środa, 29 stycznia 2020

teraz.

Autor: Po drugiej stronie... dnia stycznia 29, 2020

My, kiedyś pod tym słowem kryło się wszystko. Dziś myślisz, że dla ciebie odeszło bezpowrotnie.

Nie ma już drżenia, serce ci nie łomocze w piersi, a nogi nie uginają się na czyjś widok. Zapomniałaś, jak to jest, gdy można było cię zaskoczyć, zaczarować, posiąść. Ciebie, nie twoje ciało. Zapominają, co jest cenniejsze. Co daje lepszy efekt.
Wszystko jest zimne, powierzchowne i nie ma w tym ciebie.
Zmieniłaś się, bo wymagało tego życie.
Zapomniałaś, jak być sobą. Ty, która tylko to miałaś.
Popatrz. Miałaś wrażliwe serce i unikalną duszę. Długo trwało, zanim się otworzyłaś, ale wtedy byłaś już cała na zawsze. To było kiedyś.
Wyrzuciłaś cały pęk kluczy. Schowałaś się, nawet przed sobą.
Kim jesteś, nowa ty, i dlaczego już nic nie czujesz?
Czy on mógłby wyswobodzić cię spod okowów, którymi spętał cię ten rok? Czy dla niego to byłoby coś warte?
Myślisz – nie zasługuję, ani ja, ani oni. Myślisz, lepiej będzie, jak jest. Nie masz wyboru.
I nie chcesz tego, co jest.
I tylko wtedy, gdy zapada noc, i starasz się jeszcze nie zamykać oczu, widzisz wyraźnie, wszystko, jak nigdy przedtem, i nigdy już potem, widzisz siebie, jaką mogłabyś być, gdyby on cię nie zniszczył; widzisz swój uśmiech i nie wierzysz, że kiedyś mogłaś to robić; widzisz lekkość jakiej już dawno nie miałaś; widzisz ciepło, które dawno wygasło i nienawidzisz tego, w co się zamieniłaś. I tylko to pozwala ci przetrwać.
Konsekwencje tamtych traum są dalekosiężne.
Jesteś przezroczysta, przenika przez ciebie wszystko. Nigdy już nie będziesz się starać.
Czy można mnie uratować?


 

Po drugiej stronie... Copyright © 2014 Dostosowanie szablonu Salomon