sobota, 26 stycznia 2013

Garść opinii :)

Autor: Po drugiej stronie... dnia stycznia 26, 2013 14 komentarze

Zaniedbałam bloga, nie miałam czasu na pisanie recenzji, czytałam też trochę mniej. Przedstawiam dziś taki mały wyciąg z tych książek, które za mną, żeby mi nie uciekły.






Autor: Audrey Niffenegger
Tytuł: "Lustrzane odbicia"
Wydawnictwo: Nowa Proza
Stron:532


Po oszałamiającym sukcesie bestsellerowych "Zaklętych w czasie", Audrey Niffenegger powraca z "Lustrzanym odbiciem", niepokojącą opowieścią o skomplikowanej miłości, która trwa nawet "po drugiej stronie", tożsamości i rywalizacji pomiędzy bliźniętami.

Książka autorki "Zaklętych w czasie" przyciągnęła mnie jak magnes. Historia sióstr, bliźniaczek, będących swoimi lustrzanymi odbiciami - jeśli jedna ma pieprzyk na prawym ramieniu, druga ma go na lewym, to samo dotyczy każdego elementu ich ciała, również organów wewnętrznych. Dotąd nawet nie zastanawiałam się nad tym, ale okazuje się, że faktycznie na świecie żyją ludzie z dekstrokardią, czyli lustrzanym odwróceniem trzewi.

Młode siostry sprowadzają się do domu, który otrzymują w spadku po zmarłej ciotce. To bliźniacza siostra ich matki, jednak kobiety przez lata nie utrzymywały ze sobą kontaktu. Dlaczego? Wszystko pięknie, jednak w miarę jak akcja książki posuwała się do przodu było coraz gorzej. Wątek spirytystyczny i cuda wyprawiane przez ducha ciotki dziewczynek, a także wszystko to, co zaczęło dziać się później... Zakończenie totalnie zniechęciło mnie do tej pozycji i odebrało resztki pozytywnych wrażeń. Książkę "męczyłam" dosyć długo. Szkoda, że autorka nie pociągnęła bardziej tematu relacji między bliźniętami, bo zapowiadał się całkiem interesująco. Plusem natomiast są sylwetki bohaterów. Julia i Valentina - na pierwszy rzut oka identyczne, jednak wewnętrznie tak róże. Robert, pogrążony w miłości, o której nie pozwala zapomnieć nawet śmierć ukochanej. Martin, borykający się z nerwicą natręctw, nie potrafiący nawet wyjść z domu. I inni...
Oceniam jako średnią, wydaje mi się zbyt nadmuchana.







Autor: Olga Tokarczuk
Tytuł: Prowadź swój pług przez kości umarłych
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Stron:318


Akcja rozgrywa się w Kotlinie Kłodzkiej. Główną bohaterką jest Janina Duszejko – kiedyś inżynier mostów, dziś wiejska nauczycielka angielskiego, geografii i dozorczyni domów letniskowych. Jej pasją jest astrologia, a wielką miłością wszelkie zwierzęta. Gdy dzieje im się krzywda, Janina staje w ich obronie i upomina się o szacunek dla nich. Jak łatwo przewidzieć, nikt nie przejmuje się kobietą, która uważa, że świat jest odbiciem tego, co zapisane w gwiazdach, a w wolnych chwilach czyta Williama Blake’a.

Zdolna pani Tokarczuk. I czy trzeba mówić coś więcej? Żałuję, że książka trochę przeleżała na moim regale - z opisu wynikało, że mam do czynienia z kryminałem, więc nie mając chwilowo ochoty na ten gatunek, odwlekałam... A potem wsiąkłam bez reszty, po paru stronach. Czyta się rewelacyjnie. Ten styl, ten język, ten klimat. I jeszcze niecodziennie czarno-białe grafiki, pojawiające się co kilka stron. Książka bardzo ładnie i starannie wydana. Opowiada historię kobiety niezwykle wrażliwej na dobro zwierząt. Czy to prawda, że leśne stworzenia wzięły odwet na kłusownikach? Czy kolejne zabójstwa w wiosce są wynikiem ich zemsty? Nikt nie słucha obłąkanej - zdawałoby się - kobiety. Jednak ona odkrywa ślady zwierząt na miejscu każdej zbrodni. Zagadkę możemy poznać jeszcze przed końcem, wystarczy uważnie obserwować rozwój wypadków. Książka bardzo mi się podobała. Na pewno świetny prezent dla znajomych ekologów, wegetarianów, astrologów i wszystkich wrażliwych na dobro natury :)







