czwartek, 2 marca 2017

Żeby wygrać, trzeba grać... :)

Długo nosiłam się ze zmianą tematyki bloga, tzn. wzbogaceniem jej o nowe elementy. Nie zliczę, o ilu przeczytanych książkach nawet nie wspomniałam w ciągu ostatnich miesięcy, ile seriali pochłonęłam - a czasem aż trudno przypomnieć mi sobie ich tytuły, i jakie nowe pasje mnie wciągnęły. Nie sądzę, że to kiedyś nadrobię, choć kto wie. Spędzam przed komputerem tyle godzin w pracy - i to przed dwoma monitorami naraz - że powtarzanie tego w domu, ślęczenie przed komputerem totalnie mija się dla mnie z celem. Jestem jak wyzuyta ze wszystkiego, jedyne na co mam ochotę to położyć się i odpocząć - to straszne, ale póki co, i wydaje się że szybko się to nie zmieni, moja praca potrafi wycisnąć ze mnie całą energię. Rzadko trafiam na coś, co potrafi dać mi zastrzyk i na chwilę przywrócić dawne samopoczucie. Oczywiście można mówić, że jeżeli coś jest trudne, po co w to brnąć, ale żeby żyć, trzeba zarabiać... No mniejsza z tym.

Wspomniałam ostatnio o panelach z ankietami, które obok brania udziału w różnych kampaniach, dają mi jakiś fajny zastrzyk motywacji i adrenaliny. Trzecią taką sprawą są... konkursy. Bo tak proszę państwa, żeby wygrać, trzeba grać, jak głosi tytuł dzisiejszej notki. I ja mniej więcej tak w listopadzie zeszłego roku dołączyłam do zacnego grona graczy. Oczywiście, gdzieś na tym niższym progu, bo nie mówię tu o atrakcjach typu Lotto czy innych konkursach, gdzie mowa o naprawdę dużych wygranych, ale o takich małych konkursikach, dostępnych dla każdego szaraczka, gdzie zwykle nie trzeba robić nic wielkiego poza napisaniem paru zdań albo polubieniem paru profili :)

Oczywiście robię to gdzieś pomiędzy obowiązkami, więc nie wykorzystuję w pełni potencjału, który takie konkursy dają - znam osoby, które wygrywają coś po parę razy w tygodniu i są to naprawdę fajne, wartościowe nagrody. U mnie bywa różnie, ale przyznam, że każda, nawet najmniejsza drobnostka jakoś tak cieszy. Uczucie rozpakowywania paczki jest jedyne w swoim rodzaju. Poza tym lubię przekazywać nagrody dalej, dzielić się nimi z bliskimi. Od dłuższego czasu robiłam fotki tego, co do mnie przychodziło z myślą, że kiedyś poopowiadam o tym na blogu, ale kupka rosła, a ja nie miałam czasu na pisanie... Dlatego w końcu zebrałam wszystko i może się wydawać, że to jakiś nieprawdopdoobny wysyp, ale tak naprawdę wystarczy od czasu do czasu wziąć w czymś udział, by przez parę miesięcy zebrać np. takie trofea :)

Świąteczna loteria z Tyskie. Zestaw poleciał do mojego brata, gdy odwiedzałam rodzinkę na święta.


Kawa za Marzenie z Jacobs. Nie udało się wygrać głównej nagrody, jaką było spełnienie marzenia, ale nagrody pocieszenia też były niczego sobie :)



Konkurs z bloga, szampon i odżywka właśnie mi się kończą, a szkoda. Nagroda była naprawdę świetna - kosmetyki zapakowane w cudne pudełko. Elegancko, z klasą.  Uwielbiam takie niespodzianki.


Rzadko biorę udział w konkursach, gdzie do wygrania są książki, bo staram się ich już nie kolekcjonować - z braku miejsca.. Przerzuciłam się na czytnik - o tym jeszcze będę pisać. Ale czasem coś się zdatzy, jak ta książka od Radio Wawa.


 Malutka gąbeczka do twarzy z glinką :)


Bon na stronkę Super Prezenty - niedługo chyba wykorzystam w końcu :)

Zestaw kosmetyków z konkursu na Fb od Uzdrowisko Ciechocinek - bardzo fajny :)

Komin z Lays - konkurs chyba wciąż jeszcze trwa, a to nagroda II stopnia. Zima co prawda się kończy, ale szalik jest naprawde dobrej jakości oi posłuży mi za rok, jestem pewna :)


Wkrótce pojawi się kolejny podobny wpis, gdyż mam jeszcze kilka zdjęć nagród w zanadrzu. Nie mam tu na celu robienia komuś przykrości czy przesadnego chwalenia się, ale po prostu chciałam Wam pokazać, że to naprawdę nic trudnego, a ludzie faktycznie wygrywają. Sama kiedyś w to raczej powątpiewałam.

A może sami jesteście konkursowymi wyjadaczami i macie na swoim koncie jakieś fajne wygrane konkursy? Pochwalcie się w komentarzach :)

2 komentarze: