piątek, 10 stycznia 2014

Matthew Quick: "Poradnik pozytywnego myślenia"

Autor: Beata Szy dnia 09:08:00





Autor: Matthew Quick
Tytuł: "Poradnik pozytywnego myślenia"
Wydawnictwo: Otwarte
Stron: 376




„Dobrze, że rozpłakałeś się przy tej piosence. Teraz musimy tylko przekształcić łzy w ruch. Musisz płakać przez taniec, rozumiesz?”


Pewnie wiele/u z Was widziało nominowany do Oscara aż w 8 kategoriach film „Poradnik pozytywnego myślenia”. Mniej więcej w tym samym czasie pojawiło się polskie wydanie książki, na której oparte jest to dzieło. Na okładce główni bohaterowie – Bradley Cooper i Jennifer Lawrence. Trudno więc nie utożsamiać ich z miejsca z bohaterami Matthewa Quick’a, choć książka i film zdecydowanie różnią się od siebie.

Pat to trzydziestopięciolatek, który właśnie wyszedł z „niedobrego miejsca”. Nie do końca ma świadomość dlaczego przebywał na oddziale zamkniętym, i że spędził tam… cztery lata. Początkowo Pat czuje, że rozłąka z Nikki, jego żoną, trwała chwilę, najwyżej kilka miesięcy. Jest przerażony i totalnie zagubiony, gdy odkrywa, że jego najbliżsi mają kilkuletnie dzieci, jego ulubiony stadion zburzono i wybudowano nowy, a brat jest żonaty. Chwilę trwa, nim Pat przyswoi te informacje i odkryje co tak naprawdę dzieje się w jego głowie. Pomocna w odnalezieniu stabilizacji okaże się Tiffany – dziewczyna równie ”skrzywiona” jak on. Ich znajomość początkowo cechuje spory dystans, ale wkrótce połączy ich skomplikowana, pełna temperamentu zażyłość. Bo nic tak nie zbliża jak… taniec.

Historia jest przejmująco smutna. Nie nastawiajcie się na komedię romantyczną, choć ci, którzy oglądali film, wiedzą mniej więcej jak to się zakończy. Książka znacząco jednak różni się od filmu – jest bardziej rozbudowana, dłuższa, zakończenie układa się trochę inaczej, choć końcowy wydźwięk jest podobny. Muszę przyznać, że trudno czytało mi się książkę, mając w pamięci film. Tiffany jest starsza od Pata, czyli jest przed 4o-stką, a w mojej głowie wciąż pojawiała się młodziutka twarz Lawrence. Książkowy Pat to mężczyzna pogubiony w życiu, niestabilny, odrzucający prawdę, żyjący w bezpiecznym świecie ułudy. Mamy wrażenie, że czytamy zapiski nastoletniego chłopca (bo akcja poprowadzona jest z perspektywy jego osoby, zapisków w jego dzienniku), a nie dojrzałego mężczyzny. Pat poświęca wiele czasu treningom, nadrabia zaległości książkowe (bo jego żona jest nauczycielką angielskiego), ćwiczy uprzejmość, bierze leki, rozmawia z terapeutą. Wierzy, że te wysiłki pomogą mu odzyskać ukochaną.  Każdą chwilę dnia poświęca myśleniu o niej. Zauważamy jednak dużo więcej niż sam Pat. Widzimy troskę w oczach matki, wyłapujemy półsłówka w jego rozmowach ze znajomymi. Oni wiedzą co takiego zaszło w życiu bohatera, że stracił żonę, zamknął się w sobie i wyparł przeszłość. Wiedzą wszyscy, ucieka tylko Pat.  Droga do odkrycia prawdy będzie żmudna i bolesna.

Polecam tę książkę, jest naprawdę dobra, można ją „połknąć” w parę popołudni. Mimo, że opowiada o trudnej sytuacji, czyta się ją z dużą lekkością i przyjemnością. Trochę mam mieszane uczucia gdy porównuję ją z filmem. Spodziewałam się identycznego przebiegu wydarzeń, polubiłam filmowe zakończenie i brakowało mi go, choć forma M. Quick’a również przypadnie Wam do gustu. Podsumowując, naprawdę warto zapoznać się z tym utworem.     

