niedziela, 23 czerwca 2019

"Dzień za dniem" David Levithan

Autor: Po drugiej stronie... dnia 09:47:00 0 komentarze


Odkąd A sięga pamięcią, jego życie sprowadza się do tego, że codziennie budzi się w ciele innej osoby i musi w nim dotrwać do końca dnia. A święcie wierzy, że jest jedyną osobą na świecie obdarzoną taką przypadłością. Myli się jednak. Nie jest sam.
Od zawsze zmagał się z wszechogarniającą go samotnością, teraz dochodzi do tego zrozumienie, do czego mogą prowadzić miłość i samotność - oraz odkrycie, jak to jest, gdy się okazuje, że są jednak inni, tacy sami jak A.

"Dzień za dniem" to trzecia część serii stworzonej przez Davida Levithana. Książki opowiadają historię A – tak sam siebie nazwał – który codziennie budzi się w innym ciele. Wybór ciała jest totalnie przypadkowy -to zawsze nastolatek w jego wieku, różne płci i pochodzenia, zwykle z najbliższej okolicy – w związku z tym każda dalsza podróż powoduje ryzyko, że A nigdy już nie wróci w znane miejsce. Chłopak, bo chociaż budzi się czasem w ciele dziewczyny, czuje jednak że jego płeć jest męska, prowadzi takie trudne życie od zawsze, i wydaje się już pogodzony ze swoim losem, do czasu aż się zakochuje… Poznanie Rhiannon i chęć bycia z nią, niezależnie od tego kim w danej chwili się staje, jest silniejsza niż wszystko inne. Tylko czy taki związek ma w ogóle szanse trwać dłużej? 

Trafiłam na trzeci tom, nie znając dwóch pozostałych, oglądałam tylko film „Każdego dnia” na podstawie pierwszej części i stąd znałam zarys fabuły i niesamowite uczucie, jakie połączyło dwoje młodych ludzi. Nieznajomość poprzednich części zupełnie nie przeszkadza w lekturze, wiele faktów jest tam po prostu przypomnianych, choć oczywiście dla kogoś, kto czytał poprzednie tomy, lektura będzie pewnie jeszcze bogatsza. „Dzień za dniem” zastaje nas w czasie, gdzie A i Rhiannon próbują wieść swoje życia oddzielnie, ale nie bardzo im to wychodzi. Opowieść oddaje też głos innym bohaterom, mającym podobną przypadłość. Niektórzy są do cna źli, jak X, i wykorzystują swoje zdolności przeciwko ludziom, których ciała zasiedlają. Inni starają się żyć normalnie, obarczeni czasem wyrzutami sumienia – gdy zniewalają gospodarza ciała i zostają w nim na długie lata. Pojawia się tu też krótka opowieść, mająca swój finał w zakończeniu książki, która totalnie skradła moje serce. Choćby dla niej warto przeczytać ten tom ;) 

Różnie to bywa z kontynuacjami, ciężko im dorównać wcześniejszym tomom, czasem wydają się pisane zupełnie niepotrzebnie. Opowieść o A i Rhiannon jest jednak inna, pozwala lepiej poznać bohaterów i pokazać co dzieje się, gdy opada kurtyna. Bardzo podobała mi się ta książka, mimo kilku niedociągnięć i słabszych momentów – jak zakończenie wątku X, które dla mnie było zbyt ckliwe. Podoba mi się dojrzałość bohaterów, dylematy przed jakimi zostają postawieni i sposób, w jaki usiłują z nich wybrnąć. Niesamowite jest też uczucie, które łamie wszelkie bariery – naprawdę można kochać kogoś za to, jaki jest, niezależnie kim danego dnia się staje. Jak na powieść młodzieżową, książka nosi w sobie wiele ważnych prawd i sygnalizuje sporo problemów, o których można by długo dyskutować. 