Autor: Jodi Picoult
Tytuł: W naszym domu
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Stron: 694


Kiedy twoje dziecko nie jest w stanie spojrzeć ci w oczy, czy oznacza to, że jest winne najgorszej zbrodni? Nastoletni Jacob Hunt cierpi na zespół Aspergera, czyli łagodną postać autyzmu. Nie umie czytać sygnałów społecznych ani wyrażać swoich myśli i uczuć. Na pierwszy rzut oka to zupełnie normalny, inteligentny i elokwentny chłopak, jednak każde odstępstwo od codziennej rutyny, każda zmiana w ustalonym porządku dnia może wytrącić go z równowagi. Nieważne, czy chodzi o zbyt jasne światło, dotyk obcej osoby, szelest zgniatanego papieru, pomarańczowy kolor, czy nieodpowiednią konsystencję płatków śniadaniowych z mlekiem – Jacob potrafi wpaść w furię z byle powodu. Ma też, jak wielu młodych ludzi z zespołem Aspergera, obsesyjne zamiłowanie do jednej, specjalistycznej dziedziny – w jego przypadku jest to analiza kryminalistyczna. Chłopak pojawia się w miejscach, gdzie policja prowadzi śledztwo, instruuje detektywów, co należy robić… a do tego najczęściej ma rację. Gdy policja znajduje zwłoki jego prywatnej instruktorki umiejętności społecznych, Jacob sam staje się obiektem zainteresowania detektywów. Wszystkie charakterystyczne cechy zespołu Aspergera: unikanie kontaktu wzrokowego, impulsywność, dystans fizyczny, w oczach policjantów mogą być równoznaczne z przyznaniem się do winy. Jacob niespodziewanie zostaje oskarżony o morderstwo

Kolejna książka pani Picoult. Chyba muszę odpocząć od tej autorki, gdyż pewne elementy konstrukcji jej opowieści są już zbyt powtarzalne. Od samego początku wiadomo - przynajmniej tak mi się wydaje, rozwiązanie było przecież nakreślone gdzieś między wierszami - co naprawdę przydarzyło się nauczycielce Jacoba. Jednak zakłócenia komunikacyjne sprawiają, że chłopak zostaje oskarżony o morderstwo a pętla na jego szyi zaciska się coraz bardziej. Brak tu szczerych rozmów, brak konkretnych pytań, brak zaufania. Łatwiej zamknąć się w sobie i w milczeniu obserwować zatrważający bieg wydarzeń. Bohaterowie, jak zawsze u Picoult, przedstawieni bardzo realistycznie i drobiazgowo. Fabuła również precyzyjnie nakreślona, ze wszystkimi prawniczymi smaczkami w tle. Jednak coś w tej książce "nie gra", brakuje tu już polotu, świeżości. To wszystko już gdzieś było, w innych książkach autorki, tylko trochę inaczej ujęte.







Autor: Michel Houellebecq
Tytuł: Poszerzenie pola walki
Wydawnictwo:W.A.B.
Stron:172



Ta powieść Houellebecqa jest przewrotna: opowiada o nudnym życiu zwyczajnego trzydziestolatka w poruszający i szokujący sposób. Jej ładunek emocjonalny przyciąga i zdobywa czytelników.Bohaterem książki jest informatyk, zupełnie przeciętny przedstawiciel swojego pokolenia: dobrze sytuowany, pracuje dla wielkiej korporacji, chociaż praca nie daje mu satysfakcji. W jego życiu prywatnym też jest nudno. Bohater nie ma rodziny, nie jest zakochany. Seks ogranicza się do masturbacji i agresywnych fantazji erotycznych. Znajomych poznaje tylko w pracy. Wszechogarniająca nuda i frustracja powodują, że namawia kolegę do morderstwa.

