefvater: "Wiedźma z lustra"
tom 3.
Wydawnictwo Grupa Wydawnicza Foksal 
416 str.


„Wiedźma z lustra” to trzecia część serii „Król Kruków” autorstwa Maggie Stiefvater, a ja bardzo lubię autorkę i prawie wszystko, co wychodzi spod jej pióra. Książka trzyma poziom poprzednich części, i od pierwszej strony przywołuje ten niesamowity, zaczarowany klimat poszukiwań legendarnego Glendowera przez grupkę nastolatków z małego miasteczka Henrietta.

Każdy z bohaterów ma w sobie coś ujmującego, a przy tym jakąś metafizyczną zdolność. Blue dorasta wśród wróżek, a sama ma moc wzmacniania ich wizji. Ronan wyciąga przedmioty ze snów. Gansey żyje dzięki Królowi Kruków i dlatego pragnie go odnaleźć. Noah zawisł pomiędzy światami. A Adam, najzwyklejszy dotychczas z nich wszystkich, nawiązuje niepowtarzalną więź z Cabeswater – słyszy je.

Jednym książka może wydać się monotonna, przydługa, właściwie o niczym. Inni, jak ja, odnajdą w niej zdania, które pokochają i uczucia delikatne jak słowa. Akcja wciąż jest gdzieś na szarym kocu, niby wyjaśnia się coraz więcej, jednak punkt kulminacyjny wciąż jest daleko przed nami. Zupełnie mi to nie przeszkadza – wręcz nie chcę myśleć, że ta opowieść może się w końcu skończyć, tak polubiłam wszystkich bohaterów. Są niezwykli: dojrzali jak na swój wiek, skupieni na celu, rozsądni. Z niecierpliwością czekam na czwarty tom, choć jednocześnie boję się wielkiego finału – bo to już będzie wielki the end, a będzie mi brakować tego zagadkowego, misternie skonstruowanego świata pełnego tajemnic.

Nawiasem mówiąc, okładki całej serii są piękne, prawda?

niedziela, 3 kwietnia 2016

Andy Weir: "Marsjanin"

Autor: Po drugiej stronie... dnia kwietnia 03, 2016 1 komentarze


Andy Weir: "Marsjanin"
audiobook, audioteka.pl
Czyta: Jacek Rozenek
Czas: 12 h.


Duże mam zaległości w tych moich mini-recenzjach: operacja, przeprowadzka, remont, praca, przygotowania do ślubu, czasem brak czasu dla siebie, choć na czytanie zawsze go znajdę. Stopniowo będę nadrabiać pisanie o książkach czy serialach, z którymi miałam do czynienia już jakiś czas temu, ale nie zdążyłam podzielić się tym z Wami.

Na pierwszy rzut największa chyba zaległość – „Marsjanin” Andy’ego Weira.

Najpierw oglądałam film, od razu jak wszedł do kina – kiedy to byłooo, jeszcze w zeszłym roku. Obraz bardzo na mnie podziałał, bo należę do tych ludzi, którzy daliby się pokroić za doświadczenie czegoś tak niesamowitego jak podróż w kosmos, nie patrząc na niebezpieczeństwa z tym związane. Matt Damon skradł ten film, można powiedzieć, że to film jednego aktora, choć w pewnym momencie akcja koncentruje się także na działaniach NASA na Ziemi. Jeżeli chodzi o fabułę, choć myślę że większość z Was słyszała już o tym tytule, jest to opowieść o astronaucie, charyzmatycznym Marku Watneyu, który w wyniku awarii podczas burzy piaskowej pozostaje zupełnie sam na Marsie. Pozostała część załogi, ba, cały świat – myślą, że Mark zginął. On jednak się nie poddaje – dzięki wiedzy biologa ma szansę przetrwać, a na pewno zrobi wszystko, by się uratować, nawet jeśli szanse są niewielkie. Dzięki niezwykłej wytrwałości, a przy tym kreatywnemu podejściu do sprawy, wkrótce Mark nie tylko hoduje ziemniaki na Marsie (skolonizował planetę!), ale jest w stanie porozumiewać się z Ziemią i udowodnić, że mogą po niego wracać.

Wyobrażacie sobie taką sytuację? Czasem mam problem z tym, że muszę zostać na noc sama w mieszkaniu, mimo że w tym samym bloku przebywa tyle innych osób. Książka daje do myslenia jeżeli chodzi o kwestię samotności i życia w społeczeństwie. Mark jest sam jak palec na obcej planecie, daleko we wszechświecie. trudno sobie nawet wyobrazić jak musiałby się czuć człowiek w podobnej sytuacji. Zupełnie nie do pojęcia... 