Polecam tym, którzy znają wcześniejsze tomy i tym, którzy zupełnie nie – i tak pochłoniecie ją w okamgnieniu 😊

piątek, 31 maja 2019

Bernard Cornwell: "Śmierć królów"

Autor: Po drugiej stronie... dnia 15:34:00 1 komentarze


Szósty tom „Wojen Wikingów” bardzo mile mnie zaskoczył. Wydawało mi się, że w którymś momencie odczuję już znużenie – ileż można czytać o jednym bohaterze, który z tomu na tom co prawda wciąż ma pełno nowych przygód, ale miotają nim jednocześnie te same rozterki, mimo upływu czasu i mijających lat. Jednak szósty tom przynosi świeżość i czyta się go naprawdę dobrze, wciąż dobrze. Ta część jest chyba jedną z moich ulubionych – biorąc oczywiście pod uwagę tylko te dotychczasowo wydane, bo nie wiem co jeszcze przede mną. 

Tytuł „Śmierć królów” sugeruje już, że w powieści rozegra się pewien dramat, a jednocześnie będzie to coś, co zbliżało się nieuchronnie. Król Alfred był ukazywany jako postać niejednoznaczna – z jednej strony polegał na Uhtredzie, zgadzał się z jego osądami i podziwiał męstwo na polu walki, z drugiej niejednokrotnie po prostu się nim wysługiwał, nigdy nie honorując odpowiednio. Uczucia Uhtreda wobec króla też były ambiwalentne – czasem po prostu twierdził, że go nienawidzi, a mimo to przysięgał mu wierność i dotrzymywał swojego słowa. Nie da się też pominąć faktu, że z córki króla zrobił sobie kochankę… Czas jednak na podsumowanie tej trudnej relacji, czas na zawieszenie broni. Alfred, mizerny, nękany chorobami, chrześcijański król, jednoczył jednak Anglię, miał bystry umysł i przebiegły plan. Co może stać się, gdy odejdzie? 

Tak jak wspominała, tę część czytałam jednym tchem. Może dlatego, że jest w pewien sposób przełomowa, pokazuje koniec pewnej epoki i początek nowej. Powoli ze świata odchodzą bohaterowie, których znaliśmy tak długo, na ich miejsca przyjdą nowi. Czas nie jest dla nikogo łaskawy, każdy nosi w sobie jakąś stratę. Mam wrażenie, jakbym poznawała tę serię na nowo, powieść tak bardzo różni się od poprzednich. Zmienia się podejście do świata - autor nie skupia się już tak bardzo na konfliktach i bitwach, ale na zażyłościach między bohaterami, na ich doświadczeniach. Uhtred jest już dojrzałym mężczyzną, uspokoił się i wyciszył. Nadal ma w sobie wiele z walecznego wikinga, ale też potrafi myśleć, przewidywać, planować. Stał się sympatyczniejszym bohaterem, wzbudza szacunek, a kiedy wpada w tarapaty - współczucie. Jeszcze wiele przed nim, mamy tego świadomość. I jeszcze wiele przed nami, Czytelnikami tej wciągającej serii 😉

poniedziałek, 13 maja 2019

"Płonące ziemie" Bernard Cornwell

Autor: Po drugiej stronie... dnia 19:14:00 4 komentarze


Jestem właśnie po lekturze piątego tomu „Wojen Wikingów” Bernarda Cornwella, pod tytułem ”Płonące ziemie”. Można by zapytać – ile można czytać o tym samym, ile można recenzować to samo, ale jednak każda z książek autora opowiada oddzielną historię, spleconą dzięki postaci wojowniczego Uhtreda. 

Bohater, który dorastał na naszych oczach, dobiega już czterdziestki, co jak na tamte czasy jest całkiem przyzwoitym wiekiem, zważywszy na ilość walk, jakie stoczył i niebezpieczeństw, które na niego czyhały. Uhtred żyje i ma się dobrze, wiele wyniósł z życiowych doświadczeń, a jednak posiada pewne słabe punkty, przez które wciąż popada w kłopoty. Wojownik wciąż jest na usługach Alfreda, którego wręcz nie znosi, ale raz dane słowo jest dla niego ważniejsze niż osobiste sympatie. Duńczycy zagrażają królestwu Alfreda, do wybrzeży Wessexu przybija osiemdziesiąt okrętów, oddziały pustoszą też okolicę. Wykonując po kolei rozkazy króla, Uhtred rozbija oddział dowodzony przez piękną Skade, kochankę Heralda. Kobieta jest najbardziej tajemniczą postacią tej części opowieści – jest niezwykle piękna, przez co stanowi pokusę i zagrożenie, a do tego jest wieszczką, rzucającą przerażające klątwy. Uhtred, który przeżywa osobisty dramat, łatwo jej ulega. Już w poprzednich tomach dał się poznać jako mężczyzna, nie mogący się oprzeć pięknym, silnym kobietom. To właśnie jego relacje z płcią piękną napędzają historię, dodają smaczku i pokazują, jak silny wojownik może być tak naprawdę słaby i podatny. Co też kobieta potrafi zrobić z mężczyzną. 

Zestawiając wydane dotąd pięć tomów „Wojen wikingów” możemy już powoli cieszyć się pięknym obrazem, jaki tworzy się po zestawieniu wszystkich brzegów książki ze sobą. Wizualnie wygląda to naprawdę fantastycznie, to nowe wydanie zostało dopracowane w każdym najmniejszym punkcie. Poza przydatnymi wklejkami z rycinami map i notą historyczną, brzeg każdego tomu to mój ulubiony ukłon w stronę czytelnika. Aż ciekawość mnie zżera, jak to będzie prezentować się na regale w całości. Oczywiście, widziałam wizualizacje w internecie, ale jednak widok na żywo musi być zdecydowanie lepszy. 

Piąty tom pełen jest batalistycznych, bardzo plastycznych opisów, starć mniejszych i większych, potyczek i prawdziwych bitew. Los nie oszczędza głównego bohatera, raz po raz odbiera mu ludzi, których kocha i dobra, które do niego należą, ale Uhtred się nie poddaje. Idzie po swoje, nawet jeśli ograniczają go złożone przysięgi i trudne sploty okoliczności. Wszystko jeszcze przed nim.

niedziela, 5 maja 2019

Zapiski o końcu świata

Autor: Po drugiej stronie... dnia 11:04:00 0 komentarze


Pamiętasz jak to było, gdy ktoś cię kochał. Pamiętasz, jak to było, gdy on cię kochał. Myślałaś, że wszystko ma jakieś granice – limit bólu i pustki przeznaczony na jedną osobę w twoim przypadku już się wypełnił. Wiedziałaś, jak to jest, mieć wszystko i wszystko stracić. Przeszłaś najboleśniejsze lekcje i musiałaś wyjść z tego cało. A potem przydarzyło ci się szczęście, tak całkiem niespodziewanie. Przydarzył ci się On. Nie mogłaś w to uwierzyć, ale to się wydarzało, doświadczałaś tego i mogłaś zaznać uczuć, mogłaś zaznać dobroci, większej niż kiedykolwiek byłaś sobie w stanie wyobrazić, że cię spotka. Nie rozumiałaś, co w tobie widzi, nie pojmowałaś, jak może tak bardzo cię chcieć, ale to było naprawdę, to miało swoje miejsce i zmieniało cię w kogoś lepszego. Teraz znów masz wrażenie, że los jest okrutny. Że dostałaś coś na kredyt i każdą chwilę, którą pamiętasz, musisz spłacać; z bólu aż zgina cię na pół. Nie mogłaś zrozumieć, jak może kochać, ciebie – taką niedoskonałą, a teraz nie masz jak walczyć, bo co poza tą skrzywdzoną sobą, byłabyś w stanie zaoferować? Masz wrażenie, że nigdy nie dostrzegał tej ciebie prawdziwej – tej poranionej, tej z zadrapaniami i poharatanej przez tyle sytuacji, że stworzył sobie obraz ciebie innej, odpowiadającej jego potrzebom, i dopiero teraz zrozumiał, kim byłaś przez cały ten czas. Dopiero teraz widzi tą ciebie, którą zawsze byłaś, która nie dowierzała, że może tyle mieć. Nie możesz przepraszać za to, kim jesteś, to nie twoja wina, to nie jest nic złego. Uwierz znów w to, że nie jesteś niczym złym. Jesteś sobą, człowiekiem mającym swoje miejsce w tej całej machinie. Nie gorszą i nie lepszą od innych. Tylko dlaczego znów czujesz, że wszystko wydarza się zawsze przeciwko tobie, że każdy początek od razu w zamyśle ma koniec, że z tobą musi coś nie grać. Oni zawsze odchodzą. Nie znają cię, żyją z iluzją ciebie. Nie potrafią zrozumieć, jak rozdarte jest to serce, które im dajesz. 

Jesteś sama. Znów jesteś po prostu sama. Nie zasłużyłaś na to, czym żyłaś przez ostatnie lata i teraz będziesz musiała oddać to z nawiązką. Nie wytrzymasz tego. Nie jesteś w stanie tego zrozumieć. Nie masz w sobie nic, poza bólem. Wtłoczył się w twoje żyły i paraliżuje serce. Nie chcesz pamiętać. Pamiętasz. Nie chcesz już kochać. Kochasz tylko mocniej. Nie chcesz zostawać i nie chcesz odchodzić. Nie wiesz już kim jesteś. Na pewno nie czyjąś, na pewno nie ważną. Chciałabyś wpaść w ciemną, głęboką studnię i aby dosięgnął cię tam kres. Nie masz już w sobie ducha walki. Nie po to chciałaś żyć, by siłą wydzierać te drobniaki dla siebie. Nie tak to miało wyglądać. Nie obiecuj, jeżeli nie możesz dotrzymać słowa. Nie mów, że kochasz, jeśli masz wątpliwości. Nie wchodź w czyjeś życie, jeśli nie wiesz, czy w nim zostaniesz. Nie każ mnie za swoje błędy. 

Ty też się co do niego pomyliłaś. Myślałaś, że jest najwspanialszym człowiekiem na ziemi. Poszłabyś za nim w ciemność, oddałabyś mu wszystko. Dałaś jednak za dużo – swoją gorszą stronę powinnaś zachować w ukryciu. Można kochać w tobie tylko to, co dobre. Reszta zasługuje na śmietnik. Nie wiem, czy skleisz się jeszcze w jakąś całość. Jesteś brakiem – patrzy na ciebie i widzi tylko to, czego nie masz. Zawsze już będziesz to pamiętać. Myślałaś, że on jeden cię rozumie. Widziałaś, jak rozumiał. Straciłaś grunt pod nogami. Jakby to wszystko było kłamstwem. Co zrobiłaś źle? Wszystko zrobiłaś źle. Byłaś sobą, a to najgorsza zbrodnia. 

To nie jest sen i nie obudzisz się z niego. I nikt ci nie powie, co zrobić. 

Już nie umiesz czekać.

niedziela, 28 kwietnia 2019

Kampania żelu do skóry suchej Bio-Oil®

Autor: Po drugiej stronie... dnia 09:01:00 1 komentarze
Hej!

Po dość długiej przerwie w kampaniach na portalu Streetcom w końcu zostałam wybrana do udziału w kampanii żelu do skóry suchej Bio-Oil®. Z niecierpliwością wyczekiwałam więc paczki z kosmetykiem i próbkami dla znajomych oraz informacji, jakie będą moje zadania w tym projekcie :)

A tak prezentowała się paczka ambasadorska:



Opis produktu:

Powierzchnia naskórka ma niewidoczną warstwę tłuszczu, która stanowi naturalną barierę zapobiegającą utracie wilgoci przez skórę. W bardzo suchym klimacie taka warstwa często nie wystarcza i skóra traci zbyt dużo wilgoci. Codzienne kąpiele lub prysznic mogą to jeszcze nasilać poprzez zmywanie warstwy lipidowej, związane ze ściągającym działaniem mydła i wody. Bio-Oil uzupełnia naturalną barierę lipidową skóry pomagając przywrócić jej funkcję ochronną, którą jest zatrzymywanie wilgoci.

W żelu Bio-Oil znajdują się naturalne olejki, dzięki temu produkt niemalże w całości działa aktywnie na skórę, zapewniając jej odpowiedni poziom nawilżenia.

Do testów otrzymałam produkt o pojemności 50 ml, który w sprzedaży kosztuje ok 25 zł. Żel ma miękką, lekko galaretowatą konsystencję, jest przezroczysty, z delikatnym odcieniem różu. Ma też miły, delikatny zapach. Jeżeli chodzi o stosowanie, jest bardzo wygodne, dzięki plastikowemu słoiczkowi z wygodną nakrętką. Dobrze się wchłania, pozostawiając na skórze uczucie nawilżenia. 



Co do efektów, już po kilku zastosowaniach zauważyłam, że skóra rzeczywiście odżyła i jest lepiej nawilżona. Stosuję go wieczorem, po kąpieli i głównie na najbardziej suche partie ciała, z którymi miałam największe problemy: dłonie i nogi. Jeżeli chodzi o twarz, również próbowałam go używać, ale jednak jest trochę za ciężki, jestem przyzwyczajona do lekkich kremów, które w ogóle nie obciążają, jeśli chodzi o pielęgnację mojej skóry.

Kampania trwa, rozmawiam o produkcie ze znajomymi. A czy Wy znacie tę markę?

#BioOilPL #ŻelDoSkórySuchej

poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Bernard Cornwell: Wojny Wikingów, tom 4

Autor: Po drugiej stronie... dnia 13:43:00 0 komentarze



„Pieśń miecza” to czwarta część serii Bernarda Cornwella z cyklu „Wojny Wikingów”. Seria porównywana do „Gry o tron”, tylko takiej prawdziwej, opartej na legendach i wydarzeniach historycznych, którą poleca sam G. R. R. Martin. Całość w końcu w tym roku doczeka się przetłumaczenia na język polski, a my możemy z miesiąca na miesiąc przyglądać się losom dzielnego Uhtreda. 

Tym razem przenosimy się do roku 885. Między Sasami a Duńczykami panuje tak zwany pokój, choć obie strony stoją w gotowości i przeganiają się w knuciu podstępnych forteli. Uhtred strzeże granicy Wessexu i wiedzie spokojne życie u boku ukochanej Giseli, która obdarzyła go już potomstwem. Jest to jednak cisza przed burzą. Gdy Uhtred na polecenie króla Alfreda próbuje odbić miasto zajęte przez najeźdźców, dostaje od wikingów ciekawą propozycję – za dołączenie do nich i zdradę króla obiecują mu tron Mercji. Ciemną nocą prowadzą go do miejsca, gdzie jest świadkiem przepowiedni umarłego, powstałego z grobu – zjawa potwierdza, że czeka na niego tron. Uhtred mimo błyskotliwego umysłu już nie raz pokazał, jak skłonny jest do ulegania manipulacji. Przez pewien czas dogłębnie rozważa propozycję, wierząc w moc przeznaczenia. 

Świat wikingów pełen jest wierzeń i wiary w znaki, przesądy i objawienia. Wojownicy powierzają całe swoje życie bóstwom, które strzegą ich w walce. To niezwykły świat, i za sprawą powieści Cornwella możemy poczuć go na własnej skórze. To samo tyczy się opisu scen batalistycznych, ale o tym można wspominać przy okazji każdego nowego tomu. Fani tego typu rozrywki będą usatysfakcjonowani. 

Mnie osobiście w czwartym tomie najbardziej podobał się wątek dotyczący córki króla Alfreda. Jej postać była przywoływana wcześniej już kilka razy, właściwie odkąd dziewczynka przyszła na świat – sugerowano, że ją i Uhtreda w przyszłości połączy jakaś ważna więź. Teraz Aethelflaed liczy sobie już trzynaście lat i jest gotowa do zamążpójścia. Niestety, nie będzie to romantyczna miłość, o jakiej marzyła. Uhtred traktuje ją trochę jak córkę, dlatego ciężko mu pojąć, że to dziecko, które znał od maleńkości, wkrótce samo będzie wydawać na świat potomstwo. I rzeczywiście ich relacja w tym tomie zacieśni się, a ja zastanawiam się, co przyniosą kolejne wydarzenia i jak długo Uhtred będzie zaznawał szczęścia u boku Giseli – bo przyzwyczaił nas przecież do tego, że długie, szczęśliwe związki nie są mu pisane. 

Po czwarty tom sięgną raczej osoby, które miały styczność z poprzednimi, częściami, więc dobrze już znają świat ukształtowany przez autora i sposób snucia opowieści przez osobliwego narratora – Uhtreda u kresu swoich dni. Mniej więcej wiecie więc czego się spodziewać i dokładnie to dostaniecie w tym tomie😉


 

Po drugiej stronie... Copyright © 2014 Dostosowanie szablonu Salomon