niedziela, 28 grudnia 2014

Włosowa aktualizacja - grudzień

Dawno ne było włosowych wpisów, gdyż mam wrażenie że moja pielęgnacja utknęła. To znaczy wciąż staram się dbać o włosy, ale póki co nie zauważam realnych popraw i to mnie trochę dołuje.

Co się więc działo w listopadzie i grudniu?

Przede wszystkim szampon Serboradin oraz łykanie kapsułek z żelazem Chela-Ferr ograniczyły troszkę wypadanie włosów. Wciąż lecą, ale - co obserwuję zwłaszcza przy myciu - jest to zdecydowanie mniejsza ilość. Mimo wszystko ciągle mam wrażenie, że włosów wypada za dużo i muszę pomyśleć nad innymi sposobami poradzenia sobie z tym problemem.


Moje włosy w zdjęciach z tej notki to przekrój przez ostatnie 3 miesiące. Nie widzę większej różnicy. Taka dziwna zależność - mam wrażenie, że na fotkach prezentują się lepiej niż w rzeczywistości. W realu wciąż zmagam się z puszeniem, nie potrafię dociążyć włosów. Zdjęcia przedstawiają stan zaraz po umyciu i wysuszeniu suszarką. Stąd jeszcze lekko wilgotne końce ;) W okresie jesienno-zimowym włosy szybciej się przetłuszczają, myłam je co 2-3 dni. Końce zaczynają się wywijać i falować, ale nie przeszkadza mi to. Prostownicy wciąż używam tylko do wygładzenia pasm z przodu, tuż przy twarzy, inaczej nie daję rady :P Włosy chyba troszkę urosły, ale nie jakoś oszałamiająco :) Zmieniam miejsce zamieszkania, a warszawska twarda woda niestety im nie służy, będę musiała coś wymyślić. Mogłabym się pewnie pobawić i postylizować je trochę, zakręcić, ale póki co nie mam do tego w ogóle głowy. Może polecicie jakieś produkty?



(Powyżej na zdj. - stan włosów na chwilę obecną).

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Więzień labiryntu, Rzeźnia numer pięć i inne


Zaległości, zaległości, a ja nie mam czasu pisać, tak dużo się dzieje w moim życiu prywatnym (i wcale nie chodzi o świąteczną gorączkę).

Po krótce więc, co ostatnio ciekawego przeczytałam.

Autor: James Dashner
Tytuł: „Więzień labiryntu”.
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc

Najpierw film, potem książka, niestety w moim przypadku miała miejsce ta nieszczęśliwa kolejność. W związku z tym film nawet mi się podobał, a książka już mniej – chyba dlatego, że zniknął całkowicie element zaskoczenia, a nawet nudziło mnie czytanie o czymś, co już doskonale znałam. Oczywiście film różni się od książki, jednak chyba zdecydowanie wygrywa u mnie pierwsze wrażenie – w związku z tym filmowe rozwiązania były dla mnie dynamiczne, a te książkowe wydawały mi się nie do końca trafione. Wiem jednak, że wśród znajomych, którzy najpierw czytali książkę, wszystko jest na odwrót. To znaczy film odbierają jako klapę, a książkę oceniają jako genialną. W każdym razie – historia grupy chłopców uwięzionych w Strefie, otoczonej przez mroczny labirynt, bardzo mi się podobała. Sięgnę po kolejne tomy. I postaram się to zrobić zanim je zekranizują :)



Autor: Kurt Vonnegut
Tytuł: „Rzeźnia numer pięć”
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Stron: 180

Żałuję, że tak późno, choć do twórczości Vonneguta przymierzałam się już długo. Nigdy nie pociągały mnie książki o tematyce wojennej, jednak to co tutaj zrobił ze mną autor... Z całą pewnością mogę zapewnić, że dawno nie czytałam tak dobrej książki. Naładowana emocjami, choć tak niepozorna wizualnie. Każde słowo, każde zdanie, potrafią nieść ze sobą taki ładunek, potrafią wzruszyć, przeszyć na wylot, nawet zranić. Vonnegut w swojej prozie prowokuje czytelnika, jest bezkompromisowy i do bólu szczery. Pisze o własnych doświadczeniach wojennych i nie boi się ubrać w słowa zła absolutnego. A przy tym miesza gatunki, sprawiając że jego opowieść można odbierać na kilku poziomach. Czy to sci-fi? Czy dramat psychologiczny? Uwielbiam jego sposób pisania, uwielbiam ukryte znaczenia jego słów. Nie mogłam się powstrzymać i dorzucam zdjęcie fragmentu :)








Autor: Konrad Górski
Tytuł: „Tekstologia i edytorstwo dzieł literackich”
Wydawnictwo: Państwowe Wydawnictwo Naukowe
Stron: 304


To książka naprawdę dla koneserów – ma swoje lata. Z racji tego, że edytorstwem się obecnie interesuję, a nawet je studiuję, musiałam sięgnąć. Konrad Górski jest tak właściwie ojcem polskiego edytorstwa, więc nie wypada nie znać tej pozycji, jeśli tematyka edycji tekstu jest komuś bliska. Jednak materiał powstawał w latach 70. a przykłady odnoszą się np. do edycji „Pana Tadeusza” Mickiewicza, więc w pełni rozumiem, jeśli kogoś ta pozycja po prostu wynudzi. Ale, jak mówię, z szacunku dla tradycji warto przejrzeć – chociaż wiele z założeń Góreckiego to już przeszłość, wiele obserwacji jest aktualnych także i dzisiaj. Poza tym można prześledzić jak to wszystko się zaczęło ;)



Autor: Robin Williams

Tytuł: „Typografia od podstaw. Projekty z klasą"
Wydawnictwo: Helion
Stron: 240

To bardzo cieniutka, ale atrakcyjna wizualnie książeczka. Kolejna z serii „o edytorstwie i typografii słów kilka”. Właściwie dobra zarówno na początek przygody, jak i służąca jako uzupełnienie czy powtórzenie wiadomości. Poradnik skierowany do osób zainteresowanych DTP – obróbką tekstu, programami do składu, układem tekstu i przykładami dobrej kompozycji. Dużo konkretnych porad – skróty klawiszowe, instrukcje obsługi, ćwiczenia i zadania. Jak wybrać odpowiednią czcionkę, co zrobić by tekst był czytelny i jak go uatrakcyjnić? Pozycja może nie idealna – z racji na niewielką objętość – ale pełna konkretów i napisana w sposób zrozumiały. Autorka obrazuje opisywane sposoby doboru czcionek, nagłówków, wyróżnień. Pokazuje też błędy, daje dużo przykładów. Dla zainteresowanych tematyką jak najbardziej dobra na start :)


środa, 17 grudnia 2014

"Sons of Anarchy", sezony 6-7




"Sons of Anarchy"
serial
sezony 6-7

Finał „Synów Anarchii” za mną. Kiedy zestawię pierwsze odcinki z ostatnimi, widać wielki progres zarówno w kreacjach bohaterów, jak i w konstrukcji odcinków. Te zmiany mają różne odcienie, najczęściej mroczne i deprymujące. Bohaterowie zmieniali się, dojrzewali, poziom brutalności nieustannie wzrastał. To, co w pierwszym sezonie jeszcze szokowało i wzbudzało sprzeciw, w ostatnim stawało się normą. Jax się znieczulił – przemoc i zemsta stały się motorem napędowym jego działań. To chyba śmierć Tary była takim ostatnim gwoździem do trumny. Po niej zatracił się w bólu, i aby się z niego wyrwać, widział już tylko jedno rozwiązanie. Chociaż w duchu nie mogłam często pojąć jego zachowań, chociaż nie chciałam ich akceptować, widać było wyraźnie, że to jedyne słuszne podejście dla członków gangu motocyklowego. Jax nie był złym człowiekiem, ale środowisko w którym wyrósł, ukształtowało go w taki, a nie inny sposób. By tam przeżyć, by dowodzić grupie, musiał wziąć na siebie ogromną odpowiedzialność. Liczył się z nią, wiedział na co się pisze. Zdecydował się, że tak właśnie chce żyć. Ale przy tym miał świadomość, że są inne drogi. Zadbał o lepszą przyszłość dla własnych dzieci.

Ostatnie epizody seriali to niezwykle trudne momenty. Jak zamknąć historię i zrobić to z klasą? Jak nie zawieść fanów, a przy tym uniknąć pokusy kontynuacji? W tym wypadku zdecydowano się na mocne rozwiązanie, ale tak naprawdę nie wyobrażam sobie innego finału. Stało się to, co stać się musiało. I dużo w tym symboliki.  Jestem zadowolona. Serial trzymał poziom, bohaterowie rozwijali się z każdym odcinkiem, a każdy kolejny sezon zaskakiwał czymś nowym. Nie bano się uśmiercać wyrazistych postaci, do których widzowie zdążyli się przyzwyczaić. Praktycznie gdyby porównać obsadę z początkowych odcinków i tych finałowych - duże, duże zmiany. Na pewno nie było nudno. Ostatnie dwa sezony mocno stawiały również na muzykę – dobrze brzmiące kawałki korespondowały z tematyką, świetnie uzupełniając obraz. I to już koniec… Nie jest to mój ulubiony serial, chyba bardziej trafia w męskie gusta, jednak oceniam go wysoko.  

wtorek, 9 grudnia 2014

Hugh Howey: "Silos"


Autor: Hugh Howey
Tytuł: "Silos"
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Stron: 654

Ziemia została skażona. Ludzie żyją pod powierzchnią, w wielopiętrowym Silosie. Obowiązują ich twarde reguły, kontrolowane jest wszystko. Biorą udział w loterii, jeśli chcą mieć potomstwo. Każdy ma swoją rolę w silosie i zamieszkuje odpowiednie piętro. Ci z dołu, w Maszynowni, pracują najciężej, zapewniając dostawy prądu dla całego podziemia. Ci z działu IT spijają śmietankę. Ludzie są kontrolowani, bunty tłumione w zarodku. Nie można marzyć. Na czele tej konstrukcji stoi Burmistrz, zaś nad spokojem mieszkańców czuwa Szeryf, który trzyma porządek. Najcięższą karą jest zesłanie na… czyszczenie. Dzięki temu procesowi, ludzie mogą oglądać obraz skażonej Ziemi, przekazywany przez obiektywy. To ich jedyny kontakt ze światem, który przepadł. Czyściciel może wyjść na powierzchnię, ale jest w stanie przetrwać tam zaledwie kilka minut. Gdy wyrok czyszczenia pada na samego Szeryfa, Holstona, wszystko się zmienia. Okazuje się, że cały ten misternie skonstruowany świat jest tylko iluzją.

Hugh Howey był zupełnie nieznanym autorem, który publikował na własny rachunek. „Silos” jednak przyjął się z ciepłym odbiorem czytelników i bardzo szybko zmienił autora w światową gwiazdę sci-fi. Nie dziwi mnie to, bo książka naprawdę jest dobra. Trzyma w napięciu przez cały czas, a w miarę jak dowiadujemy się więcej o złożonym świecie przyszłości, jesteśmy przerażeni równie bardzo jak bohaterowie.    

Howey wprowadza kilku bohaterów i pogrywa sobie z czytelnikiem. Kiedy zaczynamy się przyzwyczajać do jednego, sądząc że będzie tym głównym, towarzyszącym nam przez całą opowieść, autor odbiera nam go, przenosząc narrację w stronę zupełnie innej postaci. Ma to swoje dobre i złe strony. Akcja książki płynie raczej wolno, brak tu gwałtownych, wstrząsających wydarzeń. Jednak pisarz potrafi przykuć uwagę, zatrzymać, zaciekawić. Istotniejsze jest to, co ukryte przed ludzkim wzrokiem, kłamstwa wychodzące na jaw. To w ten sposób buduje się dramaturgię. Bardzo dobra konstrukcja – mnogość wątków, a wszystko to dobrze ze sobą połączone.

Autor traktuje czytelnika tak, jakby dobrze znał wykreowany przez niego świat. Na początku niewiele wyjaśnia, wrzuca nas od razu w swoje uniwersum, jakbyśmy byli jego częścią. Przykładowo - pisze o ludziach-cieniach, bez komentarza co oznacza ta funkcja. Opisuje podróże po schodach silosu, odwiedzanie kolejnych pięter, ale zabrakło mi szczegółów, dzięki którym mogłabym sobie wyobrazić, zwizualizować to miejsce. Oczywiście, w miarę jak zagłębiamy się w tekst, jest coraz łatwiej, ale początkowo nie mogłam się połapać w zasadach świata silosu, informacje były zbyt skąpe. Kolejną wadą książki, ale to dotyczy raczej tylko polskiego wydania – jest cienka korekta, a może jej brak? W tekście pojawia się mnóstwo literówek, od zwykłych czeskich błędów jak przestawienie liter czy pominięcie którejś, po poważniejsze, zmieniające sens słów/zdań. Trochę to dziwne…

Podsumowując, książka podobała mi się. Dopiero odkrywam powieści postapokaliptyczne, ale utwierdzam się w przekonaniu, że pociąga mnie ten gatunek. Nie jestem więc znawcą, ale mimo to sądzę, że „Silos” plasuje się gdzieś pośrodku, jeśli chodzi o ocenę. Ma wszystko to, co istotne dla powieści sci-fi, jednak nie nazwałabym jej wielkim, przełomowym odkryciem. Dobrze się czyta, i tyle. Czekam jednak na kontynuację :)