sobota, 29 września 2012

Cormac McCarthy: "Droga"

Autor: Beata Szy dnia 11:41:00 14 komentarze


Autor: Cormac McCarthy
Tytuł: "Doga"
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Stron: 268



Ostatnie chwile naszej planety. Ostatni ludzie – krwiożercze bestie. Ostatnie ślady naszej cywilizacji – puszka coca-coli i strzępy starych gazet. Piekło apokalipsy spełnionej w uhonorowanej Nagrodą Pulitzera powieści Cormaca McCarthy’ego. Tę książkę czyta się ze ściśniętym gardłem i pełnym przerażenia zachwytem…
W przyszłości, która może zdarzyć się jutro lub za tysiąc lat, nastąpił straszliwy kataklizm, który zniszczył naszą cywilizację i większość życia na Ziemi. Wszędzie zgliszcza i ciemność. Kamienie pękają od mrozu. Ani jednego ptaka, ani jednego zwierzęcia, gdzieniegdzie tylko bandy zdziczałych kanibali. Na tle martwego pejzażu dwie ruchome figurki – to ojciec i syn przemierzają zniszczoną planetę. Przed nimi pełna niebezpieczeństw droga w nieznane, wokół nich – świat umarłej nadziei, rozpaczy, strachu, a w nich – wciąż tląca się miłość…


Bohaterami tej postapokaliptycznej powieści są dwaj mężczyźni: ojciec i syn. Przemierzają świat, a raczej to co z niego zostało - spopielone zgliszcza, martwą planetę, nie wydającą już owoców, przesiąkniętą terrorem i katastrofą, która rozegrała się na ich oczach.
Wędrują na południe, jako ci dobrzy, niosący ogień. Mężczyzna nie mówi synowi wszystkiego, usiłuje go chronić. Lepiej, niż próbował uczynić to z jego matką. Teraz zostali we dwóch. Muszą sobie radzić: zdobywać pożywienie, unikać zgrai złodziei, rabusiów i kanibali. Tych złych… Rzeczywistość przytłacza, ludzie zatracają swoje człowieczeństwo. Czy uda im się wytrwać? I co dobrego może spotkać jeszcze takich ludzi jak oni, uwikłanych w chory, zdegradowany świat? Czy po katastrofie na Ziemi jest jeszcze miejsce na miłość?

Książka McCarthy’ego, wybitnego amerykańskiego pisarza, przeszywa do szpiku kości, wstrząsa, wywołuje uczucie zaprzeczenia, niedowierzenia, współczucia. To świat przyszłości, jakiego nie chcielibyśmy dożyć, a przecież tak prawdopodobny. Fragmentaryczna narracja, krótkie strzępki zdań, lapidarne, lakoniczne dialogi, proza zbliżająca się do poezji – wszystko to potęguje wrażenie rzeczywistości surowej, szorstkiej, pozbawionej wszystkiego, co nam bliskie. Książka opowiada o drodze, o powolnym, upartym przemieszczaniu się do wyznaczonego celu. Niewiele tu akcji, wydarzeń, bohaterów. Trzeba nastawić się na narrację refleksyjną, spokojną, a jednak w swojej prostocie porażającą brutalnością i złem, którego nasza świadomość nie chce, nie może pojąć. Twarda lekcja. Ostrzeżenie. Drogowskaz.

Zakończenie jest otwarte. Pozostawia nas ze znakiem zapytania, z podejrzliwością, z nadzieją [?], wprowadza dwuznaczność. O książce można myśleć dalej, kontemplować, szukać najprawdziwszej z prawd. Polecam, choć nie jest to powieść dla każdego.

A może ktoś z Was widział filmową ekranizację z Viggo Mortensenem w roli głównej? Ja się przymierzam do tego filmu.

