wtorek, 12 lipca 2016

„Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek”

Autor: Beata Szy dnia 13:00:00


Mary Ann Shaffer,  Annie Barrows:
„Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek”
Wydawnictwo Świat Książki
256 str.


„Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek” – znacie może dłuższy tytuł niż ten? Książka dwóch autorek: Mary Ann Shaffer i jej siostrzenicy, Annie Barrows, od razu przykuwa uwagę tym tajemniczym nagłówkiem. Czym jest placek z kartoflanych obierek i jaki udział w powstaniu książkowego koła może mieć taki nietypowy deser? Jeżeli jesteście ciekawi, nie pozostaje nic innego, jak zabrać się do lektury.
Akcja książki dzieje się w 1946 r., tuż po wojnie. Juliet jest młodą pisarką, która dotąd publikowała zabawne felietony w czasopiśmie. Czytelnicy tak bardzo pokochali jej fikcyjną bohaterkę, że zebrane utwory wyszły w formie książkowej i zyskały wielką popularność. Pisarka podróżuje po Anglii, promując książkę i szukając tematu na nową. Przypadkowo znajduje temat w liście od nieznajomego – mieszkaniec małej wyspy Guernsey odnajduje jej adres w książce, którą kiedyś musiała sprzedać. Tak nawiązuje się znajomość, która wkrótce sprowadza Juliet na wyspę. Pisarka dowiaduje się o istnieniu Stowarzyszenia Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek, wkrótce korespondując z wieloma jej członkami (a nietuzinkowe to postacie, o tak!). Smutne i gorzkie czasy, w których przyszło im żyć, rozświetla wymiana wspomnień, doświadczeń, anegdot. Wyspa została bardzo dotknięta okupacją, ale jej mieszkańcy pozostali ufni i serdeczni. Juliet jest coraz bardziej związana z korespondencyjnymi przyjaciółmi, więc bez wahania przyjmuje ich zaproszenie i wyrusza w podróż, która odmieni jej życie.
Pamiętacie klimat takich powieści jak „Ania z Zielonego Wzgórza”? Ja się wychowałam na książkach Lucy Maud Montgomery i bardzo lubiłam specyfikę jej języka, sposób snucia historii, tworzenie bohaterów i ich ogląd na świat. Jeśli wracacie z sentymentem do takich tytułów, „Stowarzyszenie…” jest strzałem w dziesiątkę. To książka, która obudziła we mnie wiele wspomnień i tęsknot, a przy tym w całym tym biegu życia pozwoliła na chwilę refleksji i zadumy. Warto od czasu do czasu oderwać się od tych wszystkich książek z wartką akcją, gdzie nowinki techniczne i dialogi grają pierwsze skrzypce. Ta książka jest zupełnie inna. Przede wszystkim przypomina nam te czasy, gdy ludzie dużo ze sobą korespondowali, gdzie listy stanowiły cenne pamiątki i pozwalały na wymianę wszelkich myśli. Książka ma charakter epistolarny – w całości napisana jest za pomocą listów, które naprzemiennie wysyłane są przez Juliet, jej bliskich i mieszkańców wyspy. Potrzeba chwili, by przyzwyczaić się do takiej narracji i rzeczywiście nie każdemu może ona przypaść do gustu, ale dla mnie była po prostu magiczna. Dzięki tym listom możemy odkryć największe sekrety bohaterów, ich najintymniejsze sekrety, możemy czytać między wierszami. Warto!
Książka niezwykle mi się podobała. Jest ciepła, mimo trudnych tematów, jakie porusza – wojna, okupacja, utrata bliskich i uczucia, które nie zawsze są dobrze lokowane. Może ze współczesnego punktu widzenia bohaterowie wydają się naiwni, niedzisiejsi, bardzo prości, jednak nie sposób ich nie lubić, nie sposób oderwać się od śledzenia ich historii. Są serdeczni, życzliwi, bardzo ze sobą zżyci. Aż tęskno do takich ludzi, chciałoby się stać częścią tej małej społeczności. Z czystym sumieniem mogę polecić ten tytuł. Nie pożałujecie.

2 komentarze:

Miłka Kołakowska on 12 lipca 2016 20:42 pisze...

Jestem ciekawa tej dość niestandardowej formy książki, a bojące od niej ciepło zachęca mnie jeszcze bardziej. Pozdrawiam! :)

Taki jest świat on 14 lipca 2016 07:29 pisze...

Kusząca recenzja :)

Prześlij komentarz

 

Po drugiej stronie... Copyright © 2014 Dostosowanie szablonu Salomon