środa, 29 października 2014

"Sześć stóp pod ziemią"

Autor: Beata Szy dnia 15:07:00 6 komentarze


"Sześć stóp pod ziemią"
serial, 
sezon 1 (niedokończony)


„Sześć stóp pod ziemią” zaczęłam oglądać z powodu koleżanki, która stwierdziła, że nie istnieje lepsze zakończenie całego serialu (ostatniego sezonu) niż tutaj. Faktycznie ten tytuł pojawia się w zestawieniach najwybitniejszych finałowych odcinków wszech czasów. Z ciekawości cóż to za fenomen, zabrałam się za pierwsze odcinki. Serial zaczęto produkować w 2001 roku, więc jest stosunkowo stary. To powinno być dla mnie pierwsze ostrzeżenie, bo mi kompletnie nie podchodzą takie rzeczy, wolę dynamiczne kino współczesne. Opowiada historię braci, którzy po śmierci ojca muszą przejąć rodzinny biznes – dom pogrzebowy. Sześć stóp to głębokość, na jaką chowa się zwłoki podczas pochówku. W każdym odcinku stykamy się z innym przypadkiem, którym musi się zająć zakład Fisherów. Przy okazji dowiadujemy się co nieco o tej ciężkiej, ale i twórczej, pełnej wyzwań profesji. W tle oczywiście bogate życie uczuciowe każdej z postaci i ich perypetie.

Niestety porzuciłam pierwszy sezon w połowie. Serial nie jest zły i może gdybym oglądała go kilka lat temu, spodobałby mi się, ale na dzień dzisiejszy nie jest to spełnienie moich marzeń. Mnie irytuje wszystko – od "stylowego" ubioru hehe, po fryzury, mentalność i drętwe dialogi. Męczy mnie, odcinki się dłużą i w ogóle nie czuję napięcia. Plusem jest to, że autorzy nie bali się kontrowersji – a zważywszy na to, kiedy serial zaczął być emitowany, tym większe ukłony. Traktowanie ciała po śmierci, problem homoseksualizmu i zdrady wśród małżonków, to tylko niektóre z nich. No i Michael C. Hall z „Dextera”, taka wisienka na torcie. Może jeszcze kiedyś się przełamię, ale na tę chwilę porzuciłam „Sześć stóp…” i nie zamierzam kontynuować.    

niedziela, 26 października 2014

Dlaczego moje włosy wyglądają źle?

Autor: Beata Szy dnia 19:46:00 5 komentarze

Ostatnio przeżywam kryzys twórczy jeśli chodzi o włosowe wpisy, a powód jest bardzo prozaiczny. Pewnie część z Was też go przerabiała – co zrobić, kiedy mimo pielęgnacji, włosy wciąż wyglądają źle? Rozumiem, że można mieć zastrzeżenia do siebie, kiedy dbanie o włosy ma podstawowy przebieg lub w ogóle nie występuje... Ale kiedy już zmieniamy podejście i zależy nam na tym, by nasze włoski zaczęły przypominać te z reklam albo z wpisów na blogach, które obserwujemy, to cóż... Każda porażka boli i to odwieczne pytanie: co w takim razie robię źle?

Czasem wydaje mi się, że stan moich włosów jest dramatyczny, być może gorszy niż w punkcie startowym. Myślę, że w takim zadręczaniu się nie jestem odosobniona. Wynika to pewnie z tego, że zanim staniemy się włosomaniaczkami, właściwie nie zwracamy większej uwagi na kondycję naszych pasm. Jednak gdy zaczynamy się na nich skupiać, obserwować, uczyć się i sprawdzać rezultaty, wtedy praktycznie wszystko zaczyna się wokół włosów kręcić. W związku z tym wiele z tego, co dotąd nam umykało, nagle zaczyna mieć kolosalne znaczenie.
 

sobota, 25 października 2014

Ilsa J. Bick: "Prochy"

Autor: Beata Szy dnia 20:58:00 2 komentarze



Autor: Ilsa J. Bick
Tytuł: "Prochy"
Wydawnictwo: Amber
Stron: 432

Świat się przekształca. Elektrouderzenie zmienia Ziemię i jej mieszkańców. Martwe ptaki spadają z nieba. Elektronika wysiada. Ludzie w średnim wieku giną na miejscu. Nastolatki zmieniają się w dzikie istoty, napadając na ocalałych. To dopiero początek...

Alex ma siedemnaście lat i jest nieuleczalnie chora. Jednak wbrew wszelkiej logice, dziewczyna przeżyje katastrofę bez szwanku. Co więcej, odzyska utracone zmysły węchu i smaku. W nowej rzeczywistości czekają na nią niebezpieczeństwa groźniejsze niż rak... Razem z ośmioletnią Emmą i Tomem, młodym żołnierzem, wyrusza w drogę, by odnaleźć ostatki cywilizacji.

Wow. Ta książka jest dla mnie ogromnym pozytywnym zaskoczeniem. Wypożyczyłam ją z biblioteki bez większych oczekiwań, a tymczasem... To takie połączenie „The Walking Dead”, klimatu niczym z książki „Droga” Cormaca McCarthy'ego i wszelkich apokaliptycznych wizji, tym razem w wersji dla młodzieży. Nawiązania, podobieństwa, inspiracje - w ogóle mi to nie przeszkadzało. Na okładce „Prochów” mamy porównanie do „Igrzysk śmierci” i też w tym trochę racji – silna bohaterka, walcząca o przeżycie. Jednak ta powieść jest zdecydowanie mocniejsza, pełna grozy i prawdy o ludzkiej naturze. Jest tu wiele mrocznych scen, nie mówiąc o samej końcówce... Alex trafia do miasteczka, gdzie rządzi Rada Pięciu – przebywają tam ludzie tacy jak ona, którym udało się przetrwać. Ale czy idealne schronienie nietrudno pomylić z więzieniem?

Polecam. Zwłaszcza fanom tytułów, o których wspomniałam. Książka naprawdę jest warta uwagi. Pełna ważnych treści, dojrzała, odważna i wciągająca. Bohaterowie, których nie sposób nie polubić i ich dramatyczne losy. Będą kolejne części – umieram z niecierpliwości :)

środa, 22 października 2014

Robert Kirkman, Jay Bonansinga: "Narodziny Gubernatora"

Autor: Beata Szy dnia 16:50:00 6 komentarze

Autor: Robert Kirkman, Jay Bonansinga
Tytuł: "Narodziny Gubernatora"
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Stron: 364

Mam problem z tą książką, ponieważ bardzo lubię serial „The walking dead”, do którego nawiązuje pozycja. Nie miałam jeszcze szczęścia zapoznać się z komiksowym pierwowzorem – to zakup chwilowo nie na moją kieszeń, a w bibliotekach ciężko znaleźć taki rarytas. Książka „Narodziny Gubernatora” powstała przy współpracy Roberta Kirkmana, twórcy komiksu o zombie i jednego z producentów serialu oraz Jay'a Bonansinga, pisarza specjalizującego się w thrillerach. A więc najpierw był genialny komiks o świecie spustoszonym przez żywe trupy, później powstał znakomity serial, ostatecznie historia doczekała się też wersji powieściowej. Pytanie – czy był to dobry pomysł?

Sensacja, thriller czy horror - to nie do końca moja działka, stąd wspomniany zgrzyt. Jednak doceniam bardzo serial i podoba mi się to, jak wiele mówi o naturze człowieka, o odbudowywaniu świata z gruzów i sile przetrwania – z tego powodu sięgnęłam po więcej. Tytuł książki nawiązuje do postaci Gubernatora - poznajemy go w trzecim sezonie serialu. To człowiek, o którym początkowo niewiele wiadomo. Stoi na szczycie miasteczka Woodsbury, utrzymując w nim porządek i chroniąc mieszkańców przed żywymi trupami. Niewiele o sobie mówi, ukrywa nawet własne imię. Jest zagadkowy, pełen sprzeczności. Wyzwala w ludziach zarówno podziw, jak i strach. Początkowo budzi zaufanie, wydaje się opiekuńczy, trzyma w ryzach małą społeczność, umie dowodzić i podejmować ważne decyzje. Jednak w miarę jak go poznajemy okazuje się, że Gubernator ma drugie oblicze. To mroczne, niepokojące, brutalne. Grupa Ricka najpierw z ulgą przyjmuje zaoferowane przez Gubernatora schronienie, później bardzo szybko sytuacja się odwraca, a sprzymierzeńcy stają się największymi wrogami.

Jednak kim naprawdę jest Gubernator, jaka jest jego historia, co robił, nim świat ogarnęła zaraza? Ta książka sięga do korzeni, wyjaśniając naprawdę wiele. Opowiada historię sprzed serialu, niczego nie powiela. Jest to zupełnie nowa, odrębna opowieść. 

Lektura jest dynamiczna, z wartką akcją i barwnie odmalowanymi bohaterami. Ja wolę powieści, w których więcej uwagi poświęca się przeżyciom wewnętrznym, uczuciom i zażyłościom, tu jest tego mniej. Liczy się dynamizm, makabra i walka o każdy kolejny dzień. Myślę, że książka oddaje ducha serialu, nie ustępuje mu pod względem tempa i rozwoju akcji. Właściwie najbardziej podobały mi się końcowe rozdziały, kiedy oglądamy co tak naprawdę stało się z Panny, jak zaważyło to na dalszych losach grupki przyjaciół i wreszcie...w jakich okolicznościach narodził się Gubernator. Taki, jakiego znamy z serialu czy komiksu.

Książek z tej serii jest więcej, pewnie tez przeczytam. Osobiście lepiej bawię się przed telewizorem, jednak książka dostarcza wiedzy, która na pewno zadowoli fanów zombie Może też być czytana w całkowitym oderwaniu od pierwowzoru – straci wtedy jednak smaczki, dostrzegane tylko przez znawców oryginału.

Od strony technicznej mogę doczepić się kilku literówek, ale nie ma książek bez błędów :) Bardzo podoba mi się szata graficzna.

wtorek, 21 października 2014

Jo Walton: "Wśród obcych"

Autor: Beata Szy dnia 19:59:00 3 komentarze

Autor: Jo Walton
Tytuł: "Wśród obcych"
Wydawnictwo: Akurat
Stron: 368

To właściwie książka o... czytaniu. Główna bohaterka pochłania literaturę z szybkością światła, w bardzo dużych ilościach. Lubuje się w fantastyce – przytacza aktualnie czytane przez siebie dzieła, streszcza je, mówi o swoich wrażeniach, przeżyciach związanych z lekturą, poszukiwaniach książek – dla siebie i bliskich. Fabuła kręci się dookoła tego. Fajnie, ale jednak… bez przesady. 

Mor w wypadku straciła siostrę bliźniaczkę – dziewczyny były nierozłączne. Uciekła od obłąkanej matki i znalazła schronienie u ojca (którego dopiero poznała) i trzech ciotek. Towarzystwo wysyła ją do szkoły z internatem, by mieć kaleką dziewczynę z głowy. Mor prowadzi dziennik, w którym opisuje wszystkie wydarzenia – książka ma formę pamiętnika. Przez to wydarzenia przedstawione są bardzo subiektywnie i trudno wyczuć, czy dziewczyna fantazjuje, by ukoić ból po stracie siostry, czy naprawdę dostrzega wróżki i kontaktuje się z nimi.

To krótkie wprowadzenie zapowiada naprawdę fajną lekturę, jednak w powieści znajdziemy niewiele więcej. Szkoda, że zmarnowano taki potencjał, bo historia „rozdzielonych” sióstr wydawała mi się niezwykle intrygująca. Jednak całość nie zachęca- czytamy tylko o tym, jak Mor czyta, wypożycza książki, czyta, uczęszcza na spotkania klubu dyskusyjnego, myszkuje po księgarniach, czyta, zdaje egzaminy, wspomina swoją rodzinę, pisze listy do bliskich (opisując w nich przeczytane książki), czyta, i tak w kółko… 


Oczywiście, nie można skreślać jej całkowicie. W gruncie rzeczy prawdą jest, że powieści nie można traktowac dosłownie. Warto spojrzeć na nią jak na zapis radzenia sobie ze śmiercią i stratą, z poczuciem inności i całkowita obcością - dla Mori świat książek jest jedynym miejscem, gdzie czuje się bezpieczna i akceptowana. Trzeba się zastanowić nad tym, dlaczego tak jest, i jakie tajemnice ukrywają się między wierszami. Bo tytułowymi obcymi nie są tu wcale stwory rodem z sci-fi, magiczne wróżki i postacie obdarzone mocą nadprzyrodzoną, ale po prostu... ludzie, rówieśnicy Mori, jej otoczenie. Mimo to, można było inaczej poprowadzić ten pomysł - do mnie raczej nie przemówił. 

środa, 8 października 2014

"Dolina Krzemowa", serial, sezon 1

Autor: Beata Szy dnia 13:59:00 4 komentarze

"Dolina Krzemowa"
serial
sezon 1


I kolejny serialik :) „Dolina Krzemowa” opowiada o grupie informatyków, pracujących w inkubatorze Erlicha Bachmana. Jak na informatyków przystało (nie, wcale nie ulegam tu stereotypom :P), mamy tu plejadę oryginalnych przypadków. Richard, Dinesh, Bertram i Nelson może i cechują się ponadprzeciętną inteligencją i talentem do tworzenia apek (choć i to nie zawsze im wychodzi), ale co tu dużo mówić – są totalnie aspołeczni, nie przystosowani do życia i nieprzygotowani na sukces, jakiego stają się udziałem. Połączenie tego wszystkiego zapewnia naprawdę fajną rozrywkę. 

Dużo tu gagów, śmiesznych dialogów i komicznych nieporozumień, wynikłych z odmienności tej grupki. Jeśli lubicie historie pokroju Jobsa i Apple, ten serial na pewno się Wam spodoba. Opowiada podobną historię – jak grupka nierozgarniętych chłopaków przypadkiem stwarza coś bardzo cennego… Serial traktuje o specyficznym środowisku, ale nie trzeba mieć wielkiej wiedzy informatycznej, by zrozumieć wszystkie żarciki i aluzje. Na pewno nietypowe poczucie humoru, jakie gwarantuje towarzystwo zdecydowanie męskie, może budzić skrajne emocje, ale moim zdaniem ogląda się to bardzo dobrze :) Ach, i zapomniałabym o moim ulubionym, pociesznym bohaterze – Jaredzie. Obejrzyjcie serial, a zrozumiecie, dlaczego jest taki uroczy :) 

Serial jest bardzo krótki – pierwszy serial ma tylko osiem epizodów, a każdy odcinek trwa zaledwie pół godziny. Stacja HBO zamówiła oficjalnie drugi sezon, także jest na co czekać.


czwartek, 2 października 2014

Charles Bukowski: "Szmira"

Autor: Beata Szy dnia 19:35:00 4 komentarze


Autor: Charles Bukowski
Tytuł: "Szmira"
Wydawnictwo: Noir Sur Blanc
Stron: 192

Charles Bukowski to amerykański poeta, powieściopisarz i nowelista. Tworzy postaci z marginesu społecznego, w rolach głównych swoich utworów obsadza alkoholików, uzależnionych od hazardu i kobiet. Jego twórczość inspirowana jest własnymi doświadczeniami, można znaleźć wiele odniesień do życia prywatnego – które było dosyć ciężkie i kontrowersyjne. 

Bukowskiego lubię za jego otwartość i bezceremonialność. Jego teksty są krótkie ale treściwe, dosadne, a przede wszystkim rozbrajająco zabawne – choć czasem bywa to żart gorzki czy wulgarny. Ale właśnie dzięki temu jest taki trafny i prawdziwy. 

Może brzmi strasznie, ale tak nie jest – autor ma cięty język, a przy tym obdarzony jest świetnym zmysłem obserwatora. Gorszy i śmieszy równocześnie, dobrze się bawię przy jego książkach. Trzeba brać poprawkę zwłaszcza na przedmiotowość, z jaką traktuje kobiety i jak się do nich odnoszą jego bohaterowie. Bukowski popisuje się zwłaszcza dialogami. Zdania, które buduje są zwykle proste, stosuje dużo powtórzeń, ale w niczym to nie przeszkadza. „Szmira” jest parodią kryminału – opowiada o nierozgarniętym detektywie, Nicku Belane, który średnio sobie radzi z prowadzeniem śledztw, a przy tym ma klientów nie z tej ziemi – dosłownie. 

Noir Sur Blanc wznowiło wydania Bukowskiego i przyznam, że jestem oczarowana szatą graficzną. Spójrzcie tylko – inne powieści i opowiadania również utrzymane są w podobnej konwencji. Bardzo przemawia do mnie taka stylistyka. Fajnie byłoby mieć na półce taki komplet. Rzuca się w oczy, a jednocześnie jest prosta. Przykuwa uwagę i zatrzymuje. W ogóle dobrze się ją trzyma w dłoniach i czyta – czasem ma się to uczucie, że książka jest jakby stworzona do naszych dłoni. I właśnie to uczucie miałam tutaj. 

Ja o Bukowskim usłyszałam pierwszy raz dzięki tekstom polskich raperów. Podobne środowiska często odnoszą się do jego prozy, bo autor jest im bliski, rozumie ich świat. Czytaliście?

PS Wciąż nie mam aparatu, więc zdjęcia są, jakie są ;)
 

Po drugiej stronie... Copyright © 2014 Dostosowanie szablonu Salomon