środa, 8 sierpnia 2012

Brunonia Barry: "Wróżby z koronek"

Autor: Beata Szy dnia 19:32:00

Na początek wciąż zapraszam do notki poniżej, gdzie oferuję kilka książek do wymiany, a teraz już spieszę z najnowszą recenzją.



Autor:
Brunonia Barry
Tytuł: "Wróżby z koronek"
Wydawnictwo: Albatros
Stron: 432


Łagodny wzór koronek na powiece dziewczyny z okładki sprawił, że wzięłam tę książkę do ręki. Porównanie „równie szokująca jak Szósty zmysł” przekonało mnie, że powinnam się zastanowić nad tym tytułem. Przewertowanie książki i rzut na promocyjną cenę poskutkowały zakupem „Wróżb z koronek” B. Barry.

„Nazywam się Towner Whitney. Nie, to nie całkiem prawda. Właściwie mam na imię Sophya. Nigdy mi nie wierzcie. Kłamię przez cały czas. Jestem szalona… Ostatnie zdanie to prawda.”

Towner, zawiadomiona przez brata o zaginięciu swojej ciotecznej babki Evy, wraca do rodzinnego miasta – Salem. To miejsce, które opuściła kilkanaście lat wcześniej, przywołuje wspomnienia. Nie zawsze słodkie i niewinne. Kobieta, która pragnie przede wszystkim zerwać z przeszłością, będzie zmuszona stawić jej czoła. Wróżby od których starała się uwolnić, znów zdominują jej życie. Kobiety z rodu Whitneyów posiadły magiczną zdolność przepowiadania przyszłości z koronek. Towner jako nastolatka odrzuciła ten dar. Po samobójczej śmierci siostry bliźniaczki, o którą po części się obwinia, poprzysięgła, że nigdy już nie spojrzy w koronki. Ale czy można uciec przed przeznaczeniem? Każdy dar ma swoją cenę…

Powieść przeleżała trochę na mojej półce, gdyż po początkowej fali entuzjazmu szybko przyszło zniechęcenie – książka zdobywała raczej niskie noty w recenzjach, które napotkałam. Wreszcie nadszedł czas, by dać jej szansę. Początki były trudne – język powieści momentami wydawał mi się zbyt pospolity, prosty. Pojawiały się też odstraszające kwiatki (typu: „poinformowałam szpital, że zamierzam iść na studia, jak pierwotnie zamierzałam”). Jednak później z każdą kolejną stroną postać zagubionej Towner stawała mi się coraz bliższa. Bohaterka bardzo leniwie odsłania przed czytelnikiem kolejne sceny ze swojej przeszłości, sama odkrywając je na nowo – po leczeniu w szpitalu psychiatrycznym jej pamięć krótkotrwała uległa uszkodzeniu. Czasem nie jesteśmy pewni, czy wydarzenia, o których opowiada, miały miejsce w rzeczywistości, czy może jej się przyśniły? A może je sobie wmówiła? Bardzo szybko można zauważyć, że w tym schemacie jest jakaś luka, że coś tu ze sobą nie przystaje, gdzieś pomiędzy niedomówieniami czai się druga prawda. To książka z tych, które tak lubię – wymaga czytania między wierszami, skupienia uwagi i wyciągnięcia wniosków, nie zawsze zgodnych z tymi, jakie przedstawia bohaterka.

Książkę czyta się szybko – o ile damy jej się ponieść, przekonamy się do jej niecodziennej natury. Rozdziały są bardzo krótkie. Każdy z nich poprzedza porada z „Podręcznika wróżenia z koronek”. Akcja często cofa się wstecz, do dzieciństwa bohaterki, jednak brak tu wyraźnego ukonkretnienia czasu („tamtego lata”, „pamiętam jak”). W pewnym momencie poznajemy świat z zapisków, jakie Towner prowadziła w szpitalu. Czasem narracja z pierwszoosobowej przeskakuje w trzecioosobową – dzięki temu zwiększa się i nasz kąt widzenia.

Chociaż miałam swoje przeczucia i przypuszczenia co do interpretacji pewnych fragmentów, zakończenie książki i tak mnie poruszyło. Cieszę się, że sięgnęłam po tę pozycję i że nie zniechęciłam się różnymi opiniami. Uważam, że naprawdę warto przeczytać „Wróżby z koronek”. Nie chcę zdradzać, jakie książki mi przypomniała, żeby nie odkryć za bardzo sekretu, który w sobie skrywa, powiem jednak, że dla lubiących niejasności i odszukiwanie drugiego dnia w każdym słowie będzie to powieść idealna. Wolę niedomówienia niż niepotrzebny patos i banał. Ta książka działa właśnie w taki sposób. Oczywiście, o ile zostanie zrozumiana przez czytelnika.

Ocena: 4,5/5

17 komentarze:

karkam on 8 sierpnia 2012 20:35 pisze...

Nadal waham się na kupnem tej powieści, chociaż okładka, tytuł i fabuła nęcą mnie i kręcą. Bardzo dobra recenzja.

Natula on 8 sierpnia 2012 20:47 pisze...

