wtorek, 29 czerwca 2021

Mariana Leky: Sen o okapi

Autor: Po drugiej stronie... dnia czerwca 29, 2021 1 komentarze


Sen o okapi 
Mariana Leky

To jedna z ważniejszych dla mnie książek.

Pole. Łąka. Zagroda pomylonego Hassla. Pastwisko. Las. Las. Ambona pierwsza. Pole. Las. Pastwisko. Łąka. Łąka.

Czekałaś. Selma znów śniła o okapi, cała wioska czekała razem z tobą. Sen był jak proroctwo, znak że w ciągu najbliższej doby ktoś, kogo znacie, umrze. Zawsze, gdy twoja babcia widziała w snach to fascynujące zwierzę, wioskę spowijało widmo śmierci. Jedni się jej bali, barykadowali się w domu i postanawiali, że nigdzie się dziś nie ruszają, by nie kusić losu. Inni czekali - byli gotowi, to był ich czas. Śmierć jednak zawsze miała swoje plany.

Nie wierzę w sen Selmy, pomyślałaś. Jakby twoje przekonania mogły spłoszyć tę klątwę, oddałabyś za to wiele.

Potem nigdy nic już nie będzie takie samo.

Dorastasz, i masz w sobie drzazgi. Pamięć ciąży, ale jest też świadectwem. Czas mija, wioska się zmienia, chociaż wszyscy nosicie w sobie ten ból. Wyprowadzasz się z domu. Pierwszy raz zakochujesz się, ale on ucieka do dalekiej Japonii. Twój ojciec pragnie świata, podróże są ucieczką, prawie go nie widujesz. Twoja matka chce być tylko kochana. Alaska, boisz się że kiedyś mogłoby zabraknąć tego psa u twego boku. I ona, babcia, niespełniona miłość Optyka. Jest już tak stara, wierzysz że to ona stworzyła świat. Oni dwoje są dla ciebie najbliższą rodziną, jesteś niczym ich dziecko, choć dawno już stałaś się kobietą.

Ta mała społeczność jest wszystkim. Rozbijacie się, cierpicie. Nic nie potrafi zapełnić straty. Każdy radzi sobie z nią po swojemu. A jednak można jeszcze się śmiać. I kochać.

Dawno nie czytałam niczego tak pięknego. Nie można tej książki porównać, zestawić, nie ma żadnych punktów odniesienia. Jest wyjątkowa. Jedyna. Z jej stron wylewa się tyle porażających słów, tyle ludzkich trosk, westchnień, niepokoi. „Sen o okapi” to powieść napisana pięknym językiem, z taką czułością i głębią. Miałam wrażenie, że przenikają mnie wszystkie te życiorysy, że odbieram każdy ból na równi z bohaterami. Ładunek emocjonalny skryty pomiędzy niedopowiedzeniami. Nadzwyczajność zwyczajnych ludzi. Trochę to baśń, trochę przypowieść, trochę najprawdziwsze życie. Nie mogę się po niej pozbierać.

Łąka. Łąka. Fabryka opon. Wieś. Łąka...

niedziela, 10 stycznia 2021

Ana Johns: Kobieta w białym kimonie

Autor: Po drugiej stronie... dnia stycznia 10, 2021 0 komentarze
Ana Johns: Kobieta w białym kimonie


Z domu nazywam się Naoko Nakamura. Po mężu jestem Naoko Tanaka. A kiedyś, przez krótki czas pomiędzy, nosiłam jeszcze inne nazwisko - nietradycyjne, wynikające z niekonwencjonalnej ceremonii zaślubin pod starodawnym drzewem migoczących światełek. 

Tymi słowami zaczyna się powieść „Kobieta w białym kimonie” Any Johns, i właśnie te słowa od razu skradły moje serce. Od razu poczułam ten klimat, od razu zżyłam się z bohaterką, jej wypowiedź trafiła prosto w moje serce. Wiedziałam, że to będzie ważna książka, że na pewno mi się spodoba, ale wiedziałam też, że wzruszy, może czasem zaboli, że dotknie każdej struny i wywoła pewnie wiele wspomnień. Ale… właśnie tego przecież chce się od literatury. 

Akcja powieści rozgrywa się w dwóch liniach czasowych. Mamy tutaj czasy młodości Naoko, dorastającej japońskiej dziewczyny, rok 1957, gdy Japonia znajduje się pod amerykańską okupacją. Jest i wybranek jej serca, którego nazywa Hajime, choć w rzeczywistości służy on w amerykańskiej marynarce i nie jest mile widziany w jej rodzinnym kraju. Rodzina wymaga, by dziewczyna zgodziła się na zaaranżowane małżeństwo, które podniosłoby ich status i umocniło kontakty biznesowe. Ona jednak jest zakochana i przejawia naiwność nastolatki – wierzy, że uda jej się przekonać rodziców do swojego wybranka, mimo że traktują jego pochodzenie jako coś gorszego. Gdy rodzina zdecydowanie odrzuca ten pomysł, Naoko postanawia uciec, by być z ukochanym. Ten jednak również ma trudności prawne z zalegalizowaniem ich związku. 

Naprzemiennie, poznając kolejne trudy miłości japońskiej dziewczyny i amerykańskiego marynarza, przenosimy się do czasów współczesnych. Dziennikarka Tori Kovac towarzyszy ojcu w chorobie, przeczuwając że zbliża się koniec. To wtedy poznaje fragment sekretu ojca, odkrywa jego drugie życie i zamierza zrobić wszystko, by dowiedzieć się więcej. Los rzuca ją do Japonii, gdzie obie historie będą miały szansę się skonfrontować. 

Książka inspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami, autorka przyznaje że inspiracją była historia jej ojca. Mamy więc poczucie, że to o czym czytamy jest tak rzeczywiste, tak bliskie prawdzie. Zresztą, historii podobnych jak ta, było tysiące – już w końcowym komentarzu „Od autorki” dowiadujemy się wiele o niechlubnych procederach tamtego okresu, o zakazanych związkach i mieszanych dzieciach, będących ich owocami – dzieciach, których nikt nie chciał, które plamiły honor swoich matek, były oddawane, a czasem czekał je o wiele gorszy los. Trudno to wszystko pojąć, zrozumieć, po prostu nie można. I choć czasu nie da się odwrócić, a ofiar uratować, pozostaje pamięć – a „Kobieta w białym kimonie” jest wspaniałym hołdem oddanym tym niewinnym, którzy nie zasłużyli na tak okrutny los. 

Powieść czyta się błyskawicznie, może dzięki fabule, która wciąga od pierwszych stron i pozostaje na równym poziomie aż do końca, może za sprawą stylu autorki, który jest lekki, ale też naładowany emocjami. Bohaterowie są nam bliscy, ich losy dramatyczne, ale naznaczone też determinacją i siłą, okraszone wiarą w miłość i jej moc. Zycie nie jest proste, pewne wydarzenia nosimy w sobie już na zawsze i nie jest nam łatwo, ale też dzięki nim czujemy, że żyjemy. Ta książka pozwala nam to uświadomić. 

Bardzo mi się podobała debiutancka powieść Any Johns i jestem ciekawa jej kolejnych odsłon. Mam nadzieję, że się pojawią. Może nie jest to wysoka literatura, ale historia ma coś w sobie, jest ważna, przykuwa uwagę i pozostawia z wieloma pytaniami, a o to właśnie chodzi. Polecam, zwłaszcza dla wrażliwców. Będzie emocjonalnie, to fakt, ale naprawdę warto.

poniedziałek, 2 marca 2020

Katherine Arden: "Zima czarownicy"

Autor: Po drugiej stronie... dnia marca 02, 2020 5 komentarze


I oto mam ją w dłoniach. „Zima czarownicy” Katherine Arden to ostatni tom baśniowej serii, opowiadającej o Wasi, niezłomnej dziewczynce, która wyrosła na dzielną, pewną siebie kobietę, obdarzoną magicznymi zdolnościami. Akcja trylogii dzieje się w średniowiecznej Rusi, w maleńkiej wsi na obrzeżach, gdzie któregoś dnia mała dziewczynka zdaje sobie sprawę, że widzi rzeczy i stwory, których nie dostrzega nikt poza nią. Czy jest przeklęta? Czy słusznie zaczynają nazywać ją czarownicą i życzą jej śmierci? Unika jej wielokrotnie, mimo to wciąż nie jest bezpieczna. 

