wtorek, 17 lipca 2012

Uri Orlev: "Babcia robi na drutach"

Autor: Beata Szy dnia 13:47:00






Autor: Uri Orlev
Tytuł: "Babcia robi na drutach"
Wydawnictwo: Wytwórnia
Stron: 50



„Babcia robi na drutach” to niepozorna bajka dla dzieci, autorstwa Uri Orleva, izraelskiego prozaika polskiego pochodzenia. Gdy wziąć ją do reki po raz pierwszy – może wywołać mieszane odczucia. Z jednej strony jej adresatem jest dziecko, świadczy o tym wydanie, rymowane wierszyki, prosty język i ilustracje, z drugiej książka jest wielowarstwowa i rodzic bardzo szybko odkrywa, że jest w niej coś więcej – coś niepokojącego, ale ważnego. Z tego właśnie powodu warto zatrzymać się przy niej dłużej, nawet jeśli pierwszy kontakt z jej kartami budzi zdziwienie, niezrozumienie czy wręcz zniechęca.

Historia jest magiczna: do pewnego miasteczka przybywa samotna babcia, która dzierga na drutach wszystko to, co w danej chwili jest jej potrzebne. Tak powstają wygodne kapcie, podłoga, wreszcie całe sprzęty, tworzące w akcie finalnym przytulny domek. Babcia robi na drutach dalej – jej dom wkrótce rozwesela obecność dwóch wnucząt, dziewczynki i chłopca. Cali są z poskręcanej włóczki. Początkowa euforia szybko jednak ustępuje miejsca przygaszeniu – dzieci chcą iść do szkoły, ale spotykają się tam z całkowitym brakiem tolerancji. Są inne, z dziureczkami, a więc padają ofiarą szykanowania i odrzucania… Bajka ta uwydatnia problem nietolerancji, ksenofobii i nieufności wobec różnic. Uczy wrażliwości, oswaja (ale nieagresywnie) oraz prowokuje dziecko do pytań i do dyskusji. Można z niej bardzo dużo „wyciągnąć”.

Nie sposób nie wspomnieć też o groteskowych ilustracjach Marty Nigerskiej, co do których opinie są podzielone (wyróżnienie w Konkursie Polskiej Sekcji Ibby "Książka Roku 2009" w kategorii ILUSTRACJE). Surowe, awangardowe ilustracje, w których właściwie dominuje jeden kolor – grafit ołówka, rzeczywiście są kontrowersyjne. Przywykliśmy do ładnych, kolorowych ilustracji książek dla dzieci, tu jednak spotykamy się z czymś zgoła innym. To już swoisty nurt, moda na artystyczną ilustrację książek dla dzieci, które czasem bywają bardzo trafione, innym razem wydają się jednak za trudne dla dziecka, „przekombinowane”. Nie chcę wchodzić w to zagadnienie, gdyż jest ono bardzo złożone, ale chciałam zasygnalizować zjawisko, z którym - jeśli ktoś wcześniej nie obcował – może spotkać się tutaj. Przedstawiam parę wybranych stron:



Co o nich myślicie? Czy faktycznie nadają się do książki dla dzieci? Czy dziecko jest w stanie je rozszyfrować, prawidłowo odebrać? I skąd taki, a nie inny, sposób postrzegania rzeczywistości?

Ilustracje sprawiają wrażenie, że wykonało je dziecko – są jakby niestaranne, dziecinne, bardzo proste, wręcz szkicowe. Dzięki temu dziecko może poczuć się tak, jakby dostosowano je właśnie dla niego, a także samemu zacząć naśladować czy też narysować własną wersję ilustracji do wierszyków. Z drugiej strony potrzebna jest odpowiednia wiedza merytoryczna, wrażliwość na sztukę i chwila refleksji, by móc wytłumaczyć dziecku „dlaczego tak, a nie inaczej” i „co autor miał na myśli”. Nie jest to książka, z która możemy zostawić malca samego. Potrzebne jest wsparcie dorosłego.

