Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Illuminatio. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Illuminatio. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 października 2011

Maggie Stiefvater: "Lament"

Autor: Po drugiej stronie... dnia października 19, 2011 16 komentarze
Autor: Maggie Stiefvater
Tytuł: "Lament"
Wydawnictwo: Illuminatio
Stron: 320

Z Maggie Stiefvater spotkałam się już wcześniej, przy okazji innego paranormal romance – „Drżenia”. Zachwycona tą drugą powieścią, postanowiłam sięgnąć do źródeł, a mianowicie zapoznać się z debiutem pisarki – „Lamentem”. Wcześniej przeczytała kilka recenzji na jej temat i wydawało się, że czeka mnie równie fascynujące lektura, jednak ostatecznie obeszłam się smakiem.

Deirdre jest młodą harfistką, która przymierza się do ważnego występu z okazji dorocznego Festiwalu Sztuki Wschodniej Wirginii. Niestety dziewczyna, choć utalentowana, boryka się ze wstydliwym problemem – boi się publicznych występów i z tego powodu ciężko choruje, przed każdym takim wydarzeniem zaliczając łazienkę. Tym razem z opresji wybawia ją tajemniczy chłopak – Luke. Zjawia się niespodziewanie, niewiadomo skąd, i pomaga dziewczynie się rozluźnić, a nawet oferuje jej granie w duecie. Dzięki temu występowi Deirdre uzyskuje najlepszy wynik, wygrywając konkurs. Tak zaczyna się znajomość nieśmiałej dziewczyny ze skrywającym tajemnicę chłopakiem nie z tego świata. Wkrótce nadchodzą kolejne niesamowitości: pojawiające się wszędzie czterolistne koniczyny, intrygujący zapach tymianku, dziwne zachowanie Luke’a i nadprzyrodzone moce, których obecność odkrywa u siebie młoda harfistka. Trop prowadzi do tajemniczej krainy fejów i elfów…

Jak na ten gatunek przystało, w powieści Stiefvater mamy skromną, zagubioną dziewczynę, która zakochuje się w nowopoznanym chłopaku, skrywającym sekret o swojej naturze. Na drodze do ich szczęścia stanie zło, w tym wypadku skryte pod postacią mściwej Królowej Elfów. Są też przyjaciele na śmierć i życie – jak James, kolega Deirde. Pisarka wykreowała też równoległy świat elfów – Faerię.

Fejowie, postacie z celtyckich baśni, przybierają postać podobną ludzkiej, ale odznaczają się niezwykłym pięknem charakterystycznych rys twarzy. Pierwsze spotkanie z fejami przez autorkę zostało potraktowane ulgowo – właściwie nie scharakteryzowała owych postaci, dlatego trudno było mi sobie je wyobrazić. Jednak później naprawiła swój błąd, dokładnie opisując wygląd kolejnych przybyszów. Niektórzy z nich przypominają małe dzieci, inni wyglądają jakby wykute z nieba czy zrobione z ziemi stworzenia. Fejowie odznaczają się także niepospolitym talentem muzycznym: kochają dźwięki, śpiew i zabawę. Są niewidzialni dla ludzi, ale roznoszą wokół siebie wyczuwalny zapach ziół. W odróżnieniu od znanych z baśni wróżek, fejowie zostali przedstawieni w sposób pejoratywny: w większości są źli i niebezpieczni.

Dużym walorem „Lamentu” jest wartka akcja: zdarzenia następują po sobie błyskawicznie, a ich przebieg śledzi się z zapartym tchem. Przeważają tu dialogi – tendencja znana z innych powieści tego typu, ale mamy również refleksję na temat uczuć czy wspomnień. Pojawia się humor i dowcip, co jest dużym plusem dla autorki. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, ustami Deirdre. Bohaterowie skonstruowani są rzetelnie, przekonująco – oprócz głównej pary mamy także rodzinę dziewczyny – matkę, ojca (pojawiającego się jednak dopiero pod koniec, okazjonalnie), wścibską ciotkę, szaloną babcię, a także paletę innych postaci. Świat realny miesza się z tym fantastycznym z każdą stroną coraz wyraźniej, a to obiecuje pasjonujące przeżycia.

Na uwagę zasługuje też szata graficzna. Choć okładka nie porwała mnie na kolana, to wewnątrz książki kryje się wiele pięknych rysunków, poprzedzających kolejne księgi, które rekompensowały mi ten brak i wprowadzały nastrój magii.

To, co mi się nie podobało, to urwane, ubogie zakończenie – odwracałam kartkę, szukając dalszego ciągu, a tu nic. Muszę przyznać, że finał mnie rozczarował: jest pełen niedopowiedzeń i niedokończonych wątków. W przygotowaniu co prawda jest już kolejna część serii, jednak z tego co wyczytałam będzie ona skupiać się tym razem na osobie Jamesa, więc nadal nie rozumiem takiego potraktowania czytelnika – zostawienia go z wielką niewiadomą, do końca nierozumiejącego co się ma stać.

Podsumowując, książka na pewno przypadnie do gustu żeńskiej części czytelników, szczególnie fankom gatunku. Choć kontynuuje znane z innych serii wątki, rozwiązania zaskakują, a świat fejów przykuwa uwagę. Osobiście oceniam tę książkę jednak jako średnią, jedną z wielu, i chyba nie skuszę się na kontynuację. Nie nudziłam się przy niej, ale też nie porwała mnie na tyle, by o niej nie zapomnieć zaraz po odłożeniu na regał.

Ocena 3,5/6
 

Po drugiej stronie... Copyright © 2014 Dostosowanie szablonu Salomon