środa, 24 sierpnia 2011

Maggie Stiefvater: "Drżenie"

Autor: Po drugiej stronie... dnia sierpnia 24, 2011
            

            Tak, tak, tak. Genialna, nietuzinkowa, oryginalna, zachwycająca. Dawno żadna książka nie wywołała we mnie tylu emocji, takiego poruszenia. Tak dobra, że musiałam swoją opinię wyjawić już we wstępie. O czym mowa? O „Drżeniu” Maggie Stiefvater, nowej powieści z gatunku paranormal romance, po którą koniecznie musi sięgnąć każdy fan tego nurtu, ale nie tylko.
            Stiefvater zadebiutowała powieścią fantastyczną „Lament”, barwnie obrazującą świat celtyckiej baśni, z entuzjazmem przyjętą przez krytykę. „Drżenie”, pierwsza część zaplanowanej trylogii, zostało wydane w USA już w 2009 roku, w Polsce pojawiło się dopiero teraz. To smutne, jednak najważniejsze, że w końcu i polscy czytelnicy mogą zagłębić się w niezwykły świat wykreowany przez pisarkę.
            Grace dorasta w domu na skraju lasu. W dzieciństwie ledwo uszła z życiem, gdy zamieszkujące okolicę wilki ściągnęły ją z huśtawki, zaciągnęły do lasu i zaatakowały. Dziewczynka pamięta jeszcze obraz watahy, raniącej, kąsającej i gryzącej jej ciało, krew mieszającą się ze śniegiem i potworny ból. Przeżyła, gdyż w jej obronie stanął jeden z wilków, o jasnożółtych oczach, które Grace bezwiednie zapamiętała. Odtąd każdej zimy dziewczyna wyczekuje powrotu swojego wilka, który na okres letni gdzieś przepada, obserwuje go z okna albo podchodzi bliżej. Mija sześć lat. Wilki stają się jej obsesją – razem z przyjaciółką, Olivią, często wybiera się do lasu, by fotografować te zwierzęta. Bezbłędnie odnajduje wśród nich przenikliwe żółte oczy, a jakaś nieznana siła pcha ją ku temu groźnemu zwierzęciu.
            Spokój miasteczka burzy śmierć jednego z uczniów szkoły, Jacka. Nikt nie ma wątpliwości, że za napaścią stoją wilki. Lokalni strażnicy postanawiają wybić zwierzęta. Grace, przerażona wizją śmierci swojego ulubieńca, bez namysłu rzuca się w ciemny las, by powstrzymać strzelców. Wędrując pośród mrocznych gąszczy natrafia na niecodzienne zjawisko – w śniegu, u jej stóp, leży ranny, nagi chłopak, a jego żółte oczy przywodzą na myśl spojrzenie wilka. To spojrzenie, piżmowy zapach i aura lasu nie pozostawiają wątpliwości – chłopak, który przedstawia się jako Sam, bez wątpienia jest wilkołakiem. Dziewczyna bez namysłu zabiera go do szpitala, a później do siebie. To początek fascynującej historii ich płomiennego romansu, jednak brzemiennego w skutki.
            Porównanie do „Zmierzchu” Stephenie Meyer narzuca się samo, zresztą zadbali o to sami wydawcy obwieszczając, że ”Jeśli podobał wam się Zmierzch, pokochacie też Drżenie”. Jest to jednak zestawienie nietrafione, gdyż powieść Stiefvater jest całkowicie inna i o niebo lepsza od swojej krewniaczki.
            Narracja książki jest dwubiegunowa, bowiem autorka wprowadziła w swój utwór dwóch  kompatybilnych, młodych narratorów: Grace i Sama. Poznajemy zatem świat i ich losy oczami obojga. Czasem opisują oni to samo wydarzenie, uzupełniając akcję o istotne ze swojego punktu widzenia wydarzenia, ale w głównej mierze relacjonują naprzemiennie kolejne sceny. Narracja pozwala na lepsze poznanie każdego z bohaterów, a także odsłania wiele faktów z ich przeszłości. Taki zabieg jest bardzo dobrym rozwiązaniem, który ubarwia książkę i umożliwia zbliżenie się do bohaterów.
            Z jednej strony mamy Grace – roztropną, pragmatyczną siedemnastolatkę, mającą hopla na punkcie wilków. To nie jedna z tych cnotliwych, zakompleksionych nastolatek, kapryszących na swój wygląd i uważających, że nie zasługują na miłość. Nie, Grace jest silna i twarda, nauczona radzić sobie sama, ale kiedy trzeba potrafi też być sentymentalna i czuła. Nie da się ukryć, że to ona gra w tym związku pierwsze skrzypce. Dziewczynka praktycznie wychowuje się sama, gdyż jej rodzice poświęcają się pracy, zapominając o jej istnieniu. Matka-artystka i ojciec-pracoholik większość czasu spędzają poza domem, a Grace sama musi dbać o zapełnienie wolnego czasu, przygotowanie posiłków czy odrobienie lekcji. Wydaje się, że taki stan rzeczy ma swoje plusy – dzięki temu może ona przetrzymywać Sama w swoim domu, ba, nawet spać z nim w jednym łóżku, ale chroniczny brak rodziców boli dziewczynę, która potrzebuje troski i uwagi.