Ocena: 5/6

wtorek, 25 września 2012

Film: "Odwróceni zakochani"

Autor: Beata Szy dnia 19:27:00 10 komentarze




Film: "Odwróceni zakochani"
Reżyser: Juan Diego Solanas
Premiera: 2012

Porywające love story osadzone w oszałamiających wizualnie realiach alternatywnego wszechświata. Zjawiskowa Kirsten Dunst ("Spiderman", "Melancholia") i znakomity Jim Sturgess ("Niepokonani") zakochani miłością niemożliwą. Dwie planety, dwoje ukochanych i granica, której nie wolno przekraczać. Ale miłość nie respektuje zakazów. Adam jest zwykłym chłopakiem w niezwykłym wszechświecie. Wiedzie skromne życie wypełnione pracą i marzeniami o Ewie - dziewczynie, którą poznał przed laty i o której nie potrafi zapomnieć. Ewa pochodzi z równoległego świata, który znajduje się tuż nad światem Adama. Ta planeta rządząca się swoimi prawami, własną grawitacją, jest niedostępna dla Adama i jemu podobnych. Pewnego dnia chłopak dowiaduje się, że istnieje bardzo ryzykowny, nielegalny sposób przedostania się do świata Ewy. Będzie musiał złamać wszelkie normy i zasady, przeciwstawić się prawom fizyki i zaryzykować życie wkradając się do zakazanego świata, by odnaleźć miłość swojego życia…

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam trailer tego film pomyślałam: wow, tego jeszcze nie było. Film wizualnie zapowiadał się smakowicie. Współobecność dwóch odwróconych światów, koegzystujących ze sobą, a jednak oddzielonych barierą nie do przekroczenia – wydawać by się mogło – na ekranie prezentowało się to niesamowicie. Można dostać zawrotów głowy od tych ciągłych przeskoków i czasem pogubić się co jest górą, a co dołem. Głównie dla tych obrazków postanowiłam iść do kina, nie zrażając się pierwszymi negatywnymi ocenami. Cóż, jeśli mam być szczera, nie wzięły się one znikąd. Choć film naprawdę miał potencjał, finalnie został sprowadzony do zupełnie prozaicznego romansu – ona, klasa wyższa i on, ten gorszy, gotowy do walki o jej serce. Schemat ten można by jeszcze przeboleć, gdyby na ekranie oddano rzeczywiście żywe, spontaniczne emocje. Jednak między dwójką bohaterów zupełnie nie iskrzy. Ich rzekoma miłość jest mocno naciągana. Sprowadza się właściwie do paru spotkań i pustych pocałunków. Nie czuć chemii, nie czuć przywiązania, nic. Nie wspominając o braku logiki w niektórych scenach. No i... jest nudno. Trudno wysiedzieć w kinie. Także - mogło wyjść coś fajnego, jednak nie popisano się. Film warto obejrzeć dla efektów specjalnych, jednak radzę nie nastawiać się na nic więcej. A zakończenie? Woła o pomstę do nieba. Jak z tanich harlequinów.

czwartek, 20 września 2012

Alfonso Signorini: "Marilyn. Żyć i umrzeć z miłości"

Autor: Beata Szy dnia 18:36:00 12 komentarze
Autor: Alfonso Signorini
Tytuł: "Marilyn. Żyć i umrzeć z miłości"
Wydawnictwo: Świat Książki
Stron: 224


Marilyn Monroe to legenda. Piękna, niezwykła, kusząca uwielbiana. Amerykańska modelka i aktorka, gwiazda kina lat 50. i 60. XX wieku. Pożądana przez mężczyzn. Wielbiona przez tłumy. Ikona kobiecego piękna. A jednak… jej historia jest tragiczna. Umarła zbyt młodo. Nie urodziła wymarzonego dziecka. Nie zdobyła mężczyzny, którego kochała. Wciąż czuła niedosyt, brak. Zbeletryzowana biografia cudownej Marilyn, autorstwa włoskiego dziennikarza i pisarza, Alfonso Signorini’ego, sugeruje dlaczego.