Film jest dosyć wiernym odzwierciedleniem książki. Oczywiście w kilku miejscach podkręcono trochę dramatyzm, a zakończenie jest iście hollywoodzkie, niemniej udało się odtworzyć klimat powieści sci-fi, a przede wszystkim oddać charakter głównego bohatera. Mark jest niesamowity – ma w sobie tyle woli walki, a przy tym nie opuszcza go dobry humor i żart, mimo przeciwności losu. To właśnie humor jest najmocniejszą stroną tej książki – trudno znaleźć w literaturze drugiego takiego zgrywusa. Dla mnie bezbłędna postać, naprawdę go polubiłam. Audiobook jest czytany przez Jacka Rozenka – ponieważ książka w przeważającej części jest prowadzona w formie dziennika Marka, nietrudno utożsamić głos lektora z samym bohaterem. Moim zdaniem doskonale dopasowany, trafny wybór. Audiobooka słuchało się bardzo dobrze. Choć oczywiście brakuje mi szelestu kartek i wiedzy o tym jak treść, poszczególne tytuły rozdziałów itp. rozmieszczone są na stronach, to audiobook jest fajną alternatywą.

Polecam tym, którzy jeszcze nie znają. Oczywiście najlepiej w kolejności książka-film. 

Link do audiobooka: >>klik<<

środa, 30 marca 2016

David Mitchell: "Czasomierze"

Autor: Po drugiej stronie... dnia marca 30, 2016 1 komentarze


David Mitchell: "Czasomierze"
Wydawnictwo MAG
672 str.


Pamiętacie „Atlas chmur” – genialną książkę i trochę słabszy film na jej podstawie? Dziś chciałam Wam przedstawić Davida Mitchella w nowej odsłonie. Ci, którzy znają tamten tytuł, od razu mogą zgadywać, że po książkę „Czasomierze” można sięgać bez obaw. Nie bez kozery MAG wydał ją w serii „Uczta wyobraźni”. Tych prawie 700 stron to naprawdę wspaniała czytelnicza uczta, wielkie wyzwanie kończące się oddechem ulgi. Właśnie po takie książki chcemy sięgać, takie odkrywać. Mitchell jak dla mnie nie ma sobie równych, kolejny raz stworzył opowieść tak niesamowitą, wielowątkową i pełną zagadek, że mogłabym ją czytać i czytać, najlepiej gdyby ta historia nigdy nie dobiegła końca…

Opowieść ta skupia się wokół osoby Holly Sykes, która poznajemy jako zbuntowaną, do szaleństwa zakochaną nastolatkę, chwilę potem – ze złamanym sercem. Holly ucieka z domu, po drodze spotykając nieznajomą, starszą kobietę. To spotkanie na zawsze zmieni życie Holly, ale jaki sens miała prośba staruszki, dziewczyna zrozumie dopiero lata później, gdy sama będzie już matką. Dziewczyna nie jest jednak zwyczajną nastolatką – słyszy głosy Ludzi z Radia, ma dziwne wizje, skupia wokół siebie podejrzane istoty… Z nastoletnią Holly rozstajemy się, gdy jej rodziną wstrząsa wielka tragedia. Akcja kolejnych części książki, bo na takich kilka podzielono opowieść, skupia się już na następnych dziesięcioleciach. Mitchell, po mistrzowsku jak zwykle, oddaje narrację coraz to innym postaciom, rozgałęziając historię, wzbogacając ją o nowe wątki. Gdzieś jednak, w każdej tej odrębnej opowieści, pojawia się ona – Holly. Młoda kobieta, wyzwolona panna z dzieckiem, pewna siebie partnerka, ceniona pisarka czy chorująca, coraz starsza kobieta, która przeżyła swoje życie nie wiedząc, że obietnica sprzed lat położyła cień na jej życiu i wkrótce da o sobie znać. Inni ją obserwują, spotykają przypadkowo, albo ich życie na zawsze ulega zmianie, dzięki lub przez Holly. Zanim autor ponownie odda jej głos, minie trochę czasu….

Trudno opowiadać o czym jest ta książka, tyle w niej odrębnych historii, dramatów, odwiecznych prawd i druzgocących wniosków. „Czasomierze” porywają nas w szaloną podróż, począwszy od roku 1984, skończywszy na Ociemnionych czasach roku 2043. Mitchell potrafi budować napięcie, rozśmieszać i wzruszać jak nikt. Przywołuje postaci o silnych poglądach, jak dziennikarz Ed, pozwalając nam się do nich przywiązać, a potem brutalnie je odbiera. Narracja płynie jednak dalej, do głosu dochodzą kolejni bohaterowie, a każdy z nich ma swój mały świat – i jesteśmy szczęśliwcami, że możemy poznać choć jego cząstkę.

Jestem pod wrażeniem wyobraźni autora. Książka na długo zapadnie mi w pamięć. Ciężko mi ją do czegokolwiek porównać. Wielowątkowa, genialna, metafizyczna. Daje nam do myślenia, otwiera oczy i pokazuje co może stać się z ludzkością, jeżeli nie zawrócimy z obranej drogi. 

Po prostu trzeba przeczytać.
 

Po drugiej stronie... Copyright © 2014 Dostosowanie szablonu Salomon