W trzeciej części powieści powracamy do świata znanego nam już z „Niedźwiedzia i słowika” oraz „Dziewczyny z wieży”. Zdążyliśmy się zżyć z bohaterami, polubić ich. Magiczny, przepojony rosyjskimi wierzeniami i podaniami świat nie stanowi już dla nas zagadki, jest nadzwyczajny i niesamowity, a zarazem wydaje się już tak bliski. Tęskniliście? Historia Wasi nareszcie zostanie domknięta, co z jednej strony cieszy, bo poznamy jaki ostatecznie czeka ją los, z drugiej jednak aż żal opuszczać ten świat, żal się żegnać. 

Moskwa jest zagrożona, stoi w płomieniach. Powraca zły demon, który nie cofnie się przed niczym, by doprowadzić do upadku stolicy. Wasia musi uciekać, właściwie większość sądzi, że zginęła. Umarli wstają z grobów. Wojska wroga ruszają na miasto. Zbliża się wielka wojna – konflikt narasta zarówno w świecie widzialnym, jak i tym magicznym. Czy jedna dziewczyna jest w stanie zjednać oba światy? 

Zastanawialiście się kiedyś jak to jest czuć miłość do króla zimy, diabła, czarta? Wasia pamięta słowa Morozki: "Kochałem cię, jak umiałem" i choć ta relacja wydaje się czymś nie do pojęcia, czymś złym, grzesznym, nie potrafi się go wyrzec. Król zimy poświęca swoją wolność, by uratować jej życie. Dziewczyna z kolei wyrusza w niebezpieczną podróż, by go odnaleźć i uwolnić. Potrzebuje jego siły, by ocalić mieszkańców Moskwy. Świat pogrąża się w wyniszczającym upale, sprowadzonym przez Niedźwiedzia, brata Morozki. Wasia potrzebuje Morozki, bo tęskni, bo uczucie przepełnia jej serce. Czy taka miłość ma rację bytu? Czy król zimy będzie zdolny zmierzyć się ze swoim bratem, mimo że to nie jego pora roku, mimo że jest słabszy niż kiedykolwiek? 



Na koniec dodam kilka słów o wydaniu. Okładki są piękne, i do tego nie trzeba już chyba nikogo przekonywać. Bardzo rzucają się w oczy, mają ten magiczny klimat powieści, doskonale z nim współgrają. Podoba mi się, że wszystkie trzy tomy stanowią całość, że tak do siebie pasują i wizualnie, i pod względem formy. Naprawdę, trzeci tom trzyma poziom, a może nawet momentami jest jeszcze lepszy, niż pozostałe. Wszak podczas czytania dochodzi tu uczucie nostalgii. Jeśli czytaliście poprzednie tomy, nie trzeba Was namawiać do lektury, a jeśli jeszcze nie znacie tej trylogii, to koniecznie to nadróbcie!

środa, 26 lutego 2020

co zrobisz, gdy sie obudzisz tego dnia.

Autor: Po drugiej stronie... dnia lutego 26, 2020 4 komentarze
Chciałaś, by ktoś lubił ciebie, za twoje słowa i przecinki. Nie musiałby wiedzieć, rozumieć, po prostu słuchałby najlepiej, jak potrafi.
Potem jest czas na płacz, którego nigdy nie masz dość. Szklana jesteś w środku. Nosisz się tak ostrożnie, nigdy nie zdarza ci się zaszaleć. Przy każdym głębszym oddechu słyszysz, jak wszystko tam grzechocze.
On miał kiedyś moc spajania, był jak opatrunek. Wtedy mieliście wzburzone noce, trzymał twój strach w swoich rozpostartych ramionach, dzierżył go w dłoniach.
Byłaś jego malutką, on był twoim fundamentem.
Hej, czy nie mogłabyś po prostu zapomnieć jak to jest i nie chcieć już tego pragnąć?
Bijesz się z życiem na zamkniętym ringu. Nie ma kibiców ani owacji. Jesteś tam ty i twój strach. Wydaje się większy, im wyżej mierzysz.
Zdarzało ci się rozdawać siebie innym, tylko po to, by nie musieć już wytrzymywać tego samodzelnie. Myślałaś, że przepadniesz. Że podzielisz się na części i zapomnisz, że istniejesz.
Wszystko wraca.
Wszystko ma smak waszego pierwszego pocałunku, wszystko dotyka jak jego dłonie, wszystko brzmi jak jego glos.
Wszystko... i nic, jednocześnie.
To tylko migotania ostatnie.
To tylko echo.