Tak naprawdę nazywała się Norma Jeane. Nowe nazwisko przybrała wspinając się po szczeblach kariery. Dzieciństwo Marilyn nie należało do szczęśliwych. Wychowywana przez neurotyczną, szaloną matkę, dręczona przez babkę, trafiała pod skrzydła kolejnych opiekunów. Czuła się niekochana, nieakceptowana, zupełnie niepotrzebna. To właśnie wtedy zrodziły się jej sny, sny o sławie, sny o wielkiej karierze. Przeczuwała, że zostanie gwiazdą, pragnęła tego. Miała w sobie wiele samozaparcia i samodyscypliny. Nieugięcie dążyła do celu. Osiągnęła niebywały sukces, to prawda. Ale jej życie prywatne nie było usłane różami. Koszmary dzieciństwa ciągnęły się za nią do końca…

Nie mam zamiaru oceniać historii Marilyn, chcę się skupić na sposobie jej podania. Trzeba przyznać, że chociaż Signorini oddaje istotę życia Marilyn, przedstawia autentyczny życiorys, biografię czyta się jak powieść. Bardzo szybko. Nie wiadomo jednak do jakich źródeł dotarł pisarz, zbierając materiały do swojej książki, na jakich przesłankach oparł konkretne rozdziały, ponieważ nie padają tu żadne przypisy czy bibliografia. To daje trochę do myślenia i zastanawia ile prawdy jest w tym, co pisze włoski autor, a co jest po prostu jego fantazją. Dlatego całość trzeba brać z przymrużeniem oka.

Autor nie zasypuje nas suchymi faktami, wręcz przeciwnie. Opisuje życie kobiety, kobiety prawdziwej, z krwi i kości, poszukującej miłości. i to właśnie ta sfera – związki, uczucia, miłostki Marilyn najbardziej interesują autora. Biografia jest wybiórcza - choć wspomniano o jej rolach, pracy na planie i stosunkach w branży, są to kwestie marginalne. To, co nie interesuje Signorini’ego traktowane jest przez niego powierzchownie. Biografia nie jest bezstronna – autor stawia tezę, dla której każdy rozdział ma być już tylko dobitniejszym potwierdzeniem. Czy słusznie?

Ogromny plus za wklejki ze zdjęciami!

Treści zawarte w książce warto zweryfikować. Na pewno sięgnę po inną, fachową literaturę na temat aktorki. Wiele z sugerowanych przez pisarza kwestii wydaje się przesadzonych, niekompletnych, czy też zbyt ckliwych. Niemniej książka wydaje się dobra na start – rzuca pewne światło na sylwetkę ikony tamtych lat. Nie można jednak bazować tylko na niej.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Świat Książki &Weltbild




/kolejny raz automatycznie ustawił mi się nowy wygląd bloga i tym razem nie ma tego magicznego przycisku, żeby przywrócić stary. czy ktoś może pomóc?

piątek, 14 września 2012

S.J. Watson: "Zanim zasnę"

Autor: Beata Szy dnia 21:09:00 13 komentarze


Autor: S.J. Watson
Tytuł: "Zanim zasnę"
Wydawnictwo: Sonia Draga
Format: mp3, Audeo.pl
Lektor: Joanna Jeżewska




Ostatnio miałam okazję spróbować czegoś nowego. Może ktoś z Was słyszał o internetowej platformie Audeo.pl, oferującej audiobooki jako pliki do pobrania (mp3). W ofercie znajduje się ponad 2500 tytułów. Zakupione w ten sposób nagrania można słuchać na smartfonach, iPhonach, iPadach, odtwarzaczach mp3 czy po prostu na komputerze – jak to było w moim przypadku. Po zarejestrowaniu się w serwisie, wyborze i wykupieniu audiobooka, wybrany przez nas tytuł trafia na półkę – Audeo.pl umożliwia tworzenie swojej własnej, internetowej biblioteczki, do której możemy zajrzeć z dowolnego urządzenia z dostępem do Internetu.

Tyle tytułem wstępu. Choć audiobooki są coraz modniejsze, ja podchodziłam dotychczas do nich raczej nieufnie. Jednak już od jakiegoś czasu powoli przekonywałam się, że może warto wypróbować ten sposób „czytania” książek. Niestety po 8h dziennie spędzanych w pracy przy komputerze moje oczy często są zbyt zmęczone, gdy wieczorami chcę poczytać. Jest to problem, z którym zmagam się od paru miesięcy. I choć nie zamierzam porzucić książek tradycyjnych, bo jednak książka to książka, w tym wypadku audiobooki wydają się rozsądną alternatywą. Przynajmniej od czasu do czasu.