Książki lepiej nie czytać, gdy mamy gorsze dni - będzie jeszcze gorzej. Pesymistyczna - to najtreściwsze słowo, którym można by ją opisać. Opowiada historię życia skwaszonego, pozbawionego złudzeń, idei człowieka, którego trapi nuda, melancholia, brak. Nasz bohater zwięźle i bez zbędnych refleksji opowiada o nękającym go bólu. Ni użala się, a raczej relacjonuje na sucho. Tym przeraźliwsza dla czytelnika jest jego tęsknota - wszechobecna, spozierająca z każdej strony. Jego życie jest przestrogą - próżnia, w jaką wpadł, zgorzknienie i zrezygnowanie, jakie przejęły kontrolę nad jego życiem. Nie chcemy się z nim utożsamiać, nie chcemy pozostawać w tym świecie na dłużej. Książkę odkłada się z westchnieniem ulgi. Chce się od niej uciec, wyrwać z tej szarej, monotonnej rzeczywistości. Na pewno nie jest łatwa w odbiorze i pozostawia z uczuciem ściśniętego gardła. Mówi się, że to najsłabsza z książek cenionego autora, jego debiut. Może właśnie z tego powodu nie warto się zrażać, gdyż książka raczej nie porywa. Jednak chłodny, wyważony styl pisarza daje gwarancję, że kolejne próby mogą okazać się pomyślniejsze.

piątek, 14 grudnia 2012

J. K. Rowling: "Trafny wybór"

Autor: Po drugiej stronie... dnia grudnia 14, 2012 31 komentarze


Autor: J. K. Rowling
Tytuł: "Trafny wybór"
Wydawnictwo: Znak
Stron: 512


J. K. Rowling to dziś chyba najbardziej rozpoznawalna współczesna pisarka. Jej nazwisko od razu wywołuje jedno skojarzenie - matka "Harry'ego Pottera", cyklu dla dzieci, który swego czasu wywrócił rynek wydawniczy do góry nogami. Fenomen, który udowodnił, że można oderwać dzieci i młodzież od komputerów, dając im książkę. Ba, że na pisaniu wciąż jeszcze można zarobić. Po wydaniu siedmiu tomów cyklu i kilku dodatkach do serii, Rowling zamilkła. Nie musiała już więcej pisać. "Harry Potter" przyniósł jej niewyobrażalne bogactwo. A jednak obserwujemy właśnie medialny szum wokół jej najnowszej powieści.

Jej życie przypomina współczesną opowieść o Kopciuszku. Rowling zawsze chciała pisać, ale gdy już stworzyła świat Hogwartu, kilka lat zmagała się z próbą wydania pierwszego tomu "Harry'ego". Nie porzuciła jednak swojego marzenia, a książka zrobiła furorę. Jej życie osobiste również nie należało do udanych. Pierwsze małżeństwo, z którego ma córkę, zakończyło się szybkim rozwodem. Mąż pisarki znęcał się nad nią, a awantury czasem kończyły się ucieczką Rowling z domu z maleńkim dzieckiem. Los jednak bywa łaskawy. Dziś pisarka jest jedną z najbogatszych kobiet w Wielkiej Brytanii. A może i na świecie...

"Trafny wybór" (z oryginału "Tymczasowy wakat") jest pierwszą powieścią Rowling dla dorosłych. Przynajmniej tak się ją określa, choć nie do końca się z tym zgadzam. Owszem, powieść zdecydowanie różni się od opowieści o małym czarodzieju, zarówno tematyką, jak i językiem, jednak wydaje mi się, że ze względu na kontrowersje, jakie wprowadza, najlepszymi jej odbiorcami jest starsza młodzież odraz osoby w wieku 20-30 lat. Oczywiście, starsi również mogą ją czytać a nawet być bardzo zadowoleni z lektury (o czym za chwilę), jednak wydaje mi się, że grupa docelowa usytuowana jest właśnie w tym przedziale.

Barry nie żyje. Śmierć członka rady kładzie się cieniem na wszystkich mieszkańców Pagford. Leniwie na światło dzienne zaczynają wychodzić wewnętrzne konflikty, tajemnice, niesnaski i chęć przejęcia władzy. Jedni wspominają najszlachetniejszego mieszkańca miasteczka z tkliwością i sentymentem. Inni już zacierają ręce w walce o jego stołek. Są tacy, którzy tracą nadzieję na poprawę swojego losu, bo wiązali ją z jego osobą. Jeszcze inni obserwują to wszystko z boku, wyciągając własne wnioski. Jedna śmierć, mająca dalekosiężne konsekwencje. Pagford nie będzie już nigdy takie, jak przedtem.