Sama sobie musisz zawiesić wyrok.
Sama siebie przestać karać.


czwartek, 6 lutego 2020

czekanie na ten dzień.

Autor: Po drugiej stronie... dnia lutego 06, 2020 2 komentarze
Masz prawie 33 lata.
Tego dnia sąd ogłasza, że nie jesteś już żoną. Czekałaś na to tyle miesięcy, a więc musiałaś tego chcieć, a więc nie należy ci się chwila na smutek, ale on przychodzi. Okna są zamknięte, a w tobie wszystko się otwiera. Masz dni pogodzenia i dni walki. Był czas, gdy po prostu straciłaś wszystko. Jego i dom, i miłość, i ciepło. Byłaś silniejsza niż wszyscy ludzie, jakich poznałaś w życiu, razem wzięci. Ale ty nie chcesz być już silna. Nie chcesz zawsze musieć być silna. Chcesz siąść przy kimś, i płakać całą sobą, po wszystkim co się zdarzyło w ciągu lat.

Czasem twój świat bywa tak kolorowy. Myślisz o tym, co masz. Nigdy byś tego nie doświadczyła bez niego, a przecież on miał być wszystkim. Nie możesz pogodzić się z tą negacją. Trawi cię, a potem wyzwala.

Masz prawie 33 lata.
Jesteś – mówią, że piękna, delikatna i tak wrażliwa, że to jest unikalne. Lubisz siebie, kochasz to, co w tobie inne, i nie masz zamiaru już z tym walczyć. Pamiętasz jego słowa i to, że zawsze czułaś się gorsza. Wiesz, że wolność dała ci zdrowie, a jednak trapi cię nieuchronność. Potem czujesz światło, które cię okrywa, płoniesz w nim. Czasem zdarzy ci się gorszy dzień, jak każdemu. Ale myślisz wtedy, że wszystko to jest nieistotne w perspektywie czasu, i tak będzie dobrze. Zawsze jakoś będzie dobrze.

Jesteś tu, sama dla siebie najważniejsza.


środa, 29 stycznia 2020

teraz.

Autor: Po drugiej stronie... dnia stycznia 29, 2020 2 komentarze

My, kiedyś pod tym słowem kryło się wszystko. Dziś myślisz, że dla ciebie odeszło bezpowrotnie.

Nie ma już drżenia, serce ci nie łomocze w piersi, a nogi nie uginają się na czyjś widok. Zapomniałaś, jak to jest, gdy można było cię zaskoczyć, zaczarować, posiąść. Ciebie, nie twoje ciało. Zapominają, co jest cenniejsze. Co daje lepszy efekt.
Wszystko jest zimne, powierzchowne i nie ma w tym ciebie.
Zmieniłaś się, bo wymagało tego życie.
Zapomniałaś, jak być sobą. Ty, która tylko to miałaś.
Popatrz. Miałaś wrażliwe serce i unikalną duszę. Długo trwało, zanim się otworzyłaś, ale wtedy byłaś już cała na zawsze. To było kiedyś.
Wyrzuciłaś cały pęk kluczy. Schowałaś się, nawet przed sobą.
Kim jesteś, nowa ty, i dlaczego już nic nie czujesz?
Czy on mógłby wyswobodzić cię spod okowów, którymi spętał cię ten rok? Czy dla niego to byłoby coś warte?
Myślisz – nie zasługuję, ani ja, ani oni. Myślisz, lepiej będzie, jak jest. Nie masz wyboru.
I nie chcesz tego, co jest.
I tylko wtedy, gdy zapada noc, i starasz się jeszcze nie zamykać oczu, widzisz wyraźnie, wszystko, jak nigdy przedtem, i nigdy już potem, widzisz siebie, jaką mogłabyś być, gdyby on cię nie zniszczył; widzisz swój uśmiech i nie wierzysz, że kiedyś mogłaś to robić; widzisz lekkość jakiej już dawno nie miałaś; widzisz ciepło, które dawno wygasło i nienawidzisz tego, w co się zamieniłaś. I tylko to pozwala ci przetrwać.
Konsekwencje tamtych traum są dalekosiężne.
Jesteś przezroczysta, przenika przez ciebie wszystko. Nigdy już nie będziesz się starać.
Czy można mnie uratować?


 

Po drugiej stronie... Copyright © 2014 Dostosowanie szablonu Salomon