niedziela, 28 czerwca 2015

Jasper Jones, Pierwszych piętnaście żywotów Harry'ego Augusta, Osobliwy dom pani Peregrine


Craig Silvey
„Jasper Jones”
Rebis, 400 str.

Książka, którą osobiście umieszczam pomiędzy moimi ulubionymi tytułami tj. „Buszujący w zbożu”; „Wszechświat kontra Alex Wood”, „Magiczne lata”. Główny bohater ma podobną wrażliwość, świadomość świata, zmysł obserwacji i dobre, podatne serce. Uwielbiam takie opowieści. 
 
Trzynastoletni Charlie pewnej nocy zostaje obudzony i wyciągnięty z domu przez Jaspera, miejscowego rozrabiakę. Dla Charliego chłopak jest jak największy autorytet, kwintesencja snów, pragnień i życzeń. Teraz połączy ich mroczny sekret – odkrywają ciało młodej dziewczyny. Chcą odnaleźć zabójcę, jednak nie mogą nikomu wyjawić prawdy o tym, co widzieli. Jasper stałby się głównym podejrzanym, zwłaszcza, że z ofiarą łączyło go coś więcej.

Książka jest magiczna. Natrafiłam na nią przez przypadek, i bardzo się cieszę. Dołącza do grona tych tytułów, które zostaną ze mną na dłużej. Nie bez powodu mówi się o niej, jak o połączeniu „Zabić drozda” i „Buszującego...”. Uwodzi w podobny sposób, zapiera dech. Polecam!


Claire North
„Pierwszych piętnaście żywotów Harry'ego Augusta”
Świat Książki,462 str.


Jeśli robię książkowe zakupy przez Internet, to wybieram księgarnię Aros – mają naprawdę atrakcyjne ceny. Na dzień dziecka zrobiłam sobie prezent, a w zamówieniu znalazła się między innymi ta książka. Zaintrygowała mnie tytułem i piękną okładką, reszta również okazała się warta swojej ceny. 
 
Książka jest kolejnym wariantem opowieści o podróżach w czasie. Tyle tego już było, a jednak wciąż nam się nie nudzi. Harry August umiera, a po śmierci odradza się ponownie, wiodąc kolejne, identyczne życia. Pamięta swoje poprzednie wcielenia i wybory, ale niezależnie od tego, co robi, zawsze trafia w to samo miejsce i zapada na tę samą chorobę. Nie może się wyrwać, aż do czasu... U kresu jedenastego życia odnajduje go dziewczynka mówiąc, że świat się kończy. Tylko Harry może powstrzymać katastrofę.

Historia świetnie pokazuje nieograniczone możliwości, jakie niesie ze sobą reinkarnacja. Harry wykorzystuje dar – pogłębia wiedzę w różnorakich dziedzinach, uczy się języków, podróżuje. W przeciwieństwie do innych ouroboran dysponuje pamięcią absolutną, co oznacza, że drobiazgowo zapamiętuje każdą chwilę z poprzednich wcieleń. To daje mu przewagę, ale przysporzy również przeraźliwego cierpienia z ręki kogoś, kogo uważał za przyjaciela. 
 
Przyznam, że od książek z wartką akcją, gdzie jedno sensacyjne wydarzenie goni drugie, wolę literaturę spokojniejszą, bazującą na przemyśleniach głównych bohaterów. Książki, gdzie akcja biegnie jakby dwutorowo – w świecie rzeczywistym, i we wnętrzu postaci. Ta pozycja jest idealną mieszanką obu tych dróg, dzięki czemu spodoba się zarówno fanom literatury popularnej, jak i szukającym czegoś więcej.
Mówiąc krótko, świetna książka. Czyta się jednym tchem, wciąga, zaskakuje. Pokazuje, czym grozi pęd ku władzy i zbyt szybki rozwój technologiczny. Czasem lepiej zwolnić. 

 

Ransom Riggs
„Osobliwy dom pani Peregrine”
Media Rodzina, 400 str.