Zanim przejdę do rozważania plusów i minusów korzystania z platformy Audeo.pl parę słów o tytule, który sobie upatrzyłam na początek. Odsłuchałam książkę „Zanim zasnę” S,J, Watson, w interpretacji Joanny Jeżewskiej. Był to tytuł, który chodził za mną od jakiegoś czasu, jednak nie spodziewałam się wielkiej rewelacji. Historia opowiada o kobiecie, która w wyniku wypadku utraciła zdolność zapamiętywania. Codziennie budzi się w łóżku w obcym ciele, nie pamiętając kim jest mężczyzna u jej boku, utraciwszy swoją przeszłość. Christine co noc traci wspomnienia, które udaje jej się zebrać w ciągu dnia. A człowiek, którego powinna kochać, nie mówi jej całej prawdy…

Książka nasunęła mi od razu skojarzenie z filmem „50 pierwszych randek” i jeśli ktoś nie oglądał, to polecam. Filmowa historia przypadła mi do gustu o wiele bardziej niż ta książkowa. Może to ze względu na złe tłumaczenie – fatalny, drętwy język, wiele powtórzeń i błędów stylistycznych, co przy słuchaniu jeszcze bardziej raziło. Narratorką jest sama Christine, jednak znaczną część historii poznajemy z kart jej pamiętnika. Jej zaniki pamięci wprowadzają wstrząsający efekt – w pewnym momencie sami nie wiemy, co jest prawdą, a co wymysłem kobiety. Czy jej zapiski nie są zmyślone? Czy jej podejrzenia nie są urojone? Kto tak właściwie kłamie? Jednak w mojej ogólnej ocenie książka wypada raczej słabo – nie porwała mnie, nie oczarowała. Wiele sytuacji wydawało mi się za bardzo uproszczonych. Raczej przeciętne czytadło, jednak ciekawie skonstruowane, wprowadzające wiele niejasności, trzymające w napięciu.

Nie trafiono chyba też z doborem lektora, ponieważ choć jest to właściwie mój pierwszy odsłuchany audiobook (nie licząc kasetowych bajek i baśni w dzieciństwie), mam wiele zastrzeżeń. Przede wszystkim głos lektorki nie przyciągał mnie, a raczej usypiał. Dość groteskowo wypadały te momenty, w których pani Jeżewska starała się przekazywać emocje bohaterów – podnosiła głos w ferworze kłótni, pochlipywała z bohaterką, zmieniała intonację, gdy rozmówcą był mężczyzna. Myślę, że podobnie jak w kwestii technicznej w książce, tak również i tutaj coś zawiodło.

Teraz o samym audiobooku. Jak już wspomniałam odsłuchiwałam nagranie na domowym laptopie. Początkowo nieprzyzwyczajona do tej formy lektury trochę się wyłączałam, i musiałam przewijać nagranie, żeby wiedzieć co się działo, potem jednak przyzwyczaiłam się. Faktycznie odsłuchiwanie jest wygodniejsze, zwłaszcza w sytuacjach, gdy ma się problemy ze wzrokiem. Zabiera jednak więcej czasu – całość nagrania to 680 min. Jestem pewna, że przy samodzielnym czytaniu w myślach zajęłoby mi to o wiele mniej. Nagranie podzielone było na 30 fragmentów – można więc odsłuchiwać takimi kawałkami. No i jeszcze kwestia ceny. Sprawdziłam, że cena nowej książki to ok. 33-35 zł. Cena audiobooka w postaci płyt CD waha się w granicach 28-31,90 zł. Cena pliku mp3 w Audeo.pl wynosi 27,50 zł. W innych e-księgarniach jest porównywalna, zdarza się nawet niższa.