Moja ocena plasuje się gdzieś pośrodku. Nie do końca przekonałam się jeszcze do kompilacji współczesnej sztuki i ilustracji książki dziecięcej, aczkolwiek są tytuły, które wprost mnie oczarowały. „Babcia robi na drutach” jest pozycją wartą uwagi, kształtującą świadomość młodego człowieka. Może też być inspirującym punktem wyjścia do kolejnych poszukiwań u dorosłego. Poza tym historia samego autora, który przeżył wojnę (więziony m.in. w getcie warszawskim i w obozie w Bergen-Belsen) nadaje całej historii drugie dno.

Ocena: 4/6

9 komentarze:

Hordubal on 17 lipca 2012 14:47 pisze...

Na pewno bardzo oryginalna pozycja. Tym ilustracjom musiałabym sie przyjrzeć z bliska i chyba właśnie dla nich kupię sobie tę ksiażkę. A co!
Pozdarwiam

Blueberry on 17 lipca 2012 15:34 pisze...

A ja spasuję...

Miłośniczka Książek on 17 lipca 2012 17:57 pisze...

raczej również pass
wyrosłam z takich historii dawno temu ;]

Catalina on 17 lipca 2012 17:58 pisze...

Ilustracje bardzo ładne, ale chyba nie przekonują mnie na tyle, bym zakupiła tę pozycję ;)

Scarlett on 17 lipca 2012 18:35 pisze...

Nie dla mnie :-) A dać komu nie mam więc nie skuszę się na tę pozycję.

Larysa on 17 lipca 2012 20:07 pisze...

Mimo wszystko to nie dla mnie.

marichetti on 18 lipca 2012 13:12 pisze...

Kruciótka, ale widzę że całkiem fajna ;]

Anonimowy pisze...

Dobrze dzieje się na rynku książki z uwagi na to że pojawiają się nowe rozwiązania graficzne książek dla dzieci. Ta pozycja jest niewątpliwie niecodzienna w porównaniu z większością książek leżących na pólkach księgarskich. To dobrze, że pojawiają się głosy "nie dla mnie, nie kupię", oznacza to, że książka wywarła wrażenie. Może ono być negatywne, bo każdy ma inne preferencje względem zjawisk kultury (dzięki Bogu, bo w innym wypadku utonęlibyśmy w monotonii). Ważne, że ktoś chce o tej właśnie książce wyrazić swoje zdanie.
Myślę, że pod względem graficznym książka również zaskoczy dziecko. Dzieci mają potrzebę nowości, a więc kontaktu z nieznanym. Tu grafika, bezsprzecznie stanowi kategorię nowości dla małego odbiorcy (z pewnością po 5 roku życia). Dziecko początkowo może nie chcieć "zawiesić oka" na tej pozycji, koniecznie potrzebny jest pośrednik. Ale z pewnością dojdzie do tzw. "skutecznego zdziwienia", a potem serii pytań, na które dziecko od razu - nie czekając na "mądrowate" wyjaśnienia dorosłego, będzie próbowało samo odpowiedzieć. W ogóle wyrażenie opinii przez dziecko wzgledem tej książki będzie oznaczało jej sukces. Sztuka ma zaskakiwać, zastanawiać, a z pewnością nie oczekuje banalnego skwitowania "ładna" (wówczas to nie sztuka). Uważam, że niezwykle ważne jest "oswajanie" dzieci z rozmaitymi rozwiązaniami graficznymi, tylko w takiej sytuacji dzieci dojrzeją do otwartości i tolerancji wobec jakże rozmaitych zjawisk kultury.
Kupiłabym dla dziecka te książkę (a może po prostu wypożyczyła, chociażby po to, by zobaczyć dziecięce zdziwienie. A potem ... pole popisu dla pośrednika.
Te krótkie spostrzeżenia dotyczyły oczywiście strony graficznej. Dziecięce spotkania z książką od niej się rozpoczynają (jeszcze długo jak dzieci opanują samodzielne czytanie).Tekst to już zupełnie inna bajka, ale zbyt długa, jak na komentarz.

Kami on 13 sierpnia 2013 20:55 pisze...

Tylko mała uwaga: nazwisko ilustratorki to Ignerska :)

Prześlij komentarz

 

Po drugiej stronie... Copyright © 2014 Dostosowanie szablonu Salomon