PS Pod koniec książki Tiffany daje Patowi z prezencie "Niezbędnik obserwatora nieba", a inna książka autora, wydana niedawno w Polsce, nosi tytuł "Niezbędnik obserwatorów gwiazd". Ciekawi mnie to połączenie i na pewno sięgnę po tę drugą pozycję. Nawiasem mówiąc, fajna rzecz, taki niezbędnik :)


10 komentarze:

Meg Sheti on 10 stycznia 2014 10:57 pisze...

Jakoś nie mam wielkiej ochoty na tą książkę i nie spieszy mi się do jej przeczytania, ale nie wykluczam takiej możliwości.

Sylwuch on 10 stycznia 2014 11:09 pisze...

Wczoraj skończyłam "Niezbędnik obserwatorów gwiazd" Quicka i z pewnością sięgnę po "Poradnik pozytywnego myślenia", bo bardzo przypadł mi do gustu styl pisania autora. :)

bsz on 10 stycznia 2014 11:18 pisze...

Sylwuch => dzięki za komentarz, bo przypomniałaś mi nim co jeszcze chciałam dopisać w recenzji :) pod koniec książki Pat otrzymuje "Niezbędnik obserwatora nieba" co może w jakiś sposób nawiązuje do tej drugiej książki :)

Missy Jacobs on 10 stycznia 2014 13:03 pisze...

Książka nie jest równomiernie napisana. Pamiętam, że przez 1/3 w ogóle nie wiedziałam o co chodzi i jaki jest prawdziwy cel, jaki będzie morał. Gdy już się dowiedziałam, nie byłam specjalnie zaskoczona czy natchniona.
Wydaje mi się, że autor umyślnie stworzył postać ojca, którego nastrój zależy od wyniku meczu ulubionej drużyny. To argument dla męskich czytelników, że nie mają do czynienia z romansem, który zaspokaja wizję pań o cierpieniach po rozstaniu i byciu niezastąpionymi.
Filmu nie widziałam do tej pory, jednak ciezko było nie widzieć reklamowanych fragmentów. Stad też postacie aktorów w mojej głowie aktorzy byli reprezentacją postaci książkowych. Nie wiem, czy to dobrze. Na pewno nie narzekałam na "widok" B. Coopera :)

Czytało się szybko, więc nie odczułam zmęczenia. Moze książka pozwoli zrozumieć, że kazdy z nas ma w sobie cząstkę "wariata', ktora moze się ujawnić w najmniej spodziewanym momencie.
Ponieważ czytanie nie zajmuje wiele czasu, wydaje mi się, że warto sprawdzić, czy kolejnemu czytelnikowi rownież przypadnie do gustu.

Pozdrawiam serdecznie :)

Querida on 11 stycznia 2014 18:09 pisze...

Film był taki sobie, więc jakoś specjalnie mnie do książki nie ciągnie, ale skoro to dwie różne rzeczy, to pewnie kiedyś w końcu po nią sięgnę. ;)

Magda on 11 stycznia 2014 22:49 pisze...

Poradnik może nie powalił mnie na kolana, ale czytało się całkiem przyjemnie, film też był niczego sobie, chociaż nie rozumiem aż tak wielkich zachwytów nad nim :)

Marta Kowalik on 12 stycznia 2014 00:00 pisze...

Źle zrobiłam, bo najpierw zobaczyłam film, który tak mnie znudził, że nawet obrzydła mi ewentualność przeczytania książki! Nigdy więcej nie sięgnę najpierw po ekranizację...

Eta on 12 stycznia 2014 16:32 pisze...

Widziałam film. Po książkę nie miałam jeszcze czasu sięgnąć, a chciałabym.

joly_fh on 31 stycznia 2014 08:44 pisze...

Jak dla mnie ta książka to gniot, nie rozumiem zachwytów nad nią

Kaś on 18 maja 2014 19:58 pisze...

Cieszę się, że nie przeczytałam książki przed obejrzeniem filmu - nie przepadam za Jennifer Lawrence i nie wytrzymałabym, gdyby podczas czytania Tiffany miała jej twarz. ;) A tak całkiem serio, to pochłonęłam tę książkę w jeden dzień i naprawdę wciągnęłam się bez reszty. To był jeden z tych momentów, kiedy patrzy się smutno na ostatnią stronę z myślą "to już koniec..?". Poza tym po prostu cenię Quicka za fakt, że w dobie książek, które kończą się źle, pełnych mocnych, poruszających historii, odważył się napisać coś niosącego w sobie światełko. :)

Prześlij komentarz

 

Po drugiej stronie... Copyright © 2014 Dostosowanie szablonu Salomon