Chyba zacznę rozglądać się za telefonem komórkowym, przystosowanym do odtwarzania plików, gdyż ta opcja wydaje mi się bardzo wygodna - zwłaszcza, że trochę czasu spędzam w autobusach, a noszenie ze sobą książki nie zawsze jest wygodne czy w ogóle możliwe.

Przed zakupem zawsze możemy wysłuchać darmowego fragmentu,
żeby się upewnić co do wyboru. Pomimo, że mój pierwszy strzał nie był zbyt udany, nie zraziłam się do audiobooków i myślę, że jeszcze skorzystam z tej formy poznawania książek :)


Za możliwość odsłuchania dziękuję Audeo.pl






wtorek, 11 września 2012

Lauren Oliver: "Delirium"

Autor: Beata Szy dnia 17:34:00 22 komentarze


Autor: Lauren Oliver
Tytuł: "Delirium"
Wydawnictwo: Otwarte
Stron: 360


„Mówili, że bez miłości będę szczęśliwa.
Mówili, że lekarstwo na miłość sprawi, że będę bezpieczna.
I zawsze im wierzyłam.
Do dziś.
Teraz wszystko się zmieniło.
Teraz wolę zachorować i kochać choćby przez ułamek sekundy, niż żyć setki lat w kłamstwie”.

Dawniej wierzono, że miłość jest najważniejszą rzeczą pod słońcem.
W imię miłości ludzie byli w stanie zrobić wszystko, nawet zabić.
Potem wynaleziono lekarstwo na miłość.
Czy gdyby miłość była chorobą, chciałbyś się wyleczyć?”



Większość z Was na pewno czytała albo chociaż słyszała o „Delirium” bo o tej książce było głośno na blogach. W pewnym momencie po prostu roiło się od recenzji, a w każdej zjawiskowa okładka przykuwała na nowo mój wzrok. I wreszcie i ja sięgnęłam po „Delirium”. Czy się „zaraziłam”? :)

„Delirium” to antyutopijna wizja świata przyszłości, której akcja toczy się w miejscowości Portland, w Ameryce. Narratorką powieści jest Lena, która czeka na swoje osiemnaste urodziny. Podda się wtedy zabiegowi, mającemu wyleczyć ją z najgorszej choroby pod słońcem - miłości. Zabieg jest zbawiennym remedium, któremu poddaje się wszystkich bez wyjątku. Minęły 64 lata od kiedy zaklasyfikowano miłość jako chorobę. Niebezpieczną, doprowadzającą do śmierci, której trzeba się wystrzegać ze wszystkich sił. Lena słyszy pogłoski o Odmieńcach, ukrywających się w Głuszy. Oni sprzeciwili się prawu, uciekli, roznosząc zarazę. Lena nigdy nie pozwoliłaby sobie na podobne zachowania. Do czasu, aż poznaje Aleksa… W jego obecności doktryny, wpajane jej od maleńkości, tracą sens, okazują się kłamstwem. I choć Lena początkowo nie ufa chłopakowi, obstając przy własnych prawdach, będzie miała okazję przekonać się na własnej skórze co to znaczy kochać…

To prawda, że książkę czyta się dobrze, jednak peany na jej cześć, z którymi dotąd się spotykałam, są trochę przesadzone. Koncept z jakim spotykamy się w tej powieści nie jest nawet oryginalny – przyszłość bez uczuć jest motywem powielonym. Ja spotkałam się z nim w świetnym filmie „Equilibrium” z Christianem Bale’m („Batman”) w roli głównej. Z miejsca polecam go wszystkim fanom książki. Film ukazuje wizję przyszłości po III wojnie światowej, gdzie – dla dobra ludzkości – wyeliminowano uczucia. Jednak to, co miało chronić, okazuje się śmiercionośną bronią. Zarówno książka jak i film pokazują jak wielkie znaczenie dla ludzkości mają uczucia i do czego może prowadzić wyzbycie się ich. Powtarzalne są również kreacje głównych bohaterów – Lena to dziewczyna niepozorna, przeciętna, wręcz nijaka. Dopiero pod skrzydłami Aleksa dziewczyna pokazuje nam drugą twarz, nabiera odwagi i dystansu do siebie, ewoluuje. Młodzi zakochują się bez pamięci. Skądś to znamy? Oczywiście.