            Świat z punktu widzenia Sama jest tym ciekawszy, że chłopak ulega przemianom. Gdy zbliża się zima, temperatura gwałtownie spada, zarażony w dzieciństwie chłopak zmienia się w wilka i dołącza do swojej watahy. Okres letni to dla niego czas wbicia się w ludzką skórę, możliwość poczucie się człowiekiem. Sam jest sympatycznym, inteligentnym chłopcem, który czyta poezję i gra na gitarze. Jest jednak kruchy jak szkło, wrażliwy na każdy podmuch wiatru, wciąż obawiający się o niekontrolowaną przemianę. Gdy staje się wilkiem, chłopak zatraca swoją tożsamość, zapomina o tym kim był. Ale nawet wtedy pamięta o Grace i czeka na nią, bowiem dziewczyna została ukąszona, a więc powinna przemienić się w wilka. Sam przeczuwa, że ma przed sobą ostatni rok metamorfoz, że po nim już na zawsze pozostanie w skórze zwierzęcia, a Grace jakimś nieznanym nawet jej sposobem posiadła antidotum na te przemiany…
            Nie da się ukryć, że głównym motorem napędowym powieści jest wzajemna fascynacja młodych bohaterów. Ich miłość jest jednocześnie słodka i gorzka, zmysłowa i bolesna, nie znająca granic. Ponieważ czekali na siebie sześć lat, a każdy dzień może być tym ostatnim, spędzają prawie każdą chwilę razem, zakochując się w sobie. O ile w „Zmierzchu” denerwował mnie wilkołak Edward-strażnik cnoty Belli, o tyle tutaj wreszcie coś się dzieje, młodzi aż kipią pożądaniem, nie mogąc bez siebie wytrzymać.
            Grace jednak mieszka z rodzicami i chodzi do liceum – nie można było pominąć tych wątków, dlatego dziewczyna czasem opuszcza swojego towarzysza i oddaje się takim obowiązkom jak pójście do szkoły czy odrobienie pracy domowej. W szkole obecny jest typowy podział na lepszych i gorszych uczniów, którego wyznacznikiem jest popularność. Dziewczyna ma też przyjaciółki – Rachel i Olivię, dzięki którym lepiej czuje się w murach szkoły. To ten czas, który Sam przeznacza na załatwianie swoich spraw, dzięki czemu dowiadujemy się więcej o świecie wilków i jego prawidłach.  
            Każdy z rozdziałów opatrzony jest też informacją o aktualnej temperaturze, co jest bardzo ważnym czynnikiem ze względu na transformacje Sama. Gdy skala niebezpiecznie się obniża, zaczynamy denerwować się razem z nim.  
            Książkę dosłownie się pochłania, jest napisana sprawnie i ciekawie. Dialogi są wiarygodne, dopasowane do charakteru bohaterów, a opisy w sam raz – ani nie rozwlekłe, ani nie minimalistyczne. Retrospekcje pozwalają odkryć wiele dramatów z życia bohaterów i ich oddziaływanie na teraźniejszość. Wszystko to razem sprawia, że jesteśmy blisko bohaterów, że mamy wrażenie jakby ta historia rozgrywała się gdzieś tu blisko, obok. Zatapiamy się w lekturze, kibicujemy tej międzygatunkowej miłości i nie raz ocieramy łzy wzruszenia. Pisarka perfekcyjnie dozuje nam emocje i wzruszenia, sprawiając, że jeszcze długo po lekturze nie można zapomnieć o jej uczestnikach. Bohaterowie są realistyczni, z krwi i kości, a my z przejęciem śledzimy ich losy. Może nie ma tu zbyt wiele akcji, jednak coś nie pozwala oderwać się od książki, przyciąga. Czyta się szybko i lekko, z wypiekami na twarzy.  
            Na uwagę zasługuje również okładka książki. Wilk w otoczeniu jasnego, śnieżnego krajobrazu, dziewczynka ukryta między drzewami i kontrastujące z tym tłem: krwistoczerwony parasol i czcionka tytułu książki. Barwa czerwieni może symbolizować tu miłość, cierpienie, krew, gorąco, a więc wszystkie te cechy, tak ważne dla fabuły całej powieści. Podobały mi się też wypukłe śnieżynki na okładce, dopełniające zimowy klimat.  
            Książka kończy się w idealnym momencie, zostawiając czytelnika ze łzami w oczach: ale czy będą to zły smutku, wzruszenia, szczęścia czy jeszcze czegoś innego – o tym może przekonać się każdy, kto sięgnie po lekturę. Dla fanów kontynuacji w tym momencie wyrasta nadzieja, że już wkrótce spotkają się ze swoimi ulubionymi bohaterami w dalszych częściach trylogii, a dla tych, którzy nie lubią otwartych cykli, jest to na pewno miła wiadomość – mogą spokojnie przeczytać książkę, gdyż odnosimy wrażenie, że stanowi ona kompletną całość.
          Osobiście stronię od fantastyki, a już zwłaszcza od paranormal romance, jednak „Drżenie” ma coś w sobie. Tutaj ważniejsi od fantastycznych stworzeń są ludzie, ich odczucia i pragnienia. To błyskotliwa powieść romantyczna, z elementami nadnaturalnymi, które jednak nie przysłaniają głównej prawdy: że jeśli się kogoś kocha, nie można bez niego żyć.  Polecam gorąco, a książka od tej chwili staje się jedną z moich ulubionych. I na koniec jeszcze jedna cenna informacja – powstaje już film na kanwie powieści. 
          
