niedziela, 26 października 2014

Dlaczego moje włosy wyglądają źle?

Autor: Beata Szy dnia 19:46:00

Ostatnio przeżywam kryzys twórczy jeśli chodzi o włosowe wpisy, a powód jest bardzo prozaiczny. Pewnie część z Was też go przerabiała – co zrobić, kiedy mimo pielęgnacji, włosy wciąż wyglądają źle? Rozumiem, że można mieć zastrzeżenia do siebie, kiedy dbanie o włosy ma podstawowy przebieg lub w ogóle nie występuje... Ale kiedy już zmieniamy podejście i zależy nam na tym, by nasze włoski zaczęły przypominać te z reklam albo z wpisów na blogach, które obserwujemy, to cóż... Każda porażka boli i to odwieczne pytanie: co w takim razie robię źle?

Czasem wydaje mi się, że stan moich włosów jest dramatyczny, być może gorszy niż w punkcie startowym. Myślę, że w takim zadręczaniu się nie jestem odosobniona. Wynika to pewnie z tego, że zanim staniemy się włosomaniaczkami, właściwie nie zwracamy większej uwagi na kondycję naszych pasm. Jednak gdy zaczynamy się na nich skupiać, obserwować, uczyć się i sprawdzać rezultaty, wtedy praktycznie wszystko zaczyna się wokół włosów kręcić. W związku z tym wiele z tego, co dotąd nam umykało, nagle zaczyna mieć kolosalne znaczenie.
 
Przykładowo: męczę się z mocnym wypadaniem włosów. Obserwuję to zwłaszcza w dniu mycia – najpierw pełno włosów w wannie, potem drugie tyle w momencie czesania, a następnie garść kolejnych wypada podczas suszenia. Wciąż nie mogę przemóc się do liczenia wypadających pasm (a Wy?), ale boję się że liczba ta znacznie przekracza setkę. Dodatkowo – w ciągu dnia wciąż zdejmuję pojedyncze włosy z ubrania, zbieram je z podłogi, z łóżka... Wszystko to zatrważa, a stres wiadomo nie jest dobrym sprzymierzeńcem w walce o objętość.

Jeżeli macie podobnie, to warto, zamiast panikować, przemyśleć parę spraw. Mi troszkę pomogło zebranie w punkty paru informacji. Po pierwsze – włosy wypadały mi zawsze, pewnie w porównywalnych ilościach, tylko nie przywiązywałam do tego wagi. Bo włosy wypadają, to naturalne! Każda z nas jest inna, a standardowa ilość włosów, które możemy stracić w ciągu dnia, również bywa różna. Dla jednych będzie to 50 pasm, dla innych normą będzie 150. Warto więc się zastanowić: czy aktualnie obserwujemy wzmożone wypadanie, czy też taka nasza uroda i nie ma powodów do obaw? Oczywiście, nie można bagatelizować problemu, ale grunt to podejść do niego z dystansem. Jeśli nie odczuwamy wielkiej różnicy w objętości, na naszej głowie nie pojawiają się zakola i prześwity, to chyba można jednak odetchnąć. Po drugie – kwestia mycia włosów. Ja nie myję głowy codziennie, dlatego ilość włosów które stracę w ten sposób co 3-4 dni, może być większa niż u osoby, myjącej głowę każdego dnia. Tak samo jest z czesaniem – moje włosy lekko falują, więc nie katuję ich szczotką kilka razy dziennie. Najczęściej przeczesuję je delikatnie tylko rano i wieczorem – zostaje ich wtedy mało na grzebieniu, reszta wypada samoistnie w ciągu dnia - stąd wrażenie, że włosy są wszędzie.



Radzę każdej z Was zrobić taka listę, podejść do problemu z głową i starać się nie panikować. Problem wypadania pojawia się u większości z nas. Pomagajmy sobie nawzajem :)

Kolejny przykład: kondycja włosów. Po latach katowania prostownicą włosy nie wypięknieją w parę miesięcy. Z ich suchością, puszeniem się i podatnością na zmiany pogody mogę walczyć różnymi kosmetykami, ale dopóki nie będą idealnie zdrowe i zadbane, pewnych rzeczy nie przeskoczę. Trzeba uzbroić się w cierpliwość. Wciąż to sobie powtarzam. Czas i cierpliwość. Czas i cierpliwość...

Moja aktualna pielęgnacja?
Po każdym umyciu włosów nakładam odżywkę bądź mieszankę odżywek, często wkrapiając jakieś półprodukty. Zabezpieczam końcówki serum, spryskuję włosy odżywką Gliss Kur z keratyną, wcieram olejek arganowy bądź inny, podsuszam chłodnym nawiewem i pozostawiam do wyschnięcia. Jeśli chodzi o wypadanie to w tej chwili biorę skrzyp, żelazo i wcieram wodę brzozową po każdym myciu. Ostatnio nie mam zbyt wiele czasu na oleje i maski – muszę nad tym popracować.

Tak prezentują się w tej chwili moje włosy i mam nadzieję, że to tylko stan przejściowy, że kiedyś i ja doczekam się ładnych, zdrowych, lśniących włosów. Na niektórych zdjęciach nawet wyglądają na dociążone i okej, ale starałam się właśnie poniżej oddać to jak bywają niesforne i z jakim puchem się zmagam. Macie na to jakieś rady? 






Jeżeli macie podobne spostrzeżenia, zapraszam do dyskusji :) A może nasuwają Wam sie jeszcze inne pomysły jak wspierać się mentalnie, kiedy praktyka nie przynosi upragnionych rezultatów?

5 komentarze:

Pieguska on 26 października 2014 20:55 pisze...

Mi na wypadanie pomógł szampon seboradin, a wypadały na potęgę i były wszędzie (na co mój mąż reagował złością, że moje włosy go atakują :PP) Oprócz tego biorę bellisę:)

Beata Szy on 26 października 2014 21:02 pisze...

Pieguska => mój chłopak tak samo się denerwuje, jak uniego jestem na weekend i potem całe mieszkanie odkurza od razu ;) o tym szamponie juz sporo czytałam i chyba faktycznie zainwestuję :) belissę łykałam wczesniej, próbuję róznych tabletek ale efektu brak.

Varia czyta on 29 października 2014 10:22 pisze...

moje włosy to też odwieczny problem, lecą garściami na jesień i nic na to nie skutkuje :/ jedyne co udało mi się opanować to rozdwajanie i puszczenie (dzięki dobremu nawilżaniu) a pomocna była w tym seria Jantar - wcierka i spray.

Beata Szy on 30 października 2014 08:38 pisze...

Varia czyta => ja Jantara stosuję też co jakiś czas, chwilowo przestałam, bo mam wodę brzozową, ale potem znów do niego wrócę, jest dobry ;)

Onyxia on 3 listopada 2014 13:52 pisze...

Moje włosy wypadały zawsze w ogromnych ilościach. Obecnie wypadają trochę mniej podczas kuracji wcierkami, ale po zaprzestaniu ich używania, znikają z głowy w tej samej ilości co zawsze. Wiem, że takie mam geny i pomimo próby zmiany diety, kosmetyków itd. nic nie mogę zrobić, dlatego przestałam po prostu zwracać na to uwagę. ;]

Prześlij komentarz

 

Po drugiej stronie... Copyright © 2014 Dostosowanie szablonu Salomon