Książka wydana tak osobliwie, jak zwiastuje to sam tytuł. Mroczne, czarno-białe fotografie przedziwnych dzieci, zdobiące karty tej powieści, budują nastrój. Obiecują powieść mroczną,z dreszczykiem, pełną tajemnic. W istocie jednak ten tytuł mnie zawiódł – choć spodziewałam się tego, przeczytawszy kilka recenzji, chciałam jednak przekonać się na własnej skórze. Tytuł chodził ze mną już dłuugo, więc marketing działa. Mimo, że treść nie dorównuje opakowaniu, sądzę że jest to w jakimś stopniu powieść intrygująca, na pewno inna.

Jacob dorastał karmiony opowieściami dziadka o jego niezwykłym dzieciństwie i przyjaciołach z walijskiego sierocińca. Z czasem chłopak przestaje wierzyć w opowieści o walkach z potworami, bierze je za bajki czy urojenia starszego człowieka. Do czasu, gdy dziadek ucieka, a Jacob w poszukiwaniu odpowiedzi trafia do miasteczka, w którym dorastał dziadek Portman. Tu okazuje się, że osobliwe dzieci z niezwykłych fotografii naprawdę istnieją.

Książka jest dobra mniej więcej do połowy, potem jest coraz gorzej. Szkoda, bo potencjał był wielki – świetny pomysł, niezwykli bohaterowie. Coś jednak nie zagrało. Książka nie jest ani mroczna, ani dowcipna, jak to sugeruje nota wydawnicza. Bohaterowie zostają spłyceni, autor mógł tak wiele z nich wyciągnąć, a wykorzystał tylko niewielki procent możliwości. Całość może nie jest bardzo zła, ale na pewno nie spełnia oczekiwań. Dla mnie średniak, i nawet nie ciekawi mnie kontynuacja. 
 

czwartek, 4 czerwca 2015

Byliśmy łgarzami, Kamienni bogowie, Miedzy nami...


To że mniej piszę, nie znaczy, że nie czytam. Jednak zupełnie inny rytm życia w obecnym miejscu zamieszkania, trochę nie daje mi możliwości. Dziś chciałam nadrobić trochę zaległości, tym razem te literackie.



„Byliśmy łgarzami”
E. Lockhart
Wydawnictwo YA!, str. 256

Taki kolejny skarb, na mojej literackiej mapie. Książka przyciągnęła mnie wszystkim – oprawą graficzną, zastanawiającym tytułem, marką (bo już wcześniej spotkałam się z wydawnictwem Ya! i polubiłam styl wydawanych przez nich książek dla młodzieży). Wszystko to sprawdziło się – kolejny raz jestem urzeczona. I choć w książce zastosowano technikę, która od czasu do czasu pojawia się w pozycjach, które wybieram, więc nie jest niczym nowym – mimo to znowu dałam się „nabrać” i byłam autentycznie zaskoczona zakończeniem.

Po krótce – narratorką jest nastoletnia Cadence. Duża rodzina – ciotki i kuzynostwo – co roku spędzają magiczne wakacje na prywatnej wyspie. To miejsce, będące osią wszystkich zdarzeń. Młodzi ludzie tworzą zżytą grupę, nazywając się Łgarzami. To trochę przewrotna nazwa, gdyż nastolatkowie, jako jedyni w tym środowisku, zdają się reprezentować jakieś wartości. Rodzina skrywa wiele sekretów, a ich unaocznienie doprowadza do serii fatalnych zdarzeń. W tej książce nic nie jest takie, jak się wydaje. A język jest niezwykle intrygujący – oszczędny, a przy tym trafiający w sedno. Naprawdę warto przeczytać – można pochłonąć w jedno popołudnie.


„Gotuję, bo lubię”
Wydawnictwo Buchmann

Niewielka książka o kwadratowym formacie – ale za to jak pięknie wydana. Ilustracje sprawiają, że człowiek od razu staje się głodny. Książka zawiera 26 prostych przepisów na smaczne dania: od zup i dań obiadowych po desery. Przepisy naprawdę nie są skomplikowane, choć przeglądając je zdałam sobie sprawę, że niektórych składników nigdy jeszcze w życiu nie kosztowałam. Każdy przepis zajmuje dwie strony – z lewej pojawiają się zdjęcia wszystkich składników, z informacją jakie ilości będą nam potrzebne, z prawej mamy krótką instrukcję przygotowania i fotografię gotowego przysmaku – działającą na zmysły, jak najbardziej. Niektóre przepisy wydają mi się zbędne – jak np. warzywa z piekarnika, nie potrzeba tu przecież wielkiej filozofii – z drugiej strony założenie poradnika jest takie, że są to potrawy proste, nie wymagające kulinarnej wiedzy. Szczególnie przypadło mi do gustu ciasto „Zimny pies” i choć w kuchni czuję się średnio, postaram się je upichcić na dniach :)


„Kamienni bogowie”
Jeanette Winterson
Wydawnictwo Rebis, 302 str.


Mam mieszane odczucia co do tej książki. Jakiś czas temu natknęłam się na spory kiermasz taniej książki – urodzinowa akcja w jednym z marketów. Muszę przyznać, że uzupełniłam tym sposobem biblioteczne zbiory o kilka naprawdę fajnych tytułów. Ta książka była jednym z nich, trochę gorzej trafionym. 
 
Billie i Spike – intrygujące bohaterki. Poznajemy ich kolejne wcielenia, bo czas się zmienia – cofa lub wyprzedza historię. Billie – kobieta, wymykająca się stereotypom, bacznie obserwująca rozwój technologii i Spike – pierwszy tak inteligentny robot. Ta powieść przypomina trochę „Atlas chmur” w swojej formie, ale to tylko maleńki wycinek, namiastka. Wizja autorki, jej sposób przedstawienia świata przyszłości czyli tego, gdzie możemy zabrnąć, jeśli nie wysilimy się na odrobinę refleksji, jak najbardziej skłaniają do uznania. Jednak całość była trochę nużąca, nie ujawniła całego potencjału. Oceniam jako powieść średnią, ale być może jest to kwestia tego, że to nie do końca mój gatunek.

„Między nami”
Chris Cleave
Wydawnictwo Świat Książki, 320 str.

Poruszająca.

Pszczółka uciekła z Nigerii i trafiła do obozu dla uchodźców w Wielkiej Brytanii. Młoda kobieta rzuca cień światła na to, jak traktuje się tam imigrantów i jak trudno przystosować się do życia w nowym świecie, otrzymać wymarzoną wolność. Dziewczyna wyrwała się z piekła, by trafić do kolejnego. Ale gdy udaje jej się opuścić ośrodek, nie ma dokąd pójść. Zna tylko jeden adres, i to tam kieruje swoje kroki. Jej życie zostało związane z życiem pewnego małżeństwa, wiele lat temu, na afrykańskiej plaży. Wspomnienia wracają, a koszmar tamtych chwil może albo złączyć, albo na zawsze podzielić bliskie sobie osoby. Książka traktuje o dramatach – tych osobistych, i globalnych. Nie pozostawia obojętnym. Choć nie jest idealna – zawiera parę fabularnych zgrzytów – naprawdę sądzę, że warto się z nią zmierzyć. 
 
Na odwrocie okładki znajduje się wiele ciepłych słów na temat powieści – ciepła, odważna, przerażająca. Nie powiem, to one między innymi kusiły mnie do lektury, ale nie żałuję. Ta książka to coś nowego, i warto poznać tę historię. Wzrusza, szokuje, stawia niewygodne pytania: „A co my zrobilibyśmy w podobnej sytuacji?”. Naprawdę ciężko zdecydować... Cieszę się, że zupełnie przypadkiem trafiłam na tak zastanawiającą powieść.