Książkę miałam możliwość przeczytać dzięki wygranej w konkursie serwisu nakanapie.pl

 

7 komentarze:

Ice_Fire on 24 sierpnia 2011 16:06 pisze...

Nie jestem wielbicielką tego gatunku, a kilka porównań ze "Zmierzchem" skutecznie odstraszyło mnie tydzień temu od zakupu tej powieści, chociaż miałam okazję zobaczyć ją w sklepie. Jednak skoro wypisałaś tak wiele wad, to chyba po nią sięgnę. Choćby dla tego, by zobaczyć, czy początkowo miałam rację. Co do okładki, muszę się zgodzić - przyciąga wzrok i wyróżnia się na tle innych. ;)

Pozdrawiam.

Po drugiej stronie... on 24 sierpnia 2011 17:52 pisze...

Ice_Fire => Chyba zalet ;) Polecam, choć wiadomo, że każdy ma inny gust. Ale naprawdę to całkiem coś innego niż "Zmierzch", który jest bardzo płytki.

Cassiel on 24 sierpnia 2011 19:35 pisze...

Wydaje mi się, że książka spodobałaby mi się. Muszę jej gdzieś poszukać, ale na razie środków brak :D

Po drugiej stronie... on 24 sierpnia 2011 19:41 pisze...

Cassiel => mam ten sam problem z kończącymi się środkami, eh. Niestety książka do najtańszych nie należy. Zresztą wystarczy wejść do pierwszej lepszej księgarni czy Empiku i zauważyć, że większość nowości poniżej 30zł nie schodzi :/ Smutne, pamiętam te czasy gdy notorycznie kupowałam książki do 10 zł ;P

Nika on 25 sierpnia 2011 18:22 pisze...

Nie lubię takich strasznie komercyjnych tekstów w stylu "Jeśli podobał wam się Zmierzch...". Myślę że przeczytam książkę, lubię ten gatunek :) Pozdrawiam. PS. Prześliczny szablon!

Po drugiej stronie... on 26 sierpnia 2011 13:14 pisze...

giffin => dziękuję, trochę się naszukałam czegoś odpowiedniego ;)

Irena Bujak on 26 sierpnia 2011 23:52 pisze...

Czeka u mnie na swoją kolej :D

Publikowanie komentarza

 

Po drugiej stronie... Copyright © 2014 Dostosowanie szablonu Salomon