Nie chcę powtarzać wniosków, które nasunęły się już wielu recenzentom. "Trany wybór" rzeczywiście jest napisaną z rozmachem panoramą współczesnego miasteczka, bardzo uniwersalną. Portrety bohaterów wręcz zachwycają, są oddane z dużą wrażliwością i drobiazgowością. Język jest niezwykle plastyczny. Rowling nareszcie pokazuje, że potrafi też pisać dojrzale, kunsztownie, zagłębiać się w psychologię postaci. To chyba jeden z głównych zarzutów stawianych "Harry'emu" - tam język był prosty, dynamiczny, wydarzenie goniło wydarzenie, brakowało opisów i refleksji. Tu wprost odwrotnie. Nasi bohaterowie głównie... myślą - poznajemy ich rozterki, dylematy, które nimi miotają, ich najciemniejsze strony. A akcja? Gdzieś się zatraca. W odróżnieniu do klasycznych powieści, w "Trafnym wyborze" właściwie nie wyczekuje się na finał. Nie ma tu postawionego problemu, który wymaga rozwiązania. Pojawia się wiele pomniejszych znaków zapytania, wyłaniających się z historii poszczególnych osób. Każdy z bohaterów ma swój życiorys, swój rozkład dnia, swoje cechy charakterystyczne, pragnienia i dążenia. To wokół nich Rowling osnuwa cieniutką nić fabuły, której głównym założeniem jest wyłonienie następcy po Barrym. Ale mnogość wątków i postaci sprawia, że zatrzymujemy się na innych scenach, że żyjemy z wybraną przez siebie postacią i to na jej losach się skupiamy.

"Trafny wybór" przeczytałam w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki. 12 grudnia kluby w całym kraju spotkały się, by w tym samym czasie dyskutować o debiucie Rowling dla dorosłych. A wszystko to dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak i Instytutu Książki. Pierwszy raz uczestniczyłam w takim spotkaniu i jestem pod ogromnym wrażeniem. Dzięki temu mogę podzielić się nie tylko moimi wrażeniami z lektury, ale również reszty uczestników dyskusji.

Zdania na temat książki są podzielone. Jedno jest pewne - gdyby nie nazwisko Rowling powieść mogłaby przejść bez echa. Nie jest ona niczym nowym, nie stanowi przełomu. Wielka kampania marketingowa sprawiła jednak, że na "Trafny wybór" natykamy się wszędzie. Czy to źle? Nie wiem. Nawet jeśli nie jest to powieść wybitna, na pewno też nie jest zła. Rowling chciała pokazać coś innego i udało jej się. Choć świat, jaki stworzyła, wręcz kipi od frustracji, pozorów, złości, niespełnienia i brudu, wywołuje żywe emocje. Podczas naszego spotkania pojawiły się głosy zarówno za jak i przeciw. Niektóre panie były wręcz urzeczone powieścią i jej bohaterami. Podobało mi się to jak można opowiadać o przeczytanej książce, jak się nią emocjonować. Pojawiły się też głosy, że książka jest nudna, że język jest zbyt wulgarny, wydarzenia dołujące, czasem wręcz obrzydliwe. Myślę, że Pagford to takie miasteczko ukazane trochę w krzywym zwierciadle, przerysowane. Skumulowano w nim tyle zazdrości, podejrzliwości, cierpienia i zła, że trzeba do lektury odpowiednio się przygotować, wybrać właściwy czas. Nie będzie różowo. Nie będzie wesoło, choć tyle mówi się o autoironii autorki i czarnym humorze. Nie, ja tego humoru tu po prostu nie widzę. To miasteczko jest złe. Nie chcielibyśmy w nim zamieszkać. Każdy bohater ma jakąś skazę. Wydaje się, że jedynym aniołem był nieżyjący Barry. Stawia się go na piedestale, urasta do rangi symbolu ideału. Ale może właśnie dlatego, że już nie żyje i nie możemy poznać jego prawdziwego oblicza. Przecież tu każdy skrywa swoje grzeszki... A jednak, zło bywa pociągające. Dlatego czytamy dalej.



Mogłabym dużo mówić o bohaterach tej powieści. Początkowo miałam problem z połapaniem się kto jest kim, ze względu na ich mnogość, jednak Rowling zawsze wplata w tekst jakieś szczegóły, przyspieszające identyfikację. Plus za ogromną staranność i drobiazgowość w kreowaniu postaci. Za ich niepowtarzalność i oryginalność. To naprawdę coś. I chociaż ich losy są dramatyczne, ich przewinienia drastyczne, chyba każdy znajdzie coś z siebie w którymś z tych bohaterów. Autorka chciała chyba rozprawić się ze swoimi traumatycznymi doświadczeniami, ze środowiskiem, w którym się wychowała, z pierwszym nieszczęśliwym małżeństwem. Stad tyle bólu i niesprawiedliwości. Obserwując, jak życiorysy poszczególnych bohaterów splatają się ze sobą, czekamy na tragiczny finał. I on nadchodzi...

Książkę polecam, mając w pamięci wszystkie jej wady i zalety. Wydaje mi się, że każdy fan "Harry'ego" powinien zmierzyć się z "doroślejszą" wersją Rowling. Książka na pewno nie dorównała magicznemu cyklowi, ale nie takie było jej zadanie. Pokazała raczej, że Rowling nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Że jej wyobraźnia jest nieposkromiona.

Ocena: 4/6
Pozdrowienia dla wszystkich uczestników spotkania DKK!

Żałuję, że nie byłam w stanie oddać w recenzji wszystkich myśli, jakie pojawiły się podczas dyskusji, ale bardzo się starałam.

niedziela, 2 grudnia 2012

Jacek Hugo-Bader: "Biała gorączka"

Autor: Po drugiej stronie... dnia grudnia 02, 2012 6 komentarze
Autor: Jacek Hugo-Bader
Tytuł: "Biała gorączka"
Wydawnictwo: Czarne
Audiobook



W październiku miałam przyjemność brać udział w spotkaniu autorskim z Jackiem Hugo-Baderem, dziennikarzem i reportażystą. Przed spotkaniem, chcąc nadrobić "na szybko" jego publikacje, sięgnęłam po audiobook "Białej gorączki". Książka jest zapisem podróży autora do ZSRR w 1991 i 1992 roku. Tytułowa biała gorączka to ni mniej, ni więcej efekt długiego ciągu alkoholowego, delirium, objawiające się halucynacjami i agresją. Schorzenie to nęka ludzi, z którymi spotyka się Hugo-Bader w Rosji, których poznaje, z którymi prowadzi rozmowy, zgłębia ich biografie, słucha, a potem tworzy unikalne portrety. I właśnie z takich ludzkich biografii składa się ta książka. Z historii trudnych, dołujących, pokazujących najciemniejsze zakamarki ludzkiej duszy. Dziennikarz bohaterami swoich reportaży czyni ludzi, którzy przegrali swoje życie. Ludzi uzależnionych od alkoholu, narkotyków, seksu. Alkoholików, ćpunów, bezdomnych, ludzi z marginesu, zarażonych HIV/AIDS. Oddaje im głos. A oni, wbrew pozorom, mają o czym opowiadać...

Jacek Hugo-Bader jest człowiekiem niezwykłym. Przede wszystkim całkowicie oddanym swojej pracy i co najważniejsze - kochającym ją. Spotkanie z nim udowodniło to dobitnie. Cieszę się, że mogłam posłuchać jego opowieści, a wszyscy ci, którzy również mieli z nim styczność, na pewno potwierdzą moje słowa. Hugo-Bader to mistrz gawędziarstwa, człowiek, który swoimi opowieściami wyczarowuje inne światy. I choć pisze o ludzkich dramatach, mimo wszystko oddaje swoim bohaterom hołd, kimkolwiek by oni nie byli. Potrafi poświęcić się na tyle, by stać się jednym z nich. Dziennikarz np. pisząc o bezdomnych porzucił dom i wygodę, wybierając życie na ulicy. Bo, jak uważa, tylko wtedy można pisać prawdziwie, gdy do cna pozna się świat ludzi, o których chce się mówić.