Bardzo podobała mi się ta powieść, czytałam ją już dość dawno, ale pamiętam, że zrobiła na mnie duże wrażenie Do tego stopnia mnie zachwyciła, że znalazła się w moim osobistym rankingu "Topu na maksa" powieści, których pięć minut już dawno minęło, a mimo to są nadal warte uwagi.

Sylwuch on 8 sierpnia 2012 21:11 pisze...

Już sama okładka zachęca mnie do przeczytania tej książki. Treść wydaje się intrygująca, więc chętnie sięgnę po "Wróżby z koronek".. :)

milla on 8 sierpnia 2012 21:38 pisze...

Przeczytałam tę książkę i zakończenie całkowicie mnie zaskoczyło - do tego stopnia, że zaraz po skończeniu lektury miałam ochotę na nowo ją czytać, by spojrzeć na fakty przedstawiane przez bohaterkę z innej perspektywy. Muszę przyznać, że w toku poznawania historii bohaterki, całkowicie zapomniałam o ostrzeżeniu, które daje czytelnikowi Sophya "Nigdy mi nie wierzcie. Kłamię przez cały czas. Jestem szalona… Ostatnie zdanie to prawda." - w świetle całej historii przedstawionej we "Wróżbach z koronek", to wyznanie stanowi element niezbędny do właściwego zinterpretowania pewnych wątków.
Nie ukrywam , że przez sporą część powieści czułam zagubienie wywołane fragmentarycznością otrzymywanych informacji, dopiero kiedy dotarłam do finału cała historia nabrała sensu.

bsz on 8 sierpnia 2012 21:47 pisze...

milla => dokładnie. ja po przeczytaniu zaczęłam skiążkę katrkwoac i rzeczywiście - były tam czasem wskazówki, które jednak się omijało, nie zdając sobie sprawy z ich wymowy. na penwo kiedyś wrócę do tej książki. skoro Ci się podobała, polecam Ci tez "Emma i ja" E. Flock i "Koniec wszystkiego" M. Abbott. Chociaz jeśli się juz wie na czym może polegać koncept, lektura jest choć wciąż atrakcyjna, to jednak przewidywalna. Co do tego drugiego tytułu - do dziś nie jestem w stu procentach pewna co było prawdą. ale takie książki też lubię i będę poszukiwać nadal :)

Scarlett on 8 sierpnia 2012 21:56 pisze...

Zdecydowanie coś dla mnie. Bardzo chciałabym przeczytać.

Querida on 8 sierpnia 2012 22:39 pisze...

Okładka jest przecudowna i to dzięki niej zwróciłam jakiś czas temu uwagę na tę książkę. Bardzo mnie zachęciłaś, bo uwielbiam sytuacje, w których nie do końca wiadomo, co jest prawdą, a co wymysłem głównego bohatera, dlatego też na pewno sięgnę po tę pozycję. :)

Miłośniczka Książek on 8 sierpnia 2012 22:41 pisze...

książka czeka na półce na swoją kolej ^^
udało mi się dorwać ten tytuł za nie całe 10zł w Biedronce :D

Jarka on 8 sierpnia 2012 23:14 pisze...

Oładka i tytuł sa ok. Niestety nie lubię gdy w książce jest zmienna narracja. Nie przepadam również za błędami językowymi. Póki co widziałam wiele niezbyt pozytywnych recenzji tej powieści, dlatego nawet niska cena nie zachęciła mnie do jej kupna.

Blueberry on 9 sierpnia 2012 08:57 pisze...

Tytuł jest świetny, ale książka zdecydowanie nie dla mnie...

Nati on 9 sierpnia 2012 10:26 pisze...

Niedociągnięcia językowe i dyskwalifikują tę książkę w moich oczach. Intrygują mnie te niejasności. Lubię powieści z "drugim dnem", ale tutaj tematyka niezupełnie mnie przekonuje. Spasuję.

miqaisonfire on 9 sierpnia 2012 11:33 pisze...

Przyznam szczerze, że jakoś nie do końca ta książka do mnie przemawia, ale bardzo mnie zaintrygowało co napisałaś w zakończeniu swojej recenzji, bo z tego wynika, że książka przypadłaby mi do gustu. Może dam jej szansę.

milla on 9 sierpnia 2012 11:38 pisze...

@ bsz - dziękuję za polecenie tytułów, będę o nich pamiętała.

finkaa on 9 sierpnia 2012 16:58 pisze...

Bardzo spodobała mi się tajemniczość jaką owiałaś swoją recenzję. Daje mi to pewność, że książka jest dobra i skrywa warte uwagi sekrety. Nie zawsze warto czytać recenzje, zanim się po coś sięgnie samemu. Dobrze, że zaryzykowałaś. :)

Taki jest świat on 9 sierpnia 2012 18:07 pisze...

Mam w planach :)

Flora on 9 sierpnia 2012 22:42 pisze...

Zaintrygowałaś mnie tą recenzją, może po nią sięgnę ;-)

Larysa on 12 sierpnia 2012 13:25 pisze...

Może być ciekawie :)

Prześlij komentarz

 

Po drugiej stronie... Copyright © 2014 Dostosowanie szablonu Salomon