niedziela, 24 marca 2019

"Niewyjaśnione tajemnice"Joel Levy

Autor: Po drugiej stronie... dnia 09:47:00 3 komentarze


Jako nastolatkę fascynowały mnie zjawiska nadprzyrodzone. UFO, Trójkąt Bermudzki, potwór z Loch Ness, tajemnicze budowle i artefakty, zaginione miasta, niewyjaśnione przypadki. O tym właśnie jest książka "Niewyjaśnione tajemnice", której autorem jest Joel Levy i pisarz i dziennikarz, specjalizujący się w historii i nauce. Publikacja zbiera takie przedziwne historie, próbuje je usystematyzować, podzielić na pewne kategorie, przybliżyć i objaśnić na tyle, na ile jesteśmy w stanie na dzień dzisiejszy. Chociaż takie publikacje zwykle idą za bardzo w stronę sensacyjności, za mało skupiając się na faktach, dla miłośników tematu są zawsze dobrym źródłem bazowym dla dalszych poszukiwań. A jak jest w tym przypadku? 

Podoba mi się próba usystematyzowania niewyjaśnionych zjawisk. Mamy więc konkretne rozdziały: Tajemnicze Miejsca, Tajemnicze Zdarzenia, Dziwne Doniesienia, Zagadkowe Artefakty. Łatwiej dzięki temu poruszać się po książce. Można ją czytać wyrywkowo – sięgnąć akurat po ten artykuł, który przykuwa naszą uwagę. Znajdziemy tu naprawdę pokaźną kolekcję, jeśli chodzi o wszelkie zjawiska paranienormalne. Od tych starożytnych zagadek, nierozwikłanych od lat, po współczesne tajemnice. Wszystko to w całkiem przyjemnej szacie graficznej, z kolorowymi ilustracjami i oddzielnym miejscem na „Odlotowe teorie”. 

Książka na pewno przypadnie do gustu osobom, lubiącym podobną tematykę, wszystkim ciekawym świata. Autor stara się zamieszczać możliwe wyjaśnienia, ale nie zawsze jest to możliwe. Daje raczej bazę do poszukiwań, nie wyczerpuje tematu, raczej dopiero go nakreśla. W związku z dużą ilością opisanych zjawisk można się domyślić, że książka przedstawia raczej skrótowy zarys, podstawowe informacje. Jest jednak ciekawa i zdecydowanie daje do myślenia, 

Lubicie takie historie? Szukacie wyjaśnienia dla zjawisk paranienormalnych? Jesteście raczej sceptyczni? Ja wychodzę z założenia, że na pewne pytania pewnie nigdy nie poznamy odpowiedzi. Większość może jest dziełem przypadku i wymysłów. Ale może cześć z nich skrywa coś więcej... . .

„Sztuka słyszenia bicia serca” Jan-Philipp Sendker

Autor: Po drugiej stronie... dnia 09:34:00 1 komentarze




„Sztuka słyszenia bicia serca”  J.P. Sendkrea to książka, która bardzo mnie zaskoczyła, pozytywnie oczywiście. Przed lekturą nie wiedziałam o niej prawie nic, gdyż opis wydawcy jest dosyć ogólnikowy. Światowy bestseller tłumaczony na 35 języków – akurat na takie fakty spoglądam z przymrużeniem oka. Ale sięgnęłam po nią, bez właściwie szczególnych oczekiwań. I z miejsca mnie urzekła. 

Julia opuszcza Amerykę w poszukiwaniu ojca, który zniknął bez słowa. Trop wiedzie ją do Tajlandii, do Birmy, a w końcu do maleńkiej wioski o nazwie Rangun. To prawdopodobnie tam wychował się jej ojciec, ale nigdy nikomu nie opowiedział o dwudziestu pierwszych latach swojego życia. Jego przeszłość była wielką zagadką dla całej rodziny. Matka twierdziła, że ojciec nigdy jej nie kochał, a swoje serce oddał tajemniczej kobiecie z przeszłości. Po odnalezieniu w rzeczach ojca listu, adresowanego do niejakiej Mi Mi, dziewczyna rusza na poszukiwania prawdy. 

„Sztuka słyszenia bicia serca” to opowieść, jaką przed bohaterką snuje poznany w kawiarni starszy mężczyzna. Opowieść o dzieciństwie jej ojca, naznaczonym piętnem, o postrzeganiu świata za pomocą dźwięków, nie wzroku. Opowieść tak piękna i wzruszająca, o wielkim ładunku emocjonalnym. Może momentami zbyt ckliwa, ale biorąc pod uwagę jej wymiar, całkowicie mi to nie przeszkadzało. Granica pomiędzy przesadnym filozofowaniem a opowieścią moim zdaniem zostaje zachowana. Dawno nie czytałam takiej historii, o miłości totalnej, o uczuciu, które przetrwa wszystko. Piękna, bo pokazuje przyjaźń dwojga młodych ludzi, sponiewieranych przez życie. To nie jest bajka o pięknej, biednej księżniczce, która spotyka wpływowego księcia. Nie, to historia ludzi skreślonych przez społeczeństwo, odnajdujących w sobie siłę do pokonywania przeszkód. Razem można więcej. 

Nic by nie dodała, nic bym nie odjęła. Opowieść zaczyna się i kończy we właściwym momencie. Jeśli lubicie wzruszyć się nad książką, to pozycja zdecydowanie dla Was. Delikatna, poruszająca i magiczna. Warto przysiąść nad nią i zwolnić. Brakuje nam we współczesnym świecie takiego wsłuchania się w serce drugiej osoby. Dostrzegania małych rzeczy.

Polecam Wam tę wydawniczą nowość.

sobota, 16 marca 2019

"Weź się ogarnij" Pani Bukowa

Autor: Po drugiej stronie... dnia 15:45:00 1 komentarze



Znacie Panią Bukową? Ja swego czasu bardzo lubiłam sobie poprawiać humor memami z „bukowego” profilu na Facebooku, zresztą czasem jeszcze tam zaglądam. Wokół tej zabawnej postaci powstało też parę zbiorów książkowych, a w moje ręce trafił poradnik "Weź się ogarnij". Pani Bukowa i jej kontrowersyjne porady, prędzej czy później taka książeczka musiała więc powstać. Ma fajne, kieszonkowe wydanie, które zmieści się wszędzie, a szata graficzna doskonale komponuje się z tym, co znamy z internetu. 

Ta pozycja to raczej taka satyra na wszelkie poważnie traktujące o życiu poradniki, więc bardzo mi się to podoba. Myśl o sobie, zadbaj o swoją strefę komfortu i rób tak, by tobie było dobrze. Złote rady Pani Bukowej to zbiór różnych śmiesznych ćwiczeń i porad z przymrużeniem oka. Taki dziennik, w którym możemy trochę porysować czy powycinać. Już sam podtytuł „Ćwiczenia dla ogarniętych inaczej” sugeruje z jaką książeczką mamy do czynienia. Nie można brać treści tego poradnika do siebie, to raczej przedłużenie znanych z internetu memów, próba wykorzystania ich w inny sposób. 

Jak scharakteryzować tę wymyśloną postać, która wciela się jakby w autorkę poradnika? To wyzwolona, współczesna kobieta, która gdzieś ma opinię innych, a na smutki poleca dobre wino albo mnóstwo czekolady. To rodzaj leniwca – zawsze znajdzie sposób, by odwlec obowiązki i zbytnio się nie przemęczać. Trochę niezdarna, ale w tym wszystkim urocza. Taka właśnie jest Pani Bukowa, i mądrości bardzo w jej stylu można znaleźć w tym małym zeszyciku. 

Pamiętajcie, gdy ktoś będzie się Was czepiał, zawsze możecie powtórzyć za nią: „Nie śpię więcej niż inni. Po prostu śpię wolniej”. :) 

„Weź się ogarnij” to fajny pomysł na zabawny prezent :) I na poprawę humoru.

środa, 13 marca 2019

Bernard Cornwell "Wojny Wikingów" tom 3

Autor: Po drugiej stronie... dnia 18:47:00 1 komentarze


To już trzeci tom „Wojen Wikingów” Bernarda Cornwella. Kolejny raz powracamy więc do historii śmiałego Uhtreda z Bebbanburga. Akcja „Panów Północy” dzieje się bezpośrednio po wydarzeniach z poprzedniego tomu – Uhtred decyduje się opuścić króla Alfreda, którego uważa za człowieka słabego i podąża w swojej sprawie. Wydaje mu się, że ma wszystko: jest wielkim, okrytym sławą wojownikiem, który mimo młodego wieku stoczył już parę potężnych bitew i wyszedł z nich zwycięsko, zgładził też potężnego Ubbę. Coraz śmielej myśli o odzyskaniu należnych mu po ojcu ziem, pragnie zemsty na swoich wrogach. Podczas wędrówki spotyka trzymanego w niewoli duńskiego króla i po jego oswobodzeniu, decyduje mu się towarzyszyć. Niestety, choć Uhtred ma wielkie plany, kolejny raz gubi go pewność siebie. Przeznaczenie jest wszystkim. Prządki mają swój zamysł na jego los. Wielki wojownik zazna niewoli i poniżenia, kolejny raz zostanie mu odebrane wszystko. Czy pasmo nieszczęść kiedyś zostanie przerwane? 

Wciąż jestem pod wrażeniem z jaką swobodą Bernard Cornwell kreuje swój świat, ile przygód dla swoich bohaterów ma w zapasie. Co prawda trzeci tom póki co wypada nieco blado na tle dwóch pierwszych, ale to nadal wciągająca historia, która tak naprawdę dopiero się rozpoczęła – wszak Uhtred ma wciąż dopiero dwadzieścia parę lat na karku, a swoją opowieść snuje z perspektywy starca – wiemy więc, że przed nami jeszcze całkiem dużo zaskakujących splotów losu. W tej części natomiast trochę za mało było faktycznych bitew, a opisy walk są przecież specjalnością pisarza. Apetyt rośnie w miarę jedzenia i tutaj mój własny do końca nie został zaspokojony. Ale może to cisza przed burzą. 

Walka, wiara i kobiety, te trzy kategorie zdają się być głównym sensem życia Uhtreda. Trzeci tom przynosi kolejne ciekawe postaci kobiece – najpierw Hildę, byłą zakonnicę, która staje się z jednej strony towarzyszką Uhtreda, z drugiej wciąż czuje powołanie i zastanawia się nad powrotem do zakonu. Później Giselę – piękną siostrę króla Guthreda, mogącą czytać przepowiednie z run. Każda z tych kobiet pozostawia ślad na życiu wojownika, ale przeczuwamy, że na prawdziwą miłość musi jeszcze poczekać. Jaka będzie ta kolejna wybranka jego serca? Czy Uhtred kiedykolwiek zostanie usidlony już tak ostatecznie? Nie wiem, ale obserwowanie jego poczynań w tym względzie jest, z punktu widzenia czytelnika-kobiety, świetną rozrywką. 

Kończę czytać tom trzeci, wertuję ostatnie strony, wreszcie zamykam książkę. Na szczęście wiem, że to nie koniec, to tak naprawdę dopiero początek. Ta myśl dodaje otuchy. Czekam z niecierpliwością na kontynuację 😊

niedziela, 10 marca 2019

"Dziewczyna z wieży" Katherine Arden

Autor: Po drugiej stronie... dnia 09:22:00 2 komentarze


Ruska baśń, o dziewczynie odkrywającej, że widzi rzeczy i stworzenia, których nikt inny nie widzi, małych opiekunów domów, stajni czy lasu, powraca w drugim tomie pt. „Dziewczyna z wieży”. Książka po raz kolejny zachwyca już od pierwszego wejrzenia, bardzo klimatyczną okładką i tytułem. A co w środku? Wasia powraca, i chyba wszyscy za nią tęskniliśmy.

Zostawiliśmy ją w momencie, gdy musiała uciekać ze swojej wioski – jej macocha i ojciec zginęli, obarczono ją za śmierć ojca i okrzyknięto czarownicą. Wasia mogłaby pozostać w bezpiecznym świecie króla śniegów i śmierci, Morozko chce ją przy sobie, ale dziewczyna pragnie innego życia. Udaje się w drogę na swoim olbrzymim koniu, Słowiku, nie wiedząc tak naprawdę co ze sobą począć. Pod przebraniem chłopca przemierza wsie, i jak to ona, wplątuje się w nowe kłopoty, które doprowadzą ją aż na dwój Wielkiego Księcia Moskiewskiego. Tam wreszcie będzie mogła spotkać swoich bliskich: brata Saszę, cenionego mnicha i siostrę Olgę, księżną. Wspólnymi siłami będą starali się zdemaskować intrygę, knutą na dworze i uratować kolejne wioski przed napadami bandytów. 

Druga część zasadniczo różni się od tomu pierwszego. Nadal mamy tu ten niepowtarzalny zimowy klimat starej Rusi, czary, podania i legendy, ale akcja jest bardziej wartka, można powiedzieć że jest to książka przygodowa, w której naprawdę dużo się dzieje. Miło ponownie było wejść w ten świat, odnaleźć tu poznanych wcześniej bohaterów, poznać ich drugie oblicze. Moim ulubionym motywem jest dziwna zażyłość między Wasią i Morozko – za sprawą dziewczyny nieśmiertelny zaczyna odczuwać ludzkie emocje. Podoba mi się postać samej Wasi, zbuntowanej dziewczyny, której pragnienia wyprzedzają epokę – nie chce ona być potulną żoną i matką, bez prawa do własnego życia. Pragnie przygód, jest dzika i nieokiełznana, nie może nigdzie dłużej zagrzać miejsca. Nie jest idealna, jej czasem porywcze decyzje mają różne skutki, ale i tak nie sposób jej nie polubić. 

Książka podobała mi się, jednak gdybym miała ją porównywać z pierwszym tomem, chyba bardziej zachwycił mnie tamten. Dobrze jednak było znów tu wrócić, pogrążyć się w nieznanym, mrocznym świecie. Polecam Wam tę serię 😊
 

Po drugiej stronie... Copyright © 2014 Dostosowanie szablonu Salomon