Miałam okazję wysłuchać audiobooka czytanego przez samego autora. Jednak przyznaję od razu, że nie dałam rady wysłuchać go w całości, dlatego niewiele mogę powiedzieć o "Białej gorączce". Specyfika tych reportaży nie do końca pozwala odnaleźć się w tekście czytanym. Krótkie rozdziały czy podrozdziały, sygnalizowane jednowyrazowym tytułem, za bardzo zlewały się w monologu autora, także zbyt często gubiłam wątek. I choć Bader jest mistrzem opowiadania, podczas czytania zatraciła się gdzieś jego spontaniczność, świeżość, naturalność. Na pewno wrócę do tej książki w wersji tradycyjnej, niestety audiobook jak dla mnie był nie do przejścia.

Jacek Hugo-Bader jest dziennikarzem z dużą wrażliwością, a przy tym bardzo pracowitym, dociekliwym, z pasją i świetnym zmysłem obserwacyjnym. Całkowicie poświęca się swojej pracy i czytając/słuchając jego reportaże można poczuć, jak bardzo ważne jest dla niego to, co robi. Nie boi się mówić o tym, co brudne, gorzkie czy odpychające. Warto.



Za egzemplarz recenzyjny dziękuję

wtorek, 20 listopada 2012

Sharon Creech: "Dwa obroty księżyca"

Autor: Po drugiej stronie... dnia listopada 20, 2012 7 komentarze





Autor: Sharon Creech
Tytuł: "Dwa obroty księżyca"
Wydawnictwo: Novus Orbis
Stron: 206




Kiedy byłam na poziomie podstawówka/gimnazjum zaczytywałam się w "Jeżycjadzie" M. Musierowicz, "Panu Samochodziku" Z. Nienackiego czy "Krainie kolorów" B. Ostrowickiej. Z sentymentem wspominam dziś te serie, które choć ciągle cieszą się popularnością, powoli - zdaje się - odchodzą do lamusa. Teraz młodzi zaczytują się w paranormal romance, wszystkich tych "zmierzchopodobnych" tworach. Nijakie, zakompleksione dziewczyny rozkwitają u boku przystojnych, błyskotliwych facetów innej rasy. Cóż, może taka jest kolej rzeczy... Ostatnio przypomniałam sobie o jeszcze jednej perełce z lat dziecinnych i udało mi się wrócić do tej książki. Chciałabym dziś napisać kilka słów o "Dwóch obrotach księżyca" S. Creech.

"Nie osądzaj drugiego człowieka, dopóki nie pochodzisz w jego mokasynach przez dwa obroty księżyca". Liścik z ową frapującą sentencją znajdują dwie przyjaciółki - Salamanka i Phoebe - na progu domu jednej z nich. Kolejne wiadomości zaczynają przychodzić regularnie, zawierając niemniej enigmatyczne treści. To nie wszystkie osobliwości, jakie czekają na dziewczynki. Salamanka stara się przystosować do nowego miejsca, po wymuszonej przez ojca przeprowadzce. Dziewczynka, która dotąd wychowywała się na wsi, w dużym gospodarstwie, czuje się w mieście odcięta od natury. Jednak tak trzeba. Dom przypominał im mamę, która odeszła... Salamanka stopniowo poznaje rodziny swoich kolegów ze szkoły, wchodzi w ich domy, obserwuje. Widzi to, czego oni nie zauważają. Tym silniej odczuwa brak matki i postanawia wyruszyć w podróż jej śladami. Wierzy, że to jedyny sposób, aby wróciła...

Trudno w kilku zdaniach oddać o czym jest ta książka. Przede wszystkim mieści w sobie ogromne pokłady wzruszeń. To było niesamowite uczucie - przypomnieć sobie po latach całe fragmenty, odnaleźć te ulubione, wciąż przechowywane w pamięci, wzruszać się na nowo. Książka jest dobra dla dzieci i młodzieży, ale mogą do niej zajrzeć także dorośli. Mnie powaliła na kolana kolejny raz. Może nie była już tak zaskakująca i świeża jak przy pierwszym czytaniu, ale nadal się broni.

"Dwa obroty księżyca" to opowieść o wielkiej podróży, mającej przynieść ulgę i zrozumienie. To próba zmierzenia się z samym sobą i z przerastającymi nas doświadczeniami. Odbudowywanie rozsypanego domku z kart. To mądra powieść, która uwrażliwia na świat innych. Pomaga zobaczyć to, co w codziennym pędzie gdzieś nam umyka. Wczuć się w drugiego człowieka, w jego sytuację. A przy tym to piękna historia o dorastaniu, o przyjaźniach, pierwszych miłościach. O silnej więzi rodzinnej. I o rozdźwiękach, które prędzej czy później wypływają w każdym związku. Nie brakuje tu też dziecięcego humoru i wyobraźni, prowadzących do nieprawdopodobnych sytuacji. Każdy - czy to dorosły, czy dziecko, czy nastolatek - powinien znaleźć tu naukę dla siebie.

Oby więcej takich książek.

Książkę znalazłam na allegro. Na pewno jest też w bibliotekach.

Ocena: 5/6

środa, 14 listopada 2012

Perihan Magden: "Przed kim uciekamy, Mamo?"

Autor: Po drugiej stronie... dnia listopada 14, 2012 11 komentarze




Autor:
Perihan Magden
Tytuł: "Przed kim uciekamy, Mamo?"
Wydawnictwo: Świat Książki
Stron: 224




Kim są: dziwna, nerwowa kobieta i jej piękna, może trzynastoletnia córka, jakby celowo ubierana tak, by wyglądać na młodszą? Z jakiego powodu muszą ciągle zmieniać kraje i hotele? Dlaczego podróżują bez bagażu, za każdym razem kupując ubrania i zabawki, które potem zostawiają? Jacy „oni” rzekomo je ścigają? Czego tak bardzo boi się jej matka? Co zdarzyło się w przeszłości? Wstrząsające studium paranoi, wyobcowania i toksycznych stosunków matki z córką. Intrygująca forma: oto prosta, opowiedziana na dziecięcy sposób historia dziewczynki bezgranicznie wpatrzonej w ukochaną mamusię...


Historia opowiedziana z punktu widzenia dziewczynki, właściwie nastolatki, jednak wskutek surowego wychowania i trzymania bohaterki pod kloszem, mamy wrażenie, że przemawia do nas osoba dużo młodsza. Ograniczona, dziecinna, naiwna, może nawet opóźniona? Dziewczyna od chwili narodzin żyje w odosobnieniu. Matka izoluje ją od innych ludzi, ma na nią oko, kontroluje jej kontakty z otoczeniem. Podobno to dla jej dobra. Kobiety przecież wciąż przed czymś uciekają, grozi im niebezpieczeństwo, nie mogą nigdzie zagrzać miejsca. Dziewczyna ślepo podąża za matką, tułając się od jednego hotelu do drugiego. Jej życie to nieustanna podróż. Pytania "Przed kim uciekamy, Mamo?", pozostają bez odpowiedzi. Jak również te o ojca, o to skąd pochodzą ich pieniądze na życie, o babcię, o dzieciństwo matki, o tajemniczych "ich", którzy je ścigają. Pętla się zaciska.

Książka jest dotkliwą analizą paranoi. Pokazuje niszczycielską moc choroby, która wywiera druzgocący wpływ nie tylko na matkę, ale przede wszystkim na jej córkę. Dziewczyna nie zna innego życia i nie zdaje sobie sprawy z tego, że największe niebezpieczeństwo wiąże się z najbliższą osobą. Kobiety są razem, są Jednością, nie dopuszczają do siebie nikogo z zewnątrz. Ta toksyczna więź nie może doprowadzić do niczego dobrego.

Pomimo, że w finale powieści wiemy niewiele więcej niż na początku, warto sięgnąć po tę pozycję. Choć pisana jest oszczędnym językiem, choć irytuje powtórzeniami (charakterystyczna konstrukcja niemal każdego akapitu, paralelna budowa zdań - szybko można przywyknąć), wszystkie te zabiegi mają swój sens. Bardzo ważna jest też baśń o jelonku Bambi, idealnie wkomponowana w całość. Pozostajemy z mnóstwem pytań i niedomówień.

Książka rzuca trochę światła na problem chorób psychicznych. Uświadamia jak wielkim zagrożeniem mogą być osoby pozostawione bez opieki, nie zdające sobie sprawy z włąsnej ułomności, zatruwające życie najbliższym. Poruszająca, aczkolwiek bardzo surowa w formie.