Zakończenie książki jest otwarte i jak możemy się od razu zorientować, nastawione na kontynuację. ”Delirium” okazuje się trylogią.
Choć książka szczególnie mnie nie zachwyciła, będę czekać na jej dalszy ciąg, gdyż ciekawią mnie dalsze losy bohaterów.

Ocena: 4/6


poniedziałek, 3 września 2012

Gayle Forman: "Jeśli zostanę"

Autor: Beata Szy dnia 19:07:00 18 komentarze


Autor: Gayle Forman
Tytuł: "Jeśli zostanę"
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Stron: 248



"Adam to inna historia. Pamiętać znaczyłoby tracić go wciąż na nowo, więc nie jestem pewna, czy mogłabym to znieść."


Akcja książki obejmuje dwadzieścia cztery godziny, dla których punktem wyjścia jest tragiczny wypadek samochodowy. Mia traci w nim najbliższych, a sama trwa w stanie dziwnego zawieszenia – gdzieś pomiędzy światem żywych a umarłych. Najbliższe godziny zdecydują o tym, czy nastoletnia dziewczyna zapragnie dołączyć do zmarłej rodziny, czy odzyska przytomność. Jednak Mia wie, że powrót do rzeczywistości wiązałby się z nieopisanym bólem po stracie bliskich, których tak kochała. Rozstrzygając dylemat, Mia oddaje się wspomnieniom: wraca do najszczęśliwszych chwil swojego życia.

Trochę inaczej wyobrażałam sobie tę książkę, gdy przeczytałam kilka bardzo pozytywnych recenzji. Jednak gdy ostatecznie wpadła w moje ręce już dwie sprawy zaskoczyły mnie i to na niekorzyść: niewielka objętość i dosyć duża czcionka. Poczułam, że mam w rękach typową książkę młodzieżową, na którą jestem już za „stara” o co najmniej dziesięć lat. Ale gdy się powiedziało „a”, trzeba umieć powiedzieć „b”. Stwierdziłam, że co mi szkodzi, i zaczęłam czytać. Jak na lekką młodzieżówkę przystało, nieskomplikowany język i prosta budowa sprawiły, że książkę połyka się w okamgnieniu.

Powieść traktuje o niezwykle trudnym wyborze, przed którym nie chciałoby stanąć żadne z nas. Ale Mia znalazła się w takiej sytuacji i ma coraz mniej czasu, by podjąć decyzję. Jej najbliżsi – dziadkowie, ciotki i wujkowie, a przede wszystkim najlepsza przyjaciółka i chłopak, zrobią wszystko, by wyrwać ją ze śpiączki. Ale to do Mii będzie należało ostatnie słowo. To na jej ruch wszyscy czekają…

Książka na pewno przypadnie do gustu młodzieży, szczególnie tej młodszej. Dla starszych wydaje się już zbyt tendencyjna i naiwna. Nietrudno przewidzieć kolejne sceny, nietrudno przeniknąć umysły bohaterów i rozgryźć ich kolejny krok - postępują dokładnie tak, jak przeczuwamy. Brak elementów zaskoczenia. Przywoływane w każdym rozdziale wspomnienia, mające funkcję retardacyjną, w którymś momencie przynoszą odwrotny skutek. Zamiast budować napięcie, przygotowując nas na finał, mnie osobiście zaczęły uprzykrzać lekturę i zniechęcać. Były zbyt wyidealizowane, banalne. No ale tego właśnie trzeba się spodziewać po książkach tego typu. Dlatego choć czyta się lekko, a książka mimo całej tej przerysowanej otoczki jednak wzrusza, to w ostatecznym rozrachunku dzień od zakończenia lektury, historia Mii nie pozostawiła we mnie nic. Szybko o niej zapomnę. Opowieść z potencjałem, który można by o niebo lepiej wykorzystać.

Mimo wszystko plus za takie, a nie inne, zakończenie.


Ocena: 3/6
 

Po drugiej stronie... Copyright © 2014 Dostosowanie szablonu Salomon