Ocena: 3/6

niedziela, 11 listopada 2012

Markus Zusak: "Złodziejka książek"

Autor: Po drugiej stronie... dnia listopada 11, 2012 27 komentarze





Autor: Markus Zusak
Tytuł: "Złodziejka książek"
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Stron: 496






Opasłe tomisko, a w środku historia tak delikatna, wzruszająca, niebagatelna. Na „Złodziejkę książek” M. Zusak’a polowałam jakiś czas. Historia osieroconej dziewczynki, Niemki, która znajduje schronienie w domu przybranych rodziców rozgrywa się na tle II wojny światowej. Holokaust, odmienność, wojna, utrata, bieda, wybory, miłość, przyjaźń i śmierć… To tylko niektóre z fundamentalnych tematów tej niezwykłej opowieści. Mimo, że główną bohaterką opowieści jest dziesięcioletnia dziewczynka, co mogłoby sugerować adresowanie „Złodziejki…” do osób młodszych, autor nie bał się poruszyć tematów tabu. Napisał powieść, z której dorośli mogą czerpać moc mądrości. Jednocześnie na tyle wysublimowaną, że nie powinniśmy bać się dawać jej dzieciom. Gdyż one też, prędzej czy później, poznają historię, będą się uczyć, zaczną zadawać pytania. Gdy ciężko jest udzielić odpowiedzi, gdy sami nie wiemy jak mówić o okropnościach wojny, o rządach Hitlera i piekle, w jakie zamienił się wtedy świat, „Złodziejka książek” jest pomostem, wspierającym nas w tych podróżach. Książka, a przynajmniej jej fragmenty, powinna się znaleźć w kanonie lektur.

Co niesłychane - narratorem tej opowieści jest… Śmierć. Nie okrutna postać rozkładającego się ciała, zakapturzona i z naostrzoną kosą w ręku, ale Śmierć wypełniająca sumiennie swe zadanie, przybywającą w momencie końca, zabierająca zlęknione dusze do nowego miejsca. Śmierć obserwuje ludzkość i niedowierza. Nie rozumie, tego, co się dzieje. Jest zapracowana, jednego dnia zbiera setki, tysiące dusz. Prowadzi je tam, gdzie mogą zaznać spokoju. Kocha kolory. Potrzebuje wakacji. A przy tym ma jeszcze dość energii, by opowiedzieć nam o pewnej dziewczynce… Nie brak jej dystansu do siebie, autoironii. Nie przejmuje się konwencją (zdarza się jej zdradzić zakończenie rozdziału już na samym wstępie). Śmierć czyni też komentarze-dygresje, pojawiające się co kilka stron, wydzielone w tekście - dzięki czemu książkę czyta się szybciej. Nie brakuje jej humoru. Bo jak tu się nie uśmiechnąć na wyznanie Śmierci, że czuje się prześladowana przez ludzi? :)

Śmierć to wnikliwy obserwator. Jej losy w paru punktach splatają się ze ścieżką Liesel. Po latach, dzięki odnalezionemu dziennikowi dziewczynki, Śmierć odtwarza nam jej historię. To opowieść o dziecku, które poznało wagę słów. Pokochało je – wiążąc swoje życie z opowieściami, z książkami, z nauką. Zawdzięczając im życie. Ale również obserwując jak bardzo słowa mogą ranić, ile złego wyrządzić, jak porwać tłum i poprowadzić go w przepaść.

To książka o miłości do słów, a więc czyniąca z nich najlepszy pożytek. Nie jest przesadzona czy ckliwa. Momentami bywa okrutna, by zaraz potem zachwycić nas swym blaskiem. Wojna jest tłem tej opowieści, ale historia nie koncentruje się na niej. Nikt tu nie ma żalu do Boga, nikt nie pyta: dlaczego to na nas spada. Ludzie potrafią sobie pomagać. Łączą ich niesamowite więzi. Przez to powieść staje się uniwersalna. Może opowiadać o losach dowolnej grupy, połączonej traumą, starającej się ze wszystkich sił przetrwać.

„Złodziejka książek” jest książką, którą trudno z czymkolwiek porównywać. Zusak pokusił się na odważny eksperyment – pokazał nam wojnę z punktu widzenia Niemców, ba, dziecka, co więcej – oddał głos rozumnej Śmierci. Efekt jest zadziwiająco udany. A cała historia, mimo że trudna i kontrowersyjna, ma w sobie jakiś niewysłowiony czar. Jest piękna.



Ocena: 6/6
 

Po drugiej stronie... Copyright © 2014 Dostosowanie